piątek, 30 lipca 2021

Nieadekwatność czy cenzura? Co lepsze?


Przeczytawszy post tutaj PRZECZYTANKI postanowiłam coś o tym napisać.

Józek Pierożek podszedł i potknął się o rozwalony śmietnik. Wstał i kopnął go. Zwymiotował.

- Co za nieadekwatne miejsce ustawienia tegoż przedmiotu - ryknął z nienawiścią.


czwartek, 29 lipca 2021

JAK CZŁOWIEK STAJE SIĘ MORDERCĄ


RICHARD TAYLOR
JAK CZŁOWIEK STAJE SIĘ MORDERCĄ
(mroczne opowieści psychiatry sądowego)

Wydawnictwo FEERIA




Ostatnio będąc przelotem w Empiku zafundowałam sobie tę książkę za bardzo promocyjna cenę i powiem wam, że przeczytałam ja od deski do derki.

Autor, psychiatra sądowy, na przykładzie własnej pracy i poznanych w niej ludzi (pacjentów, ale dane są na tyle zmienione na ile to potrzebne ) opisuje przypadki ludzi, którzy zostali mordercami w nie do końca zwyczajny sposób.

Pokazuje jaki wpływ ma psychika na pewne zachowania.

Nie chodzi o to, żeby usprawiedliwiać morderców (niekiedy wielokrotnych) czy ich czyny (niekiedy potworne), ale żeby zrozumieć, że każdy może stać się mordercą. Wystarczy trochę tego, szczypta tamtego, jakieś uzależnienie, jakieś zmarnowane dzieciństwo, jakieś traumy, czy po prostu wychowanie…

Książkę czyta się jednym tchem, choć jest napisana przez lekarza psychiatrę więc wydawałoby się, że te 580 stron to trudna, nudna najeżona żargonem droga przez mękę, ale nic bardziej mylnego.

To BARDZO ciekawa książka.

Bardzo ładnie wyjaśniająca pewne zawiłe zagadnienia prawne i medyczne, okraszona opowieścią o życiu autora i tym co spotkało jego rodzinę, przedstawiająca niektóre zbrodnie może nie w innym świetle, ale jednak naprawdę inaczej.

Bardzo, bardzo ciekawa książka.

Zachęcam tych, którzy lubią takie klimaty, ja czytałam z wypiekami i zachwytem.

niedziela, 25 lipca 2021

Inteligenci wymrą jak dinozaury


Siedzę sobie przed telewizorkiem i coś tam usiłuję oglądać, a tu nagle reklama. Zaczyna się nawet ciekawie (jak na reklamę z prysznicem i gołym facetem – w domyśle oczywiście).

Ktoś stwierdza, że „musi mieć spokojny umysł” po czym myje włosy szamponem przeciwłupieżowym.

A mnie się to kojarzy od razu, że facet ma ten łupież na umyśle… (na mózgu jeszcze bym zrozumiała, choć to też dziwne), ale cóż…

No i teraz zastanawiam się jak to się objawia ten umysłowy łupież.

I tak myślę, że skoro łupież to coś co jest niepotrzebne, przeszkadza i źle wygląda, to może chodzi o inteligencję?

Nie jest w sumie teraz za bardzo w cenie.

Lepiej jej nie pokazywać, bo zaraz wszyscy mówią, że się sadzisz jak jajko na boczku, że jesteś sztywny jak zimne nóżki w galarecie, albo że masz wymagania jak Grażyna na all inclusivie .

Ostatnio coś takiego usłyszałam. Konwersacja jak konwersacja, niestety tematu nie znam.

- ...a, bo pani to może z tych inteligentnych jest? - zapytał starszy mężczyzna jakąś panią w Biedronce koło pieczywa.

- A nie, no co pan, ja normalna jestem! - odpowiedziała z dumą i to przywiodło mi na myśl jedną z piosenek Bułata Okudżawy.

„Każdemu mądremu stempelek na łeb

(...)

A głupich, jak zwykle, nie widać.”

Bo teraz to lepiej się z inteligencją nie wychylać.

I należy ją albo ukrywać (a fe! Albo autodafe) albo zwalczać. To drugie jest łatwiejsze, bo a nuż coś powiesz, wsadzisz w zdanie jakieś słowo, może „aczkolwiek”, „bynajmniej” ewentualnie „ewentualnie” i już cię mają.

A zwalczanie bywa proste i skuteczne.

WziąŚć (koniecznie wziąŚć, nie wziąć) trzy porcje majteczek w kropeczki, 365 dni, kilka złotych, ale nie skromnych łańcuchów, do tego trochę wrzasku, trochę przekleństw, dużo teorii spiskowych i już… Gotowe.

A tak poważnie inteligentni ludzie muszą wyginąć, oni do tego świata się nie nadają.

Nie lubią hejtu i disco polo, nie trolluja, nie oszukują, czas spędzają na myśleniu… Czytają książki czasami nawet grube książki.

Normalnie dinozaury.

Ostatnio przyglądałam się w sieci pewnej dyskusji, w której jedne z rozmówców stwierdził, że dinozaury wyginęły z powodu meteorytu… tunguskiego.

Poważnie. I mój rozmówca bardzo się zdziwił, że to było w 1908 roku. To znaczy meteoryt, nie dinozaury.

Nie to, że nie uwierzył.

Uwierzył.

- No i teraz wszystko jasne – stwierdził – na pewno były zaszczepione.

I tak sobie myślę, jak już to wszystko się wyprostuje i naprawi, może ktoś spróbuje znaleźć szczepionkę na głupotę.

czwartek, 22 lipca 2021

Cztery wesela i ROZWÓD?


ANITA SCHARMACH
CZTERY WESELA
i
ROZWÓD

Wydawnictwo LUCKY

Anita Scharmach pisze zdecydowanie dobrze, ale też w sposób niezwykły.

Niby wybrała sobie gatunek „zwyczajny” (ona wybrała, albo gatunek ją wybrał, co też bywa), ale w każdej książce jakoś poszerza jego granice. Od powieści zdecydowanie poważnych, które wyciskają łzy, choć nie są „wyciskaczami łez”, po pewien rodzaj komedii obyczajowej, a może romantycznej w stylu amerykańskim (i nie jest to zarzut), bo wszystkie jej książki (z tych, które czytałam) odpowiednio sfilmowane z pewnością zapełniłyby niejedną salę kinową. Jest w nich życie. Zwykłe życie.

O ile tematykę i akcję, że tak powiem zapewnia życie, bo są to tematy „życiowe” i naprawdę realistyczne to wkładem autorki jest sama opowieść, styl, sposób narracji i podejście.

W końcu każde wydarzenie, jego kaliber i ciężar gatunkowy zależą od tego jak zostały opowiedziane.

Tytuł jest aluzyjny i choć opowiada zupełnie inną historię trochę odnosi się do sławnego filmu choćby podejściem do niektórych spraw.

Przyjaźń jest ważna i pomaga, ale też jest w tej książce miłość, trochę też taka „in statu nascendi” bo każdy jej szuka, pragnie, stara się ją zdobyć. To taki romans i komedia w jednym.

Ale nie jest to TYLKO romans i komedia w jednym.

To książka, która pod płaszczykiem swobodnej formy i żartobliwego ukazania niektórych sytuacji pokazuje prawdziwe życie. Problemy, większe i mniejsze, ale umówmy się, problemy prawdziwe.

Kłopoty, decyzje, trafione lub nie, ale jednak takie, które zaważą na życiu.

Ta książka to relaks, ale relaks inteligentny, spokojne zabawny, logiczny i pełen żartobliwych dialogów (gdzieniegdzie soczystych).

Autorka nie jest pruderyjna, niektóre sceny, choć nie są to sytuacje stricte erotyczne, ale dotyczą pewnych sfer życia intymnego, powalają śmiechem.

Autorka nie stroni też od tematów poważnych, ale podaje je w lekkiej formie przy czym nie odbiera im tragizmu, choć oczywiście nie epatuje sztucznie wywołaną grozą.

W tej książce nie wszystko jest takie na jakie wygląda.

Ta powieść jest leciutka jak piórko.

Komu polecam?

Każdy przeczyta z przyjemnością bo to po prostu sympatyczna, lekka opowieść o miłości (miłościach) w każdym wieku i nie tylko.

Kto nie powinien jej czytać?

Nie polecam fanatykom (uwaga seks i seksualne części ciała, brrr), ludziom bez poczucia humoru (uwaga oni tam klną) oraz z urazami szczęki (śmiać się trudno i podobno boli) oraz tym, którzy uważają, że literatura powinna zapewniać cierpienie. Nie zapewni. Podejrzewam, że przy pisaniu tej książki ucierpiał pewien gąsior (a może tylko Gąsior?) ale co tam.
A tak na poważnie, czytałam z ogromną przyjemnością.

sobota, 17 lipca 2021

Nowy "shaming", ale czy taki nowy?


Każdy wie co to jest fatshaming, czy bodyshaming. Słyszy się o tym dużo, ale to nie jest coś zupełnie odosobnionego, o różnych shamingach już słyszałam, a ostatnio trafiłam trafiłam nawet na zjawisko hairshamingu. Postanowiłam wam więc przedstawić jeszcze jedno zjawisko, którego z pewnością nie jesteście świadomi. To jest bookshaming!

Oczywistym tego przykładem jest stwierdzenie „nie czytasz nie idę z tobą do łóżka” choć to właściwie tylko podskórnie dotyczy książek, bo może też dotyczyć analfabetyzmu. I tu można by nawet zrozumieć. Bo niby w tych sprawach znajomość literek nie jest konieczna, żadna z części ciała do tego potrzebnych nie ma instrukcji w stylu ikeowskim „wtyczkę A wcisnąć w gniazdko B”, ale to jednak może mieć znaczenie, bo choć analfabeta SMS-y odczyta bez problemu, pismo hieroglificzne całkiem dobrze się sprawdza, to jednak żaden prawnik nie napisze pozwu rozwodowego za pomocą ikonek, choć nie wątpię, że to tylko kwestia czasu.

piątek, 16 lipca 2021

Niełatwe powroty

ALEKSANDRA RAK
NIEŁŁATWE POWROTY

Wydawnictwo DRAGON



Ostatnio jakby wracam do czytania po masakrycznym okresie kiedy słowa uciekały, a przeczytanie książki (powieści) stanowiło problem, (wchodziły mi tylko reportaże i popularnonaukowe) i choć właściwie książek obyczajowych nie czytuję to czasami coś „chapnę” bo leży koło łóżka, (na stosie nie hańby, raczej zapomnienia) jest noc, (trzecia, czwarta nad ranem) nie chce mi się szukać czegoś konkretnego, a czytać się chce, albo mus bo sąsiedzi włączyli głośne, meczowo imprezowe klimaty.

Tak właśnie trafiłam na Niełatwe Powroty Aleksandry Rak.

czwartek, 15 lipca 2021

Zaginiona apteka

SARAH PENNER
ZAGINIONA APTEKA

HarperCollins

„Trucizna, magia i miłość mogą i pomagać, ale i zabijać, wszystko zależy od dawki”. 

Gdzieś spotkałam się z tym stwierdzeniem i po przeczytaniu tej książki w sumie jestem w stanie się z nim zgodzić, choć co do miłości, to cóż…

Osądzicie sami.