Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O MOICH KSIĄŻKACH. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O MOICH KSIĄŻKACH. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 kwietnia 2018

Pokonać strach - recenzja sprzed lat




Dwie książki , dwóch autorek wyróżnione w konkursie literackim „Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu” wydano w jednej . To był konkurs ogłoszony przez księgarnię św.Jacka w 2002 roku.
A ja poszedłem po prostu za ciosem: po zachwycie nad „Chwastem” Banach z chęcią sięgam po jej wcześniejszą próbę, przy okazji poznając drugą autorkę.
Wróćmy na chwilę do konkursu, który:
„..miał na celu pozyskanie, a następnie wydanie utworu literackiego promującego wartości chrześcijańskie. Patronat honorowy nad nim objęli: Prymas Polski kard. Józef Glemp i Metropolita Katowicki abp Damian Zimoń...”
Tymczasem „Pokonać strach” to studium ekstremalnej przemocy w rodzinie, beznadziei i ucieczce przed strachem w samotność, a przecież polski Kościół obsesyjnie głosi, że trwałość rodziny jest priorytetem. Bohater „rżnie” puszczalską teściową, za którą lata z nożem małżonek, po czym w niedzielę bogobojnie przyjmuje komunię. Zgnojona bohaterka wspomina uczestnictwo w mszy świętej: /str.123/
„A potem patrzyłam na innych i pytałam siebie, czy oni też tylko udają? Czy też, kiedy wracają do domu odkładają na półkę niedzielne uśmiechy, zdejmują z twarzy wyraz czci i razem ze świątecznymi ubraniami wieszają go w szafie, żeby się nie zmiął do następnej niedzieli? Czy oni tez nienawidzą się nawzajem do utraty tchu, przez cały tydzień, a od święta na chwilę stają obok siebie w sztucznym pokoju, aby nikt nigdy nie poznał prawdy? Oni, którzy dostali łaskę?”
Pewnie, tak; ale ta łaska wiary zabrzmiała cynicznie.
Tak więc poznałem dwa utwory Banach, ale w złej kolejności, bo znając „Chwasta”, przy tej lekturze ogarnia mnie „deja vu” i odczuwam ją jako etiudę przed opowieścią napisaną trzy lata póżniej. Doceniając talent autorki, a w tym umiejętne /w obu przypadkach/ operowanie retrospekcją, żywię nadzieję, że w następnych utworach zmieni tematykę.
O Katarzynie Podsiadło nic nie wiem poza notką zamieszczoną w książce. Jej „Staś” to bzdurne opowiadanko ze skrzywioną moralnością rodem z kościelnej kruchty, tanim sentymentalizmem i obłudą. Z literaturą to nie ma nic wspólnego, więc ocenie nie podlega.
Nic na to nie poradzę, że prosty rachunek 0 + 6 do 7 = 6 do 7, co podzielone na dwa daje gwiazdek 3, a Banach radzę w spółki więcej nie wchodzić

czwartek, 5 kwietnia 2018

Recenzja na "Lubimy Czytać"


MASKI ZŁA

SZARA GODZINA




W miasteczku zamordowano trzy starsze kobiety. Dwie z nich miały okrutnie zmasakrowane twarze.

Miasteczko Zawiszyn przestało być zwyczajne i spokojne,

 Atmosfera w miasteczku gęstnieje, niczym mrok wokół instytutu, działającego tutaj przed dwudziestu laty.
Wszystko bowiem wskazuje, że morderstwa kobiet mogą mieć dużo wspólnego z tajemniczym instytutem.

Wszystkie: woźna, higienistka, nauczycielka, pracowały tam kiedyś..

Dawny instytut, to osobliwe miejsce. Przebywały tutaj chore, niepełnosprawne dzieci.

"A potem był pożar." Ogień strawił dokumentację, ślady, dowody. Dzieci gdzieś rozesłano.

Miejscowa policja ginie w natłoku, wciąż mnożących się pytań.

Do śledztwa dołącza aspirant Małecki z Wrocławia. Docieka. Szuka. Rozpytuje. Jednak pamięć małomiasteczkowej społeczności okazała się krótka i zawodna.

Może to te z tajemnic, które najlepiej zostawić w spokoju?
 Niektórzy, mając swoje powody, zamykają oczy, by nie widzieć zła, nawet "takiego zła", innym strach sznuruje usta.

Rozmowa aspiranta Małeckiego z księdzem ujawnia, zupełnie przypadkowo, że było jakieś "wtedy" i, że to "dawne dzieje", w których nie ma po co "się grzebać".

Dużo powiązań i dużo niewiadomych!

Polecam dla ludzi o mocnych nerwach.
Pozostały plotki... Co tak naprawdę działo się przed laty w instytucie, owiał nimb tajemniczości.

poniedziałek, 5 marca 2018

Tak jakby skończyłam...

Właśnie skończyłam książkę, którą męczyłam okropnie długo i wcale nie dlatego, że nie bawiłam się nią dobrze, wręcz przeciwnie – bawiłam się świetnie, tylko życie, to zwykłe i zwykle wkurzające trochę mi dało w kość, ale dziękuję mu za to, że tylko „trochę”, bo w końcu znam jego możliwości.

Mówiąc skończyłam nie mam tym razem na myśli czytanie książki, ale pisanie.
Pisząc myślałam, że z powieścią jest tak jak z kobietą. Musi być zupełnie inna od wszystkich, ale nie za bardzo wydumana i udziwniona, bo w końcu nie należy przesadzać.

Musi być piękna, ale nie przesadnie odpicowana, bo każdy powie, że ma sztuczne cycki... w powieści „cycki” to chyba będzie fabuła.

Nie może być pensjonarska i ckliwa jak panienka w różowych koronkach, ale glany i ćwieki też nie za bardzo się spodobają. 

Krew i wymioty odpadają... ma być grzecznie. Kto lubi krew i wymioty...

Seks w dawkach homeopatycznych proszę bardzo, ale tylko tyle, bo kobietę nazwą puszczadłem, a książkę powieścią erotyczną, a po to nikt nie sięga.
(no, przynajmniej nikt się dp tego nie przyznaje) 

Musi być mądra i inteligentna, no ale... wiadomo, bez przesady, kto lubi mądre kobiety? A mądre książki?

Ma nie być za gruba, ale też nie za chuda... Nie za bardzo młodzieżowa, ale też nie dla ramoli, powinna używać współczesnego języka, ale nie przeklinać, w żadnym razie nie przeklinać i powinna być kobieca...
Książka, no kobieta w sumie też... Ma być lekka łatwa i przyjemna, ale nie daj Boże romantyczna! Fujjj! I nie dla każdego! Wiecie czym to grozi?
I powinna rodzić dzieci. Dzieci są dobre i potrzebne... w książkach też.
I powinna mieć psa. A i wstawić kilka przepisów na dania wegetariańskie, bo przecież o mięsarianach teraz już nikt nie pisze, oni są „be”.
A mojej książce grasuje demon, kot antykoncepcyjny, świrnięta staruszka z folią aluminiową na głowie, sześć kociaków i demoniczny kochanek ( ale tu uprzejmie donoszę, że nie jest jakiś za bardzo wyuzdany - choć rzeczywiście jest demoniczny). Dodatkowym atutem ( powieści, nie kochanka) powinna być podręcznikowo bezpłciowa fabuła. Żadnych łez, wzruszeń, żadnych wielkich wyzwań i ratowania (wszech) świata... Jest co prawda krew, flaki i kaszanka, ale czy to się liczy?
Moja książka pewnie niedługo powędruje do wydawcy... Ciekawe co on powie, a wy, jeżeli mogę prosić TRZYMAJCIE KCIUKI!

wtorek, 13 lutego 2018

Znianawidzina i kochana...

Są tacy, którzy tę książkę lubią, są tacy, którzy odsądzają mnie za nią od czci i wiary, choć nie ma niej ani odrobiny seksu...
Recenzja, stara ale dla mnie właściwie nowa.


 PANI M

Zamknijcie psy i dzieci w pokoju, odłóżcie ostre przedmioty na bok. Nic nie pijcie i nie jedzcie, chyba, że chcecie opluć wszystko dookoła. Jesień za oknem, więc trzeba doładować swoje akumulatorki. Dziś będziemy się śmiać. Głośno i do rozpuku. Gotowi na Klątwę utopców?
Dagmara przez kilka dni musi zająć się swoim dziadkiem. Pomyślicie sobie, pikuś. Pogra z nim w karty, obejrzy parę seriali, zrobi mu coś do jedzenia, zabawi rozmową i wróci do domu zadowolona, że pomogła starszemu panu. Nic bardziej mylnego. Dziadek Dagi to specyficzny człowiek i za jego sprawą dziewczyna spędzi wakacje w zrujnowanym szpitalu psychiatrycznym na Roztoczu. Wszystko byłoby dobrze, w końcu sąsiedzi byli mili, gdyby nie to, że ktoś postanowił wymordować pół wioski. Na domiar złego okazuje się, że Dagmara może mieć z tym wszystkim coś wspólnego. Wygląda na to, że i ją dopadła słynna w tym miejscu klątwa utopców.
Nie znałam wcześniej nazwiska autorki. Nic mi ono nie mówiło i sięgnęłam po książkę w ciemno. Nieco obawiałam się tego, że specyficzny humor nie przypadnie mi do gustu. Na szczęście moje obawy były bezpodstawne. Mój egzemplarz książki nieco ucierpiał, gdy kilka razy poplułam go ze śmiechu. Nie wspomnę już o tym ile nakapało na niego łez podczas nagłych ataków, jak to mówi moja mama, chichrawki.
W książce króluje czarny humor. Autorka wyśmiewa pewne utarte stereotypy i robi to w naprawdę mistrzowski sposób. Nie ma tu ani krzty przesady, za co należy się jej głęboki ukłon z mojej strony. Klątwa utopców sprawiła, że za moim oknem na chwilę znów zaświeciło słońce. Dawno nie czytałam tak dobrej komedii kryminalnej z wyraźnie wykreowanymi postaciami. Dziadek Dagi po prostu rozwala system. Sama główna bohaterka też niewiele mu ustępuje i raczej trudno się z nią nudzić. Zastanawia mnie tylko to, co widziała w swoim narzeczonym, Filipie. Ja nie wytrzymałabym z nim ani jednego dnia i kopnęłabym go w siedzenie, otwierając drzwi, żeby szybciej przez nie wyleciał.
Jesteście ciekawi, kto postanowił wybić pół wioski? Ja też byłam. Autorka nie pozwoliła mi od razu odkryć tego, kim jest morderca. Nie potrafiłam odgadnąć kto stoi za tą krwawą jatką. I bardzo dobrze. Inaczej nie miałabym takiej przyjemności z czytania. Wolę być trzymana w niepewności, nie lubię, gdy wszystko jest od razu podane na tacy. Wtedy nie ciągnie mnie do lektury.
Klątwa utopców to moje pierwsze spotkanie z twórczością Iwony Banach. Bardzo udane. Mam nadzieję, że ta autorka zaserwuje czytelnikom jeszcze kiedyś jakąś powieść. Jeśli będzie podobna do tej – na pewno po nią sięgnę.
Polecam tę książkę fanom dobrego czarnego humoru. Odradzam tylko czytanie jej w środkach komunikacji publicznej. Uwierzcie mi, współpasażerowie nie patrzą się zbyt przychylnym okiem na osobę, która siedzi obok nich i dusi się ze śmiechu. Wiem to z własnego doświadczenia. Pozdrawiam przy okazji pewną starszą panią obrzucającą mnie zawistnym spojrzeniem, gdy starałam się zdusić chichot. To nie było zbyt miłe, że ostentacyjnie ciężko westchnęła i przesiadła się na inne miejsce, ale co tam. Przynajmniej dalej mogłam siedzieć nad książką i zaśmiewać się do łez. Dziękuję autorce za tę powieść. Oby więcej takich pozycji pojawiało się na naszym rynku wydawniczym.

czwartek, 25 stycznia 2018

Niektóre sekretów lepiej nie poznawać - Anna Wójcik



 Recenzentka ANNA WÓJCIK
O moich
"Maskach zła"



Niektóre sekretów lepiej nie poznawać

Iwona Banach w swojej powieści „Maski zła” porusza tematy trudne, ale i intrygujące. Zagląda bohaterom w najgłębsze zakamarki duszy, po to by ukazać to, co w ludziach najstraszniejsze. Lektura jej książki budzi więc pytanie: czy w każdym z nas skrywa się zło?

Akcja dzieje się w małym miasteczku, w którym wszyscy wszystkich znają. W krótkim czasie dochodzi w nim do trzech morderstw na staruszkach. Wydaje się, że zbrodni nie łączy nic, poza szczególnym okrucieństwem. W Zawiszynie wywołuje to nie lada zamieszanie, ludzie są oburzeni i przestraszeni. Jedna opinia łączy jednak wszystkich - „mordercą na pewno nie jest mieszkaniec Zawiszyna”. Dość szybko okazuje się, że śledztwo nie jest takie proste, jak mogło by się wydawać. Wkrótce na jaw wychodzą mroczne sekrety z przeszłości, a raczej ledwie strzępki informacji, z których wyłania się budynek tajemniczego Instytutu i jeszcze bardziej tajemniczej Joanny.

Autorka buduje niezwykły nastrój w powieści. Stopniuje napięcie, nie zdradzając od razu wszystkich informacji. Dozuje je w odpowiednim czasie, dając nam dokładnie tyle, ile potrzeba by z niecierpliwością zaczytywać się w kolejnych stronach książki. Banach doskonale odnajduje się w roli gawędziarza. Może to oczywiście miejscami irytować, bo mogłaby przecież napisać od razu nieco więcej, aby zaspokoić, choć na chwilę, ciekawość czytelnika. Jednak jest to irytacja kontrolowana, bo oderwać się od lektury nie można, a to sprawia, że sfrustrowany czytelnik nie porzuci jej na rzecz innej pozycji.

Na szczególną uwagę zasługuje forma w jakiej książka została napisana. Nie znajdziemy w niej rozdziałów, co może być męczące, jednak dość szybko czytelnik jest w stanie przyzwyczaić się do tempa w powieści. Dzieli się ona zasadniczo na dwie, przeplatające się ze sobą części. W pierwszej czytamy o tym, co dzieje się w czasie teraźniejszym – dowiadujemy się o morderstwach i staramy się razem z policjantami rozwikłać zagadki, jakie skrywają mieszkańcy miasteczka. W drugiej, jeszcze bardziej tajemniczej części, obserwujemy historię dziewczyny, którą wychowuje babcia. Nie jest to jednak zwyczajna relacja. Również odmienny jest sposób prowadzenia narracji. Banach opisuje nam dokładnie, co dzieje się we wnętrzu dziewczyny. Dosłownie siedzimy w jej głowie – widzimy nie tylko jej myśli, ale i różne oblicza, które autorka nazwała odpowiednimi imionami lub przezwiskami.

„Maski zła” kryją w sobie mrok ludzkiej duszy wpisany w historie różnych postaci. Jedną z nich jest Paulina, miejscowa dziennikarka, która szuka tematu, dzięki któremu będzie mogła wybić się do elity dziennikarskiego świata. Myślę, że autorka nieco ją przerysowała, ale jest to raczej plusem niż minusem. W powieści nie brakuje innych, równie barwnych postaci. Banach doskonale wykreowała mroczny klimat małej miejscowości, w której wszyscy coś wiedzą, ale nikt nie chce mówić. Zbrodnie sprzed lat, wątek niepełnosprawnych dzieci i morderstwa w czasie teraźniejszym – tutaj wszystko sprawnie się ze sobą przeplata. Tajemnice oparte są na tajemnicach. Historia ma warstwy, zupełnie jak cebula. Musimy kolejno je obierać, aby dostać się do środka i poznać finał i sedno całej historii.

Podsumowując, Iwona Banach stworzyła książkę niezwykle klimatyczną, pełną napięcia i tajemnic, które czytelnik odkrywa powoli i w skupieniu. Nie ma co się nad tym długo rozwodzić – jest to prostu bardzo dobrze napisany thriller, po który warto sięgnąć w wolnej chwili. Polecam!

poniedziałek, 20 marca 2017

Kocham takie recenzje!



"Maski zła" to według mnie rewelacyjny thriller psychologiczny i choć opiera się na sprawdzonych schematach zamkniętej społeczności i tajemnicy sprzed lat, to znacznie się wyróżnia spośród innych książek z tej kategorii przede wszystkim metodą budowania napięcia oraz nietypową kreacją bohaterki. Polecam każdemu wielbicielowi gatunku oraz osobom, które pragną zgłębić i zrozumieć fenomen rozdwojenia jaźni. Genialna.
ZAPRASZAM:

Nowa recenzja mojej książki.
TUTAJ KLIK:

poniedziałek, 21 listopada 2016

A w dzisiejszej PARTY polecanka Masek Zła!

To bardzo mnie cieszy, a nawet zachwyca zachwyca ( nie udawajmy to świetna reklama), kiedy w takim dużym i poczytnym piśmie znajduję polecankę mojej książki,
"Maski Zła"w bardzo dobrym towarzystwie naprawdę! Dziękuję :)



 

sobota, 8 października 2016

J
Jak rodzi się zło?
Czytajcie tutaj:

Szaleństwo ma różne formy rozwoju. Zło może długo kiełkować w umyśle, by nagle wzrosnąć i toksyną zatruć życie, wylewając się z zakamarków i okrutnie raniąc innych. Zło czai się wszędzie, a niepewność, brak hamulców i pragnienie wyrządzenia krzywdy drugiemu człowiekowi, wynikające z choroby umysłowej, może podwójnie nakręcać mroczną spiralę zła.

Iwona Banach odkrywa mroczne strony umysłu. Kto przywdziewa maski zła? Co pod nimi skrywa? Nie warto osądzać po pozorach. Taka refleksja nasunęła mi się po lekturze tej powieści. Wyjątkowo niepokojącej powieści, którą  bez wahania umieszczam wśród ulubionych i godnych uwagi thrillerów.

Wywiad w magazynie życie i pasje:

Oksymoron tytułu - „Szczęśliwy pech” Iwona Banach jest wszystkim, co tylko może nam poprawić humor i tym, co przygotowała dla czytelników autorka. Połączyła w całość powieść obyczajową z komedią, a nawet pewnym grynszpanem kryminału, wplątując w to wątki skrytej miłości, a raczej rodzącego się uczucia między dwojgiem głównych bohaterów. Akcja dzieje się niemal jak w kalejdoskopie. Fabuła jest spięta w jedną całość. Bohaterowie z krwi i kości, z którymi bardzo łatwo się zżyć, przywiązać, no i jak w przypadku Regi – budzący skrajne emocje, od śmiechu przez łzy, a nawet irytację. Iwona Banach nie pozwala czytelnikowi na nudę. Język powieści czytelny, przejrzysty. Autorka sprawnie posługuje się piórem. Zapraszam 
:)

Blog o dobrej literaturze, poezji, o miłości do słowa pisanego
NIETYPOWERECENZJE.BLOX.PL

wtorek, 27 września 2016

PATRONAT KOMINKA

Zastanawiam się, czy Iwona Banach dostała już Złote Klucze do miasta Bolesławiec. Ta wszechstronnie utalentowana autorka i tłumaczka powinna być prezentowana na miejskich pocztówkach, o ile ktoś jeszcze je wysyła. Takie ze znaczkiem.
A tak bardziej poważnie miałem już przyjemność poznać wcześniejsze dokonania autorki, jednak to, co pokazała i zaprezentowała w Maskach zła, to przeszło moje najśmielsze oczekiwania. To poruszyło Ziemię przesuwając znacząco jej punkt ciężkości.
Thriller ma to do siebie, że jest czymś pomiędzy powieścią sensacyjną, a horrorem. Odrobinę strasznie, ale z umiarem, z mocno rozbudowaną warstwą psychologiczną, która tu nie ma sobie równych. Dawno nie odczuwałem tak wyjątkowej przyjemności w lekturze. Dawno tyle emocji nie przelało się przez moją duszę sprawiając nieopisane wręcz wrażenie mentalnego uniesienia.
Ta niekonwencjonalna forma przekazu, ta wyjątkowa ze wszech miar forma narracji, ta świadomość kilku bytów mentalnych w jedynym ciele, to nie zdarza się często, to zdarza się od wielkiego dzwonu, to wreszcie sprawia, że jest to powieść dobra, doskonała, czy wręcz wybitna. I nie są to słowa na wyrost, bo nie potrzeba ich wiele, aby ciemne, mroczne macki zaczęły nas obłapiać powodując dziwne, bliżej nieokreślone uczucie osaczenia.
Są różne stany emocji, intensywności myśli, pragnień i doznań. Tutaj ten stan trudnym jest tak do końca do zdefiniowana, określenia i pokazania. Tutaj również odwieczna trauma ciążąca nad miasteczkiem zaczyna jeszcze bardziej przygniatać i dusić, gdy giną trzy starsze kobiety, a na światło dzienne wychodzi jedno złowieszcze słowo – I N S T Y T U T.


CAŁA RECENZJA:

środa, 21 września 2016

Dziękuję za piękną recenzję, bo odbiór mnie w "nowej formie" nie był oczywisty. No cóż, tego akurat nie mogłam tu nie wkleić:

"Bolesławiec może być dumny nie tylko z pięknej ceramiki, ale z faktu, że ma wśród mieszkańców zdolną pisarkę i tłumaczkę, mistrzynię zarówno powieściowych komedii, jak i literatury z dreszczykiem. Iwona Banach znakomicie włada piórem, nie boi się próbować sił w różnych gatunkach. Ciągle szuka nowych wyzwań – thriller wyszedł jej mistrzowski! Apetyt rośnie w miarę czytania, zatem nie pozostaje nic, tylko zapytać, kiedy i jaka będzie następna powieść?"

poniedziałek, 19 września 2016

Jeszcze jedna recenzja!


JAKIE GRZECHY UKRYWAMY POD MASKAMI ZŁA?

Książki Iwony Banach są od dawna znane naszej redakcji i bardzo lubiane – zarówno przez nas, jak i przez naszych Czytelników. Pisarka do tej pory serwowała nam pozycje lekkie i przyjemne w odbiorze, przy których salwy śmiechu były gwarantowane, jak chociażby „Klątwa utopców„, „Czarci krąg” czy „Szczęśliwy pech„.  Z ogromną przyjemnością mogę Wam dzisiaj przedstawić kolejną książkę pani Iwony – tym razem jest to mroczny, trzymający w napięciu do ostatniej chwili thriller „Maski zła”. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, ile zła kryje się w człowieku, do czego jest zdolna istota ludzka gdy w grę wchodzą olbrzymie pieniądze, urojenia i chore, a zarazem niebezpieczne ambicje to w tej książce znajdziecie odpowiedź – bez lukrowania, bez owijania w bawełnę i bez znieczulenia.
Akcja thrilleru została osadzona w Zawiszynie – małym, spokojnym miasteczku, w którym wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą. Miasteczko ma swoją hierarchię oraz miejscową elitę, którą nie wszyscy kochają, ale oficjalnie wyrażają o niej same pochlebne opinie. Sielankę przerywa odnalezienie ciał trzech kobiet, które zapewne zginęły z ręki tego samego mordercy. Wszyscy są wzburzeni: seryjny morderca w tak spokojnej okolicy, napadający starsze kobiety?! Policja pracuje w pocie czoła żeby złapać sprawcę, jednak szybko wychodzi na jaw, że sprawa nie zostanie zakończona tak szybko, jakby sobie tego życzył komendant miejscowego posterunku – okazuje się ona znacznie bardziej skomplikowana i powiązana z nieistniejącym już instytutem – dawnym domem opieki dla chorych umysłowo i niepełnosprawnych dzieci. Na jaw zaczynają wychodzić mroczne sekrety mieszkańców Zawiszyna, a przeszłość domaga się by dawne grzechy zostały pomszczone…
– Ja chcę tylko znaleźć mordercę.
– Po tylu latach? – Ksiądz popatrzył na Małeckiego z dezaprobatą i dopiero wtedy zorientował się, co właściwie powiedział. Odwrócił się gwałtownie do okna i głośno westchnął. – Proszę już iść – dodał po chwili. – Ja panu nie pomogę.
To, co powiedział, uświadomiło policjantowi, że w miasteczku jest więcej tajemnic, niż mogłoby się wydawać. I niestety więcej morderstw.
Paulina, młoda dziennikarka wierzy, że ten temat stanie się jej trampoliną do sławy, postanawia więc nawiązać współpracę z jednym z policjantów i na własną rękę znaleźć mordercę. Młodzi „detektywi” będą deptać po piętach przybyłemu z Wrocławia komisarzowi Małeckiemu, który nikomu nie odpuszcza, za nic ma miejscową elitę i gdy raz złapie ślad nie spocznie zanim nie doprowadzi do tryumfu sprawiedliwości… Głęboko skrywane tajemnice powoli wychodzą na jaw, co komplikuje śledztwo. Nagle okazuje się, że żaden mieszkaniec Zawiszyna nie ma nieskazitelnie białego sumienia, a nocne koszmary uwalniają w ludziach demony, często łaknące krwi.  Wizyta tajemniczej Francuzki powoli rozwiązuje języki miejscowych plotkarek. Do jakiej zbrodni doszło przed laty w instytucie? Jaki będzie finał tej historii? Kto okaże się mordercą? Jaki związek istnieje pomiędzy owianym złą sławą instytutem a morderstwem trzech staruszek? I kim jest tajemnicza Joanna, o której szepcze się po kątach…?
Każde miasto ma swoje tajemnice, które chroni przez lata za wszelką cenę. Ich kaliber bywa różny. Mogą to być romanse burmistrza, lewe interesy sędziego czy paskudna wpadka któregoś z notabli, kto wie, może lekarza, może policjanta, może jakiegoś duchownego.
Ukrywanie trwa i trwa, ale w końcu kiedyś sprawa wychodzi na jaw i wszystko dookoła zaczyna cuchnąć zgnilizną. Może dlatego niektórzy ludzie strzegą swoich tajemnic, czasami za cenę życia innych ludzi. 
Nie chcę Wam za dużo zdradzać, zabierając tym samym cała frajdę z delektowania się tym znakomitym thrillerem. Gwarantuję Wam jedno – nie będziecie żałować ani jednej minuty przy nim spędzonej.
Książka jest mocna, przejmująca, trafiająca w punkt. Nikt nie będzie w stanie obojętnie przejść nad jej treścią. Zostawia gorzki posmak, zmienia światopogląd. Uświadamia nam, że mordercą może być zarówno najbliższa nam osoba, jak i człowiek, którego spotkaliśmy przypadkowo na ulicy lub w metrze. Uczy, że nie należy osądzać po pozorach i należy podchodzić do ludzi z pewną dozą niepewności, ponieważ nigdy nie wiemy z kim mamy do czynienia. Ludzie noszą maski każdego dnia, wiele różnych masek, dlatego powinniśmy bacznie się im przyglądać i nie wierzyć bezgranicznie.
„Maski zła” to jeden z najlepszych thrillerów, jaki w swoim życiu czytałam. Jest nieoczywisty, zaskakujący, nieprzewidywalny, okraszony mistrzowskimi scenami szaleństwa, zakończony w niekonwencjonalny sposób. Nie mogłam oderwać się od książki, dopóki całej nie przeczytałam. Dzięki „Maskom zła” mogłam sobie wyobrazić, co dzieje się w głowie osoby chorej umysłowo. Śledziłam jak rozwija się szaleństwo, przez jakie fazy przechodzi, jaką krzywdę wyrządza człowiekowi. Dopiero na ostatnich kartkach zrozumiałam,jak kluczowe dla przebiegu całej fabuły są sceny o czarownicy, Alinie, Jasiu, Kasi, Annie i chłopcu z kilkoma twarzami – pokazują jak funkcjonuje człowiek owładnięty chorobą umysłową.
„Maski zła” to mrok, zło, krew, niepewność, czarne sumienia ludzi bez żadnych skrupułów i hamulców moralnych. To świat, który wciąga w spiralę zła, ukazuje jego mechanizmy. Na pewno po lekturze tej książki nie odnajdziecie spokoju ducha. Być może spędzicie niejedną bezsenną noc, rozmyślając o tej historii i analizując, czy coś podobnego mogło wydarzyć się w Waszej okolicy. Być może zwątpicie w gatunek ludzki. A może docenicie, że świat, w którym żyjecie, jest kolorowy i pełen prozaicznych, „normalnych” problemów…
Czytelniku, czy odważysz się sięgnąć po najmroczniejszy thriller ostatnich miesięcy? Przy nim „Dziewczyna z pociągu” wydaje się tylko niewinną opowiastką…

Dla osób, którym spodobała się recenzja mamy dobrą wiadomość: książka ta została objęta patronatem medialnym przez Kulturantki, a już niedługo na naszym FB pojawi się konkurs, w którym będzie można wygrać kilka egzemplarzy „Masek zła”. Już teraz gorąco zachęcam do wzięcia udziału w konkursie. 
Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu