To co mnie dziś spotkało jest idealnym przykładem tego, że AI się do czegoś jednak przydaje.Mnie dziś UCZYŁO KULTURY!
Tak. Naprawdę, ale żeby to wyjaśnić muszę opisać pokrótce całe wydarzenie, inaczej moja lekcja kultury. Zamówiłam do paczkomatu jedzonko. Dobre, takie, że mniam!
I co zrobił paczkomat? Nie chciał otworzyć mi skrytki, to znaczy chciał, ale nie mógł.
Upał, że się leje z nieba, mojr jedzonko piecze się w paczkomacie, a szkoda, bo nie miało być pieczone.
Słońce wali, rozgrzewa mnie do czerwoności, oczy wyłażą mi z orbit głowa paruje, pocę się jak świnka Pepa na ruszcie, ale nic.
Dzwonię.
Jak paczkomat nie może to trzeba dzwonić. No cóż.
Coś lub ktos odbiera telefon i stwierdza, że moim konsultantem będzie AI.
Nie mam wyboru.
Konsultant oświadcza, ze mnie nagrywa i zaczyna mi tłumaczyć jak chłopu na między jak otworzyć skrytkę gdzie wpisac kod, jak pobrać aplikacje, w skrócie, zaczyna od dinozaurów. Przeczekuję.
AI pyta mnie, czy już jestem zadowolona.
Odpowiadam, że nie i ponawiam prośbę o otwarcie skrytki.
AI (i tu już wymiękłam) znów zaczyna pod dinozaurów, czyli po raz kolejny zaczyna mi wyliczać sposoby na otwarcie skrytki. To trwa. Z nieba leją się stopnie Celsjusza.
Nie wytrzymałam!
- DEBIL– krzyknęłam czym zastopowałam słowotok maszyny.
I nagle ona odpowiedziała.
PROSZĘ ZACHOWAĆ ODROBINĘ KULTURY!
I tak właśnie się stało bo zaniemówiłam.
Żeby mnie? Jakaś maszyna? No piiiip (tu wstaw przekleństwo) tak potraktowała? To piiiip (tu wstaw przekleństwo), piiiip (tu wstaw przekleństwo)… Mnie?
W końcu otworzył mi skrytkę.
Więcej się do niego nie odezwałam, ale jka ktos mi powie, że AI do niczego się nie nadaje, to jednak nie będzie miał racji.
Inna sprawa, gdybym była napakowanym osiłkiem, to nie wiem jak by teraz wyglądał paczkomat...