wtorek, 20 sierpnia 2019

Facebook - makijaż na życiorysie?


Ogólnie mam kilka tysięcy znajomych i cały czas na tych znajomych narzekam, potem dostaję pouczenia od innych znajomych i nieznajomych (z zachwytem patrzę na te tłumy samozwańczych „wychowawców i nauczycieli”, którzy wszystkie rozumy pojedli, popili, a nawet dawno już jak tego wymaga biologia wydalili). 

Zalecają żeby nie brać byle kogo, żeby wywalać, wyrzucać, i w ogóle się cenić. Jak to tak? Żeby tak pisarka brała każdego? Takiego powiedzmy Kazimierza (no fuuuj, jak ktoś może mieć na imię Kazimierz??? Powinna pani uważać na takich ludzi!), Adama – (boszszsz czy w ogóle nie można już przejść, przez ulicę, żeby gdzieś nie było odniesienia do religii? Jak pani nie uważa, to pani problem!) Czy Armagedoniusza? (Mniam, jakie słodkie imię! Chciałabym, chciała, ale pani jako pisarka powinna być ostrożniejsza!) Zośkę i Puśkę Uśkę? No niby dziwne, ale ja z tych znajomych czerpię niezaprzeczalną wenę twórczą! 

Bawią mnie, zaskakują, a nawet dają tematy do przemyśleń. 

Jakich? Przedziwnych! Poważnie! 

wtorek, 13 sierpnia 2019

PANACEUM


AGNIESZKA SUDOMIR
PANACEUM

LITERATE

Ta powieść to dla mnie co najmniej dwie niewiadome naraz bo z autorką się jeszcze nie zetknęłam, choć o niej słyszałam, a Łodzi nie znam zupełnie, choć oczywiście wiele słyszałam o tym mieście i czytałam. 

Do tego środowisko… Medyczne sfery wyższe. Ona „Ucieleśnienie marzeń małych i dużych chłopców” (s.32) on, „Przeciętnej urody, nieco krępy i odrobinę niższy od swojej dziewczyny prawnik” (s.33).

niedziela, 11 sierpnia 2019

Nauka pisania? Pisania powieści?

Kocham ludzi, którzy uczą pisać. 

Poważnie. 

Niektórych. 

Kocham ich, ale jak to się mówi… SPRAWDZAM. 

No i tak, jeżeli ktoś jest polonistą, dziennikarzem, albo pisarzem, to tak. Każdy z tych ludzi może mnie czegoś nauczyć. 

Lubię się uczyć! 

sobota, 3 sierpnia 2019

To nie ma nic wspólnego z seksem.



Człowiek czasami nawet nie wie co w nim siedzi, taka na przykład ja! Przeżyłam szok, który sama sobie zafundowałam za pomocą  faceta z pewnego sklepu nie, to nie ma nic wspólnego z seksem

Zawsze wydawałam się sobie osobą szczególnie inteligentną (dobra, nie jestem w tym odosobniona, więc na macie się co na mnie złościć, KAŻDY siebie samego uważa za inteligentnego), uważałam się też za osobę tolerancyjną, rozsądną, a przede wszystkim walczącą ze stereotypami. A tu szok. 

środa, 31 lipca 2019

#ksiązkowelove - opowiadania, które warto przeczytać!

Czy myślicie, że w obecnej sytuacji na rynku książki warto wydawać DARMOWE e-booki i dzielić się nimi z czytelnikami? (Mówię o naprawdę darmowych, nie kradzionych). Warto? Opłaca się? 

Coś to daje? 

Otóż moim zdaniem tak. Daje poważne podejście do warsztatu. Umiejętność zmieszczenia się w formie, w temacie, w jakimś ogólniejszym założeniu i sprawdzenie, czy to zadziała, czy pomysł się sprzeda, czy komuś się spodoba. 

Tym przydługim wstępem chciałam podzielić się z wami przy okazji opinią, recenzją zbioru opowiadań, który dostałam do przeczytania od jednej z autorek, Kingi Kosiek

niedziela, 28 lipca 2019

Proszę znajdźcie mi tytuł tego serialu... o sraczce.



Wykończona upałem i nie tylko, postanowiłam pooglądać sobie telewizję, czego nie robię często, a już w niedzielę zupełnie nie ma po co, bo najnowsze co można zobaczyć to „Gliniarz i prokurator” z 87 roku na jednym z 700 kanałów za które płacę. Do niedawna miałam jeszcze drzewo przed oknem i było bardzo ciekawe, ale już go nie ma. 

Toteż wpatrzyłam się w telewizornię i co widzę? 

Okryłam całkiem nową sagę! 

Tylko tytuł mi umknął! Może wy wiecie co to? 

Saga jest długa jak przewód pokarmowy i zawiera mniej więcej to samo co jego ostatni odcinek
Ale do rzeczy!

Zaczyna się od tego od tego, że jakiś facet nie trawi fryzur (w pewnym sensie to rozumiem, włosy są ciężkostrawne), i wtedy żona (chyba – na pielęgniarkę za stara i ma za mały biust)) daje mu coś na te fryzury (znaczy na ich trawienie) i idą do kina, żeby tam spokojnie trawić, musi to być doświadczenie bolesne, bo facet płacze

No, o.k, kwestia „lubię mężczyzn, którzy maja odwagę płakać” trochę się ostatnio przewartościowała, ale żeby z powodu trawienia??? 

Inny, tym razem młody (tamten był z tych do wzięcia, ale po sześćdziesiątce) chwali się, że działa szybko i skutecznie, jak lek na rozwolnienie

Jest chyba ratownikiem. Nie lubię takich… Facet, który kojarzy się ze sraczką, i chce się z nią kojarzyć, boli... 

Potem widać kobietę, która wsiada do windy. Ktoś dzwoni na jej pager, okazuje się, że to sraczka zawiadamia ją, że zaraz pojawi się w windzie. Uwielbiam to! Ona na to myk tabletkę...To taki przestarzały sposób komunikacji, ale sraczka i tak zadała sobie wiele trudy, żeby uprzedzić, o swoim pojawianiu się. 

Po chwili widać motyle w brzuchu i na ścianie. 

Ktoś opowiada, że to lekarstwo, które działa bardzo dyskretnie. W sumie dyskrecja gwarantowana, skoro nawet sam zainteresowany nie zauważył, że osrał ścianę. 

I teraz moje pytanie, jaki tytuł ma ten serial??? 

Bo to było najciekawsze co ostatnio widziałam w telewizji. Nie wiem, czy chcę powtórzyć, ale dalsze odcinki… może???

sobota, 27 lipca 2019

Inygo, New Age? Thriller z przesłaniem?


MICHAŁ JAN CHMIELEWSKI

INDYGO

LITERATE

Indygo kolor błękitnego fioletu, mówi się, że to kolor aury, albo pewien aspekt filozofii New Age. Nie jestem zwolenniczką tej filozofii, ale też zdaję sobie sprawę, że człowiek to coś więcej niż zlepek wysoko funkcjonujących komórek. 

Są ludzie o niesamowitej wrażliwości, którzy widzą, słyszą i czują więcej. 

Tak samo jak są ludzie, którzy czują tak mało, że dla nich zabicie drugiego człowieka to ledwie odrobina ekscytacji, niezła zabawa… Kropelka adrenaliny. 

W Baskin Zachodnim giną dzieci.

piątek, 26 lipca 2019

Okruchy lustra - teatralnie.

 AGNIESZKA PYZEL

OKRUCHY LUSTRA

MUZA


Życie w pewnym sensie jest teatrem, jest nim po prostu dlatego, że jakoś zawsze się kreujemy, ukrywamy coś, coś innego uwydatniamy. Teatr za to jest życiem. Nie, nie żartuję. Środowisko aktorskie rządzi się innymi prawami i inaczej działa niż każde inne środowisko, i każde inne miejsce pracy, bo w teatrze realność miesza się z nierealnością. 

sobota, 20 lipca 2019

A mnie kusi lobotomia jak czytam niektóre recenzje książkowe...


„Kobieta w literaturze” to temat niemalże maturalny, ale czytając ostatnio kilka recenzji doświadczyłam strasznie dziwnych emocji. Otóż wygląda na to, że jakieś trzydzieści lat temu powinnam była popełnić samobójstwo. Gdyż? 

No cóż, cycki opadły, osiągnęłam wiek klimakteryczny, (a nawet nieco ponad), tyłek ( nomen omen) do dupy… a mózg? 

To kobiety mają mózgi?! I może jeszcze każda po jednym? 
(No fakt... nie każda)

Otóż zauważyłam, że kobiety kobietami są tylko wtedy, kiedy są młode (szczególnie dla innych kobiet). 

piątek, 19 lipca 2019

POWSTAŃCY

MAGDA ŁUCYAN
POWSTAŃCY
Ostatni świadkowie walczącej Warszawy

ZNAK HORYZONT


Powstanie warszawskie budzi emocje i to nie zawsze te dobre. Nie każdy do tego zrywu podchodzi tak samo. Jedni gloryfikują śmierć, odwagę i poświecenie inni zastanawiają się, czy ten poryw serc, który doprowadził do śmierci tak wielu wartościowych, młodych, nieuzbrojonych (albo niedozbrojonych) przecież ludzi i z góry, (jak teraz wiadomo) skazany na krwawe niepowodzenie, był w tym momencie sensowny. 

sobota, 13 lipca 2019

Zanim się obudzę - mądra, potrzebna, dobra.


 AGNIESZKA BEDNARSKA

ZANIM SIĘ OBUDZĘ

Media Rodzina.


Antoin de Saint Exupéry napisał gdzieś, już nie pamiętam gdzie, że wraz ze śmiercią każdego człowieka umierają nieodgadnione ogrody jego duszy. 

To oczywiście nie zawsze są ogrody piękne i zadbane, czasami to pustynie nienawiści, ale nadal są ogrodami duszy. 

piątek, 12 lipca 2019

"Okradalność" - nowy wyznacznik wielkości autora.

Okradalność” - takie słowo ostatnio pojawiło się w słowniku niektórych ludzi i część z nich, tę okradalność, czyli to, że ktoś okrada autora z napisanych przez niego książek traktuje jako coś pozytywnego, cennego, a nawet, co dziwne, jako swoisty wymiernik literackiego statusu. 

Jakkolwiek to brzmi, to jednak brzmi źle, bo nigdy jeszcze nie było tak, że kradzież uważana była za czynnik pozytywny. 

Przetłumaczę to na język polski: 

„Skoro go okradają na gryzoniu, to znaczy, że jest dobry, powinien się cieszyć” 

czwartek, 11 lipca 2019

Samobójstwo za pomocą reklamy? You can do it!

Samobójstwo można popełnić na wiele sposobów, ale żeby ktoś usiłował popełnić samobójstwo za pomocą reklamy to „wyższa szkoła”, naprawdę, wyższa, droższa i niestety bardzo dziwna. 

Widziałam ostatnio w telewizji (wielokrotnie) DWA samobóje reklamowe jednej firmy i powiem szczerze, że jak pomyślę, że ktoś ich twórcom zapłacił, (a wierzę, że zapłacił bardzo dobrze) to myśl o tym, że ludzie bywają dziwni jest dla mnie jedynym pocieszeniem. 

Reklama pierwsza. 

wtorek, 9 lipca 2019

Bajkoszmar - jak internet wpływa na zdrowie psychiczne ( moje oczywiście)


Głębia ostatnich facbookowych doniesień bywa aż tak dotkliwa, że Rów Mariański to ledwie zmarszczka na rzeczywistości. 

To powoduje u mnie natychmiastową chęć sprawdzenia po raz dwudziesty siódmy tego samego, czyli wszelkich tekstów udostępnianych w stylu: "dziewięć lat nieszczęścia jeżeli zignorujesz"  albo „Jeżeli tego nie udostępnisz, nie masz serca”. Serce mam! Ostatnio powiedział mi to kardiolog, i to niestety odrobinę za duże, no, ale choć on może powiedzieć o mnie, że mam WIELKIE serce… 

poniedziałek, 8 lipca 2019

Miłość na GIGANCIE - albo Maniek, gdzie TY do cholery polazłeś?



ANITA SCHAMACH

MIŁOŚĆ NA GIGANCIE

Prószyński

Wczoraj w nocy przeczytałam tę książkę. Dlaczego w nocy? Bo oddałam dość ważną pracę ( tak tak, wiem co to jest deadline) i padłam… o godzinie 21 padłam i zasnęłam, a obudziwszy się o 2.40 w sumie prawie wyspana, nie bardzo wiedziałam co z sobą zrobić. Kawa? Nie o tej porze, komputer… Aż taka zdesperowana nie jestem, więzłam więc książkę i przeczytałam, ja tak właśnie mam. 

I co… 

niedziela, 30 czerwca 2019

Pierwszy glina? Na pewno?


ANDRZEJ W. SAWICKI

PIERWSZY GLINA

LITERATE

Książkę,a właściwie dwie części ( dwa tomy?) książki, które zostały wydane w jednej publikacji przeczytałam z dużym zaciekawieniem, jako, że okres napoleoński jest dla mnie okresem ciekawym, kultura francuska i język nie są mi obce, a Księstwo Warszawskie zawsze mnie ciekawiło, choć w odróżnianiu od wielu jestem (abo byłam bonapartystką). Niestety nie jestem historykiem co trochę jednak utrudnia sprawę. 

piątek, 28 czerwca 2019

W szczękach paczkomatotwora - straszliwa i krwawa historia pewnej książki.


Kilka dni temu Marcin Pałasz, ten sławny, od książek o Elfie wysłał mi książkę. Cudnie się złożyło. Aby jednak pobudzić moje wypalone w tym upale komórki do działania wysłał ją paczkomatem. 

To co się działo potem opisuję tutaj ... 

Jestem ofiarą, ale także produktem jakże bardzo „pedagogicznego” podejścia do dzieci, które objawiało się kiedyś mocno zaakcentowanym wyrażeniem „Wstyd! Co sobie ludzie pomyślą!” i do teraz podlegam dyktatowi tego pedagogicznego koszmarka, choć właściwie zdaję sobie sprawę, że wchodząc do Tesco ( gdzie jest paczkomat) ludzie myślą raczej o cenie kiełbasy na grilla czy ilości piwa do lodówki, a nie o tym co za wygibasy wyczynia ta dziwna kobieta przy wejściu. 

Jestem też nieuleczalną katastrofistką, która potrafi sobie wyobrazić wszelkie możliwe ( i niestety niemożliwe też) katastrofy związane z daną sytuacją. Wyobrażał sobie ktoś, że pożera go paczkomat? A może rękę urwaną przez jego drzwiczki? Wybuch panelu sterujące? Jeżeli nie, to nie znacie życia! 

Ja wyobrażam sobie to wszystko, plus dodaję jeszcze kilka pomniejszych katastrof. 

Na przykład to, że woda zmyje drogę i nie dostanę się gdzie trzeba, albo że na przykład szafka z książką będzie za wysoko, żebym mogła dosięgnąć... 

Mimo to poszłam dzielnie do tego stwora i zaczęłam odbierać paczkę. 

Myślicie, że wszystkie guziczki i cudeńka pominę? Otóż nie. To było tak ( Dialog z córką) 

- Daj ten telefon, daj, co robisz, aał, nie w oko! Odłóż tę bagietkę!

- Przestań, nie dam. Ja to zrobię. 

- To naciśnij… Nie tu! Nie tu, po lewej! Przestań, to czerwone, to u dołu! 
Nie tu, to pomidor! ( własnie z zakupami wyszłyśmy ze sklepu)

- Nie, zaraz, wpisz to tu. Nie, nie tu, tam, ale tu. O! Ten numer...

- Nie, ten, nie te! To jest numerek do lekarza na za pięć lat,  ten drugi... 

I nagle szczęk ( jak w szczękach) coś się otworzyło i zamierzało zeżreć mi głowę... 

Gdyż…. 

Cóż, jeszcze dwadzieścia lat temu byłam osobą w miarę wysoką, miałam 158 centymetrów wzrostu. Teraz jednak wysoka już nie jestem, choć nadal mam 158 centymetrów, a to dlaczego? 

Dlatego, że wszyscy dookoła mnie wyrośli na ponad dwa metry! Po co? Zupełnie nie rozumiem. 

Doszło do tego, że jako nauczycielka sięgałam swoim uczniom do łokcia! 

„Wstyd, co sobie ludzie pomyślą” pomyślałam nie raz i nie dwa. Najgorsze jest jednak to, że wszystko jest teraz robione dla wielkoludów. 

Paczkomaty też. 

I dzięki Bogu, że córka przerosła mnie o kilka centymetrów bo wydobyła paczkę z czeluści potwora. 

I oto mamy!!!
O książce napiszę nieco później, jak ochłonę.

środa, 26 czerwca 2019

Plagiat, plagiatowi plagiatem


Od jakiegoś czasu mam problem z plagiatem, nie żeby ktoś mnie okradał w ten sposób z moich tekstów, jak na razie nic o tym nie wiem, ale wiadomo nikt nie biega i nie chwali się czymś takim. Tylko ogólnie jakoś się dużo o tym mówi, a nawet krzyczy.

Znam kawał, o tym, że korzystanie , przy pisaniu „z jednej książki to plagiat, z dwóch to kompilacja za z trzech to magisterka”. 

No bo wiecie, w sumie jak ktoś ukradnie cały akapit słowo w słowo, przecinek w przecinek to jest to BEZSPRZECZNIE plagiat, jeżeli poprzestawia przecinki i trochę pozmienia, to już niekoniecznie tylko plagiat, czasami też koszmarek językowy. 

poniedziałek, 24 czerwca 2019

Prawdziwa historia uwiedzionego dziecka

MARGAUX FRAGOSO
ZABAWA W MIŁOŚĆ
Prawdziwa historia uwiedzionego dziecka

PRÓSZYŃSKI i SKA

- Kochanie, tylko pamiętaj, nie rozmawiaj z obcymi! 
- Dobrze mamo, a z panią ze sklepiku? 
- Z nią możesz. 
- Ale ona jest obca. 
- No tak, ale to co innego. Z obcymi, takimi z ulicy. 
- A z listonoszem? 
- Z listonoszem możesz, on nie jest obcy. 
- Ale jest z ulicy... 
- i nie wolno, żeby ktoś cię dotykał. 
- Dobrze mamo, a pan od wf? 
- A on cię dotyka?! 
- No, raz podtrzymał mnie jak robiłam przewrót. 
- To się nie liczy... 
- A co się liczy? 
- A wujek Tadek? On może mnie dotykać? 
- Wujek to wujek, może. To znaczy oczywiście, ale nie w taki sposób. 
- A w jaki? 
- No nie może cię całować! 
- A na imieniny? 

niedziela, 23 czerwca 2019

Ruth, która za dużo pamięta..



CHRISTINA SCHWARZ

TONĄCA RUTH

Recenzję tej książki, tę recenzję wstawiłam na portalu Biblionetka w 2007 roku, a dziś pomyślałam, że warto ją przybliżyć, mimo upływu czasu.

"Tonąca Ruth" to opowieść o tajemnicy. O jednej z takich, jakich wiele, takich, które pewnego dnia burzą rodzinny spokój, pojawiają się nieproszone i zostają. Zostają, podskórnie przeczuwane to przez jednych, to przez innych, ukrywane często za straszną cenę. 

Takie tajemnice krzywdzą wszystkich, najbardziej niewinnych… A co, jeśli na drodze tajemnicy stanie trzyletnie dziecko? Dziecko, które twierdzi uparcie, że się utopiło? 

Każdy, kto się styka z tajemnicą, próbuje ją rozwikłać na własny sposób, ale to tylko komplikuje wszystko, bo niewiedza podpowiada czasem dziwne rozwiązania. 

Miasteczko Nagawakee nad jeziorem o tej samej nazwie, gdzieś na północy niedaleko wielkich jezior. Jezioro jest pokryte lodem, po którym czasem dla rozrywki, a czasem z konieczności ludzie przechodzą na wyspę. Zima, mieszkańcy miasteczka jakoś sobie z nią radzą. Na farmie nieopodal jeziora gospodarzy Matylda wraz z maleńką córeczką, Ruth. Jej mąż, który pojechał na ochotnika walczyć do Europy, został ranny we Francji. Stracił wzrok. W czasie I wojny światowej wszak używa się gazów bojowych... Na farmę wraca starsza siostra Matyldy, Amanda, zwolniona ze szpitala, gdzie pracowała jako pielęgniarka. Zauważono u niej dziwne objawy chorobowe… 

Tu zaczyna się historia… Choć właściwie nie. Może zaczyna się wraz z narodzeniem Matyldy? Dwadzieścia lat wcześniej? Dużo na to wskazuje… A może tak naprawdę zaczyna się w dniu, kiedy znika Matylda? Kiedy tonie wraz z córeczką… To też możliwe, ale Ruth, która twierdzi, że się utopiła, przecież żyje… 

Książkę czyta się jednym tchem, mimo że jej narracja jest nieco udziwniona, bo oprócz narratora, który pojawia się rzadko, ale się pojawia, narracja prowadzona jest w pierwszej osobie… a właściwie w kilku pierwszych osobach. Nieco to denerwujące, ale po chwili można się do tego przyzwyczaić. 

Intryga wciąga i do samego końca trzyma w napięciu. Książki po prostu nie da się odłożyć na potem. No i te analogie… Mimo oczywistych różnic, książka przypomina „Księcia przypływów” Pata Conroya, „Malowany dom” Grishama i „Klub Perskich Pikli” Sandry Dallas, choć nie opowiada o południu ani o przyjaźni, ani o życiu farmera, jednak coś w niej jest. Jakby autorka z każdej z tych książek wzięła odrobinę… odrobinę panującego w nich ducha. Różni się jednak od nich na tyle, na ile powinna. Nie jest ściągnięta, i nie sądzę, żeby była wzorowana na tych książkach, ale posiada jakiś nieuchwytny klimat, który sprawia, że można je ze sobą połączyć. 

Ta książka spodobała mi się bardzo i z chęcią poleciłabym ją innym czytelnikom, takim, którzy lubią nieszablonowe, niejednoznaczne postacie, takim, którzy nie cenią zbyt dużej ilości opisów (bo ich nie ma), w końcu takim, których interesuje zwykłe ludzkie życie… 

A teraz chyba powinnam się do czegoś przyznać. Przeczytałam tę książkę i przeczytała ją moja mama. Jak często, zgodziłyśmy się, że jest świetna (posiadamy podobne zamiłowania literackie) i jak rzadko, od razu się o nią pokłóciłyśmy. O książkę, i o jej główną bohaterkę, Amandę… Każda z nas odebrała ją inaczej. Do rękoczynów nie doszło, ale było blisko. Stanęło na tym, że ja Amandzie właściwie współczuję, ale uważam, że miała wiele innych możliwości, niż te, które wybrała. Moja mama zaś jest na Amandę wściekła i uważa, że to paskudna, egoistyczna kobieta, która za dobro odpłaciła złem i zmarnowała życie sobie i innym… 

Ciekawe, co powiedzieliby inni czytelnicy? Tylko, uwaga, ta książka wzbudza skrajne emocje!

wtorek, 18 czerwca 2019

Królestwo popiołów, czy to naprawdę koniec?


SARA J.MAAS

KRÓLESTWO POPIOŁÓW

UROBUROS

„Królestwo Popiołów”, a mówię to u obu tomach, to znaczy właściwie o ostatniej wydanej w dwóch tomach części fantastycznej fantastycznej serii. Nie, to nie pomyłka ( tak właśnie chciałam napisać), "fantastycznej fantastycznej" serii! Bo ta seria jest fantastyczna, bo jak wiadomo dotyczy fantasy i FANTASTYCZNA bo to coś niesamowitego, okrutnego, pięknego i szalonego zarazem. 

Podziwiam tłumacza, bo zderzenie z wyobraźnią językową autorki i przełożenie na polski język, o wiele przecież w wielu aspektach uboższy ( tak, wiem, nie we wszystkich, ale w fantasy trochę jednak tak). 

Ta książka wchodzi w człowieka, niektóre, szczególnie początkowe opisy, choćby tortur stawiały mi włosy na głowie, tak, że powtarzałam sobie, że to tylko bajka, ale nie, to było wcale nie bajkowe i nie bajeczne, a mocne i okrutne jak świat. 

Tak, świat przedstawiony w tej serii jest piękny, ale jest w nim też zło. Tyle, że to zło nie jest czyste, ma różne oblicza, można powiedzieć, że autorka tak wszystko (i wszystkich opisała), że miłość do nich (a można ich pokochać i znienawidzić, co daje powieści ogrom głębi) lub niechęć to nie są proste sprawy, bo autorka żongluje zdarzeniami, ukrytymi motywami, nie do końca wyjaśnionymi (to znaczy nie od razu wyjaśnionymi) motywami działania, tak, że czytelnik wielokrotnie musi mierzyć się z szokiem, zmuszającym do… zmiany zdania, zapatrywań, sympatii. 

I ta straszna wojna, te niesamowite sceny, ta miłość… 

Nie, nie jest ckliwa, w żadnym razie, jest i wielka i mała i zdradliwa, małżeńska, albo prawie, synowska… To ogromna paleta uczuć, którą autorka operuje tak, że nie można się oderwać, ale o treści pisać nie będę, bo bardzo łatwo przemycić jakąś informację, która zepsuje czytelnikowi przyjemność czytania i zachwyt zaskoczenia. 

Sposób pisania, to znaczy podział akcji na fragmenty i przeskakiwanie pomiędzy nimi w czasami bardzo istotnych momentach, to zabieg iście filmowy i bardzo mocno trzyma w napięciu. 

A sceny bitewne to majstersztyk. 

Trzeba powiedzieć, że Królestwo popiołów Sarah J. Mass to niesamowity finał całej serii. 

Mimo, że książka polecana jest raczej ludziom młodym to jednak robi wrażenie na czytelniku w każdym wieku, bo jest po prostu dobra. 

Ta powieść potrafi wzruszyć, poruszyć, oburzyć, rozwścieczyć i zaskoczyć. 

I tego właśnie oczekuje się od dobrej powieści, nie ważne jaki jest jej gatunek. To koniec, a co się z tym wiąże pożegnanie z wieloma fascynującymi bohaterami, ze światem, ale… 
No właśnie autorka nie powiedziała jeszcze w tej kwestii ostatniego słowa, co ucieszy bardzo wielu czytelników i wielu zaskoczy, bo nie wyjaśniła przecież jeszcze ostatecznie losów wszystkich bohaterów. 

Miłośnikom fantasy bardzo polecam. Czy innym czytelnikom nie? Cóż, trzeba kochać fantasy, żeby w to wejść, ale zawsze warto spróbować!

poniedziałek, 17 czerwca 2019

To nie deszcz to ludzie.


TO NIE DESZCZ TO LUDZIE HALINA BIRENBAUM 
w rozmowie z 
MONIKĄ TUTAK- GOLL

Wydawnictwo AGORA


Bardzo trudny i piękny w swoim tragizmie wywiad, rozmowa o holokauście, ale zupełnie inna niż te, które czytałam dotychczas. To raczej opowieść o człowieku w całej tej nienormalnej normalności, która stała się udziałem ludzi, Żydów, społeczeństwa. 

I o tym w jaki sposób to co nienormalne powoli rozgaszcza się i zastępuje wszystko inne, trwoga, śmierć, obóz… wszystkie te potworności… 

Halina Birenbaum opisuje je z pozycji człowieka sprzed wydarzeń, czyli niedoświadczonej, naiwnej, szczęśliwej dwunastolatki ze spolonizowanej żydowskiej rodziny, która nie wierzy, że coś takiego jest możliwe, ale też z pozycji kobiety, która to wszystko przeszła i dla której odzyskana normalność jest bardzo krucha. 

niedziela, 16 czerwca 2019

Gdzie diabeł mówi... "Cześć kochanie".

 KARINA BONOWICZ

GDZIE DIABEŁ MÓWI DOBRANOC

INITIUM


Książka, nawet fantasy, dla młodzieży to tekst wymagający tak pod względem treści, bo młodzież to czytelnik żądny akcji, jak i języka, bo trzeba umieć pisać dla młodzieży. Język takiej powieści musi być adekwatny do języka jakim posługuje się odbiorca, młody, ale nie „przefajnowany” i w takim właśnie stylu napisana jest ta książka. 

Mamy tu więc młodą czarownicę (nieświadomą swoich mocy), nowe środowisko, (wieś gdzie musi zamieszkać po śmierci rodziców), grupę dziwnych nastolatków i magię. 

sobota, 15 czerwca 2019

Książkę w tydzień? Napisać??? NIEMOŻLIWE!


Wczoraj w nocy w tym piekielnym upale musiałam spać przy zamkniętym oknie. To wina któregoś z sąsiadów (a mam ich akustycznie bardzo wielu), który zdecydował, że będzie o pierwszej w nocy tłukł kotlety. Zupełnie nie rozumiem po co tłuc kotlety o pierwszej w nocy i po co do tego tak straszliwie wrzeszczeć? 

Rano okazało się, że jednak to nie kotlety, a chiński masażer do pośladków, który wyrwał się facetowi spod kontroli, babka z drugiej klatki mówi, że to ten co chodzi teraz z obandażowaną głową i będzie musiał malować ściany, bo krew nie za dobrze wygląda w salonie. 

Ale ja nie o tym, ja o pisaniu książek. Otóż zobaczyłam ostatnio kilka zachęt internetowych w stylu. „Napisz książkę w dwa tygodnie”, „Dwadzieścia dni do bestsellera”, „ Poświęć kilka dni napisz dobrą książkę” i postanowiłam się temu przyjrzeć. 

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Do trollinki z dobrego serca.

Od jakiegoś czasu przyglądam się kilku paniom (tak, tak, paniom), które uwielbiają wywoływać awantury na Facebooku. Wiem, rozumiem, upał, nuda, ludzie na plaży, a człowiek sam w pracy, albo w domu... Nic tak nie bawi jak szaleństwo gorącej awantury… Wyzwiska padają gęsto, co chwilę ktoś dostaje białej gorączki, pada ban za banem. TO DOPIERO JEST zabawa… 

Można się ubawić, uśmiać… No i SATYSFAKCJA GWARANTOWANA

Niestety prawda jest taka, że coraz trudniej się robi takie rzeczy… 

Tak, tak, ta sztuka ginie! Kto teraz potrafi rozgrzać atmosferę do czerwoności, wkurzyć pół grupy i na dodatek wyjść z tego bez szwanku? 

Dlatego z dobrego serca udzielę kilku porad, . 

Kochana TROLLINKO 

Jeżeli chcesz kogoś zdenerwować to: 

piątek, 7 czerwca 2019

Robale i czytelnicy? To nie jest dobry duet!




Jako, że łasa jestem na pochwalne recenzje moich książek ( tak, tak, to okropne, ale jestem! Przyznaję się bez bicia – zresztą pokażcie mi autora, który nie jest), a one czasami się zdarzają i chciałabym je oczywiście przeczytać, a nie jestem jakimś duchem, żeby wiedzieć co jak i gdzie… założyłam sobie ( tak to się mówi?) ALERT GOOGLE 

Dostaję powiadomienia jak gdzieś coś się pojawi i zawiera moje nazwisko. Jako, że Iwon Banach wiele jest na świecie (imię już jakby mniej popularne, ale nazwisko…) dostaję przeróżne dziwne powiadomienia, ale… Niestety i takie, które co prawda dotyczą mnie, ale wcale nie mam ich ochoty czytać, no ale wiadomo, żeby sprawdzić. Trzeba zobaczyć co to jest. 

czwartek, 6 czerwca 2019

Oko pustyni - i co dalej?


RICHARD SCHWARTZ

OKO PUSTYNI

INITIUM

„Oko pustyni” to trzeci tom genialnej sagi fantasy zatytułowanej Tajemnica Askiru, cudnie zapoczątkowanej przez „Pierwszy róg” recenzja TUTAJ i Drugi legion, recenzja TUTAJ

Wyraźnie słychać już moje zachwyty, więc pewnie ciekawi jesteście co to w tej książce jest takiego fascynującego. 

Od razu powiem, że książkę tę można czytać bez znajomości poprzednich tomów, ale to jakby jeść lody bakaliowe bez bakalii. Owszem, dobre, ale bakaliowe z bakaliami jednak lepsze, dlatego zachęcam byście sięgnęli i po poprzednie tomy. Zresztą „te bakalie” to fascynująca historia Zakory, ciemnej elfki i jej prób zrozumienia tego jak funkcjonują ludzie, ostrza spójni i ich moc, przedziwna miłość Havalda i Leandry, Janos, który nie był tym za kogo się podawał… 

Tu zresztą wszyscy mają swoje większe i mniejsze tajemnice. 

A te są trudne do rozszyfrowania. 

Zresztą książka i tak zaczyna się od krótkiego podsumowani poprzednich dokonań dziwnej, skleconej naprędce, ale bardzo ze sobą związanej drużyny. 

A dokonań jest wiele. Wędrówka w celu zdobycia sojusznika w walce z potężnym imperium Thalak przysparza jednak drużynie o wiele więcej kłopotów niż można by sobie wyobrażać. Ktoś chce ich złapać, zabić wymordować wszystkich razem i każdego z osobna. 

Nawet ciemna Elfka Zakora nie jest bezpieczna, choć jej wiedza i zdolności medyczne ( bo winogrona się skończyły) ratują wszystkim życie… 

W tym tomie Havald wreszcie spotyka się z uprowadzoną wcześniej Leandrą, która bardziej niż dobrze radzi sobie z wrogami

Havald styka się z proroctwem, które, jak to w proroctwach bywa nie jest całkiem zrozumiałe, ale wygląda na to, że występuje w nim on sam, choć proroctwo jakby nie dotyczy jego. 

To co kocham w tej serii i w tym stylu opowiadania, to logika. Autor wymyśla rzeczy całkowicie nieistniejące, wymyśla bogów, wróżów, morderców i nekromantów, oraz przedziwne stworzenia, a jest we wszystkim LOGICZNY! 

Nie ma tu niepotrzebnej siekaniny na miecze i pokrwawione flaki, choć owszem krew się leje, oj leje… Nie ma ciskania magią i nadprzyrodzonych wybuchów, głupawych napisanych tylko po to, żeby „coś się działo”, albo „żeby dodać magii, siekaniny, czy seksu”. 
Bohaterowie, choć żyją w jakimś „gdzieś”, które przypomina nieco bliskowschodnie średniowiecze są bardzo realni i prawdziwi. 

Nie jest ważne, że obcują z magią, ale kiedy obcują z innymi są naturalni i prawdopodobni, a jeżeli nie mogą być, to jest to przygotowane i opisane tak, że czytelnik to przyjmuje jak fakt, a nie jak jakąś wyssaną z palca bajkę. 

Jest tu trochę lokalnej polityki, ale to bardzo logiczne. Dużo mrocznych tajemnic, artefaktów i… 

Ten tom jest nieco może spokojniejszy od poprzednich, ale ten spokój nie jest tak spokojny jakby się wydawało… 

Przyznam, że książkę pochłonęłam w jedną noc. 

Jest świetna. Kto lubi fantasy będzie zachwycony, kto nie lubi, a natknie się na tę książkę też się zachwyci, bo to misterna opowieść o przyjaźni, miłości, lojalności i powołani. O tym co trzeba, co można, a co należy… 

Przyznam, że byłam ciekawa co wymyśli autor, bo wydawało mi się, że trzeci tom, po dwóch tak dobrych to dla autora wyzwanie, ale wyraźnie Richard Schwartz skrywa jeszcze wiele tajemnic swojej wyobraźni i pewnie niedługo się o tym przekonamy! 


środa, 5 czerwca 2019

Dzień matki - zwłoki zamiast kwiatów.

NELE NEUHAUS

DZIEŃ MATKI

Media rodzina


Matka to w naszej kulturze istota najświętsza i najgorsze zło (często w tym samym czasie). Wielu psychologów hołubi teorię, że wszystko co złe w człowieku, to wina matki…I nie jest wcale ważne jaka jest, przybrana, rodzona, przyszywana, dobra, zła, okrutna, adopcyjna, kochana, zaborcza czy nieobecna… 

No właśnie. Nieobecna. 

„Dzień matki” Nele Neuhaus to kryminał poruszający to co w życiu człowieka jest najdelikatniejsze, czyli dzieciństwo. Rodzinny dom dziecka, jak z koszmarów (tych gorszych), ludzie, którzy się tam wychowali i ktoś, kto morduje kobiety. 

niedziela, 2 czerwca 2019

HAZEL WOOD - niebajkowa bajkowość

MELISSA ALBERT

HAZEL WOOD

MEDIA RODZINA


Wczoraj w nocy nieopatrznie, jako bajkę na dobrą noc, (i na dobranoc też) zaczęłam czytać i przeczytałam Hazel Wood i jak możecie się domyślać, była to doskonała lektura, tylko noc trochę jakby mniej bo śniły mi się...no cóż. Hmmmm. Bajki. 

Ta powieść już od początku klimatem i niektórymi założeniami przypomina „Krainę Chichów” Jonathana Carrolla, choć tylko w stosunku do kreacji świata i osoby i roli autora jako twórcy i stwórcy, przynajmniej tak początkowo się wydaje. Podróż w poszukiwaniu tego świata, choć z założenia nieco inna niż u Carrolla też mocno tu pasuje, ale rozwój akcji prowadzi nas potem bardziej w kierunku Pratchetta i jego „Wyprawy Czarownic”.

sobota, 1 czerwca 2019

Podaruj mi jutro

ILONA GOŁĘBIEWSKA

PODARUJ MI JUTRO
MUZA


„Podaruj mi jutro” to książka, wchodząca w klimaty powieści obyczajowej, jednak nie jest to zwykła powieść obyczajowa, raczej doskonale przemyślana, przewrotnie wpleciona w życiowe i historyczne zawirowania saga rodzinna kładąca duży nacisk na czas przemijania i samo przemijanie. 
Istotnym elementem jest tu ukazanie wartości każdej życiowej decyzji bez względu na to, czy podjęta została świadomie, czy wymuszona przez życie. 

czwartek, 30 maja 2019

Ręce ojca - gdy ten, kogo nie ma istnieje za bardzo.



ALEKSANDRA JULIA KOTELA

RĘCE OJCA

Wydawnictwo JanKa

Brak, czy nieobecność jakiejś osoby w życiu tylko pozornie jest pustką, bo zazwyczaj zostaje „zaludniona” tęsknotami i marzeniami. "Umeblowana" ulotnymi okruchami wspomnień, albo jakąś zewnętrzną wiedzą o danej osobie. Tworzymy w ten sposób nierealny i dość pokrętny, często bezwiednie umiłowany ideał. 

Dzieci pozbawione matek zaludniają swoje marzenia królewnami, te pozbawione ojców herosami, których im odebrano. 

wtorek, 28 maja 2019

Blurbolog pilnie poszukiwany!


Wiecie o tym, że teraz to z dnia na dzień powstają nowe zawody, a specjaliści wszystkich, coraz to nowych i dotąd nieznanych dziedzin mnożą się jak bakterie, pączkują jak drożdże, pojawiają jak grzyby po deszczu i zarabiają krocie. Postanowiłam więc znaleźć niszę dla siebie, opatentować ją i być jedynym specjalistą w danej dziedzinie. Kto powiedział, że zaraz trzeba się na czymś znać, żeby zostać specjalistą? 

Otóż postanowiłam zostać blurbologiem. 

Będę udzielała (bardzo drogich oczywiście)  porad dotyczących okładkowych blurbów i całej tej „nieświętej trójcy”, jaką jest okładka tytuł i właśnie blurb, bo tylko ta trójca dobrze skomponowana sprzedaje książkę.

niedziela, 26 maja 2019

Harlekinizacja okładek książkowych....



Harlekinizacja okładek książkowych stała się faktem. Gdzie nie spojrzeć tam słodkości i to takie, że aż czasami mdli. Zazwyczaj mamy więc na takiej okładce albo kobietę w zwiewnej sukni mniej więcej balowej, która ochoczo poleguje w trawie pośród polnych kwiatów lubo też jest uroczo targana przez morski wiatr.

Nie wiem czy tylko mnie się wydaje, że przebywanie w TAKIEJ sukni, w TAKIM miejscu jest nieco dziwaczne? Wersja pierwsza jednak aż prosi się o mickiewiczowskie mrówki, że o innych robalach nie wspomnę. Bywają też na okładkach mężczyźni. Stoi taki zazwyczaj w rozpiętej koszuli, z sześciopakiem i patrzy wcale nie dyskretnie gdzieś w kierunku swoich klejnotów, głowy ma pół. Resztę mu odcięło, wyraźnie nie była potrzebna!

sobota, 25 maja 2019

Odwyk - mocno zaskakujący!

ADAM WIDERSKI
ODWYK
INITIUM


Trzeba przyznać, że z zainteresowaniem śledziłam to, co się działo wokół książki Adama Widerskiego jeszcze zanim książkę przeczytałam, zaintrygowana, co też w niej może być takiego, że tyle się dzieje… Bo jednak kryminał to nie jest prosta sprawa… On debiutant, wokoło wielu innych i to dobrych… 

Moja ciekawość została zaspokojona. 

piątek, 24 maja 2019

Miłość do trzech Zuckerbrinów.

WIKTOR PIELEWIN
MIŁOŚĆ DO TRZECH ZUCKERBRINÓW

PSYCHOSKOK

"Miłość do trzech Zuckerbrinów" to tekst trudny, na poły filozoficzny ( może nawet ciut przefilozofowany?), na poły fantastyczny, gdzieś odrobinę odnoszący się do spraw społecznych, ale i politycznych, ale przede wszystkim odnoszący się złośliwie, a może tylko satyrycznie ( może i wrednie) do kierunków w jakich rozwija się świat jako całkowicie już zglobalizowana wioska. 

Trudno się to czyta, bo jest to tekst bardzo znaczący i akcja jako taka go nie ciągnie. Ten tekst w dużej części przemyślenia, sploty slow i zdań, opisy zdarzeń, ale i odczuć, które wymagają niesamowitego skupiania uwagi i nie pozwalają „przelecieć” tej książki po łebkach. 

czwartek, 23 maja 2019

Alyssa i Obłęd... piękno szaleństwa!

 
A.G. HOWARD
ALYSSA i OBŁĘD

UROBUROS

Kiedy byłam nastolatką, trafiłam na „Alicję w Krainie Czarów” Carrola i byłam za „dorosła” w tym momencie na tę książkę, i za „głupia” by umieć ją właściwie odczytać. Książka przecież to nie zestaw liter, kłąb słów i sznureczki zdań, ale znaczenia, emocje, oczarowania, które można znaleźć za nimi, i poprzez nie. 

Dla mnie ta książka była trochę jak obrazy Tadeusza Makowskiego, jakby zbyt proste, schematyczne, to co malował takie trochę klockowate i "zwyczajne", za to „Alyssa i Obłęd”, książka, która w dużej mierze odnosi się właśnie do Alicji w Krainie czarów, to trochę takie literackie Art Déco. 

wtorek, 21 maja 2019

Majów nienawidzę kosząco męczących!

Majów nienawidzę. Nie tych od kalendarza ale tych z kalendarza, więc może powinnam powiedzieć mai? No nie, sprawiłam odmianę gramatyczną, jednak majów. Dlaczego? Bo to są miesiące ( tak jest ich wiele, bo zdarzają się co roku) kiedy jeszcze grzeją kaloryfery. To złe czy dobre? 

Otóż w maju to koszmar! Dlaczego? Bo w mieszkaniu piekło, a jeżeli otworzyć okno na noc, to od razu słychać „zewnętrzne życie” I to też jest koszmar, bo nie lubię słuchać jak ktoś się znęca nad biednym góralem pytając ( w sposób mocno inwigilacyjny) czy mu nie żal (cholera wie czego – pewnie kogoś zamordował), ale to przesłuchanie jest głośne. 

niedziela, 19 maja 2019

Terra insecta - planeta owadów!

 ANNE SVERDRUP-THYGESON

TERRA INSECTA
Planeta owadów

Wydawnictwo ZNAK

Ten przewrotnie żartobliwy owad, pluszowy, bo żywych na szczęście w okolicy nie było, pokazuje jaki mam stosunek do tej książki

Po prostu jest genialna! 

Napisana BARDZO przystępnym językiem i pełna wiedzy! 

Wiedza! Boże jak ja tęsknię za prawdziwą wiedzą, tą sprawdzoną przez naukowców w laboratoriach i podaną w wiarygodnych pismach, a nie tą forowaną przez „amerykańskich naukowców” w internecie

piątek, 17 maja 2019

Kroniki Belorskie (tom 6) - fantasy spod strzechy.


OLGA GROMYKO
KRONIKI BELORSKIE
(tom VI)
PAPIEROWY KSIĘŻYC

Fantasy to taki gatunek literacki, który sam z siebie jest bardzo podzielony pod względem tematyki, miejsca, czy ewentualnego czasu, jak i pod wieloma innymi względami. 

Ja na przykład dzielę fantasy według podejścia autora do świata. A dokładniej według tego jak on sam podchodzi do świata, który stworzył. ( nie do książek, ale właśnie do świata) podział jest tylko mój, ale mnie bardzo pomaga. Uważam, że istnieją autorzy, którzy ze śmiertelną wręcz powagą podchodzą do światów, które tworzą, upychając w nich mroczne istoty, gotowe przegryźć każdemu gardło, piękne księżniczki możliwe, że uwięzione w wieżach i mocarnych królów na bardzo ponurych tronach, i magię. 

Magia jest konieczna. 

poniedziałek, 13 maja 2019

o DARMOSZE autorskiej po trosze...

Jak wiadomo, to co za darmo jest czasami niestety najdroższe i każdy się o tym przekonał nie raz. 

Czasami okazuje się, że jakaś darmowa lokówka do włosów łonowych, albo próbka kremu przeciwzmarszczkowego do podłóg sprawia, że stajecie się przerażonymi właścicielami zestawu kołder do pieczenia ryżu, albo odkurzacza na do ślimaków ogrodowych lub cudnych ściereczek do kurzu za jedyne 8 000 złotych. Dlaczego przerażonym? Bo przecież nikt niczego miał nie kupować miało być za darmo i do tego pięknie. 

piątek, 10 maja 2019

Gdzie śpiewają diabły - ten śpiew nosimy w sobie.


MAGDALENA KUBASIEWICZ

GDZIE ŚPIEWAJĄ DIABŁY
Wydawnictwo UROBUROS


Opowieść. Czymże człowiek byłby bez opowieści? Tej snutej przy ognisku i tej snutej we własnej głowie, opowieści którą jest życie, ale i tej która to życie usprawiedliwia, tak, właśnie usprawiedliwia. Opowieści o wolności, miłości i cierpieniu, a może w innej kolejności, ale cierpienie i miłość będzie zawsze… 
Wolność to luksus na który nie każdy może sobie pozwolić. 

środa, 8 maja 2019

Rok, w którym nauczyłam się kłamać - cudnie trudna.

LAUREN WOLK
ROK W KTÓRYM NAUCZYŁAM SIĘ KŁAMAĆ

Wydawnictwo 
DWIE SIOSTRY

"Rok w którym nauczyłam się kłamać" to powieść po dziecinnemu gorzka, a taka gorycz jest najtrudniejsza. Światy rozpadają się ludziom w każdym wieku, także i dzieciom, ale dzieci same nie umieją ich poskładać, muszą zdać się na pomoc i osąd świata dorosłych. 

A światem dorosłych rządzą zupełnie inne prawa. 

Mówi się, że ta książka podobna jest do powieści Harper Lee „Zabić Drozda” i jest, ale nie w taki sposób jakby można się tego spodziewać, choć tematyka ponadczasowa i wszechobecna. 

wtorek, 7 maja 2019

"Znamię bestii" i inne cuda o czipowaniu ludzi...

Przeczytałam wczoraj o czipach wszczepianych ludziom w dłonie gdzieś w odległej ( i oczywiście dzikiej) Australii. Artykuł kusił wielkimi nagłówkami w stylu „znamię bestii”, „szatańskie oznaczanie ludzi”, „ludzie jak bydło”. 

Miałyby to być takie czipy, które ułatwiałyby płacenie bezgotówkowe i jeszcze kilka innych czynności. Oczywiście pojawiło się oburzenie, jako że w Polsce wszystko sprowadza się do szatana, więc i te czipy też.

niedziela, 5 maja 2019

Pułapki myślenia - moc wiedzy i wiedza mocy!

 DANIEL KAHNEMAN
PUŁAPKI MYŚLENIA

Wydawnictwo
MEDIA RODZINA

Zawsze zastanawiało mnie myślenie, ale trochę od drugiej strony, nie to „co” się myśli, ale „jak” się myśli. Nie, nie chodzi o czysto techniczną pracę mózgu, ale jej aspekt psychologiczny. 

Wszyscy wiemy, że reklamy w zasadzie są , albo przynajmniej bywają głupie, doskonale zdajemy sobie sprawę, że to co i jak mówią nijak się ma do prawdy, ba często jest sprytnie podanym kłamstwem, ale to działa. DLACZEGO?

piątek, 3 maja 2019

Romans, zdrada, seks pozamałżeński, czy to nadal zakazane?


CATHERINE HAKIM

NOWE REGUŁY

Wydawnictw CZARNA OWCA

Kiedy człowiek przypadkiem w koszu na książki w jakimś sklepie trafia na książkę wydawnictwa Czarna Owca, to po prostu nie ma szans jej nie kupić, ale jeżeli ta książka to „Nowe Reguły” Catherine Hakim – książka o portalach randkowych, romansach pozamałżeńskich i sile erotyki, oraz wszechobecnym i wszechmocnym oddziaływaniu seksu i na dodatek nie kosztuje nawet siedmiu złotych, to każdy by się na nią rzucił jak mniemam i jak i ja uczyniłam, po czym zagłębiłam się w cudowny, cudownie prosty, poparty badaniami opis naszych zwyczajów godowych i seksualnych w odniesieniu do partnerów pozamałżeńskich. Brzmi ciekawie?