niedziela, 30 czerwca 2019

Pierwszy glina? Na pewno?


ANDRZEJ W. SAWICKI

PIERWSZY GLINA

LITERATE

Książkę,a właściwie dwie części ( dwa tomy?) książki, które zostały wydane w jednej publikacji przeczytałam z dużym zaciekawieniem, jako, że okres napoleoński jest dla mnie okresem ciekawym, kultura francuska i język nie są mi obce, a Księstwo Warszawskie zawsze mnie ciekawiło, choć w odróżnianiu od wielu jestem (abo byłam bonapartystką). Niestety nie jestem historykiem co trochę jednak utrudnia sprawę. 

piątek, 28 czerwca 2019

W szczękach paczkomatotwora - straszliwa i krwawa historia pewnej książki.


Kilka dni temu Marcin Pałasz, ten sławny, od książek o Elfie wysłał mi książkę. Cudnie się złożyło. Aby jednak pobudzić moje wypalone w tym upale komórki do działania wysłał ją paczkomatem. 

To co się działo potem opisuję tutaj ... 

Jestem ofiarą, ale także produktem jakże bardzo „pedagogicznego” podejścia do dzieci, które objawiało się kiedyś mocno zaakcentowanym wyrażeniem „Wstyd! Co sobie ludzie pomyślą!” i do teraz podlegam dyktatowi tego pedagogicznego koszmarka, choć właściwie zdaję sobie sprawę, że wchodząc do Tesco ( gdzie jest paczkomat) ludzie myślą raczej o cenie kiełbasy na grilla czy ilości piwa do lodówki, a nie o tym co za wygibasy wyczynia ta dziwna kobieta przy wejściu. 

Jestem też nieuleczalną katastrofistką, która potrafi sobie wyobrazić wszelkie możliwe ( i niestety niemożliwe też) katastrofy związane z daną sytuacją. Wyobrażał sobie ktoś, że pożera go paczkomat? A może rękę urwaną przez jego drzwiczki? Wybuch panelu sterujące? Jeżeli nie, to nie znacie życia! 

Ja wyobrażam sobie to wszystko, plus dodaję jeszcze kilka pomniejszych katastrof. 

Na przykład to, że woda zmyje drogę i nie dostanę się gdzie trzeba, albo że na przykład szafka z książką będzie za wysoko, żebym mogła dosięgnąć... 

Mimo to poszłam dzielnie do tego stwora i zaczęłam odbierać paczkę. 

Myślicie, że wszystkie guziczki i cudeńka pominę? Otóż nie. To było tak ( Dialog z córką) 

- Daj ten telefon, daj, co robisz, aał, nie w oko! Odłóż tę bagietkę!

- Przestań, nie dam. Ja to zrobię. 

- To naciśnij… Nie tu! Nie tu, po lewej! Przestań, to czerwone, to u dołu! 
Nie tu, to pomidor! ( własnie z zakupami wyszłyśmy ze sklepu)

- Nie, zaraz, wpisz to tu. Nie, nie tu, tam, ale tu. O! Ten numer...

- Nie, ten, nie te! To jest numerek do lekarza na za pięć lat,  ten drugi... 

I nagle szczęk ( jak w szczękach) coś się otworzyło i zamierzało zeżreć mi głowę... 

Gdyż…. 

Cóż, jeszcze dwadzieścia lat temu byłam osobą w miarę wysoką, miałam 158 centymetrów wzrostu. Teraz jednak wysoka już nie jestem, choć nadal mam 158 centymetrów, a to dlaczego? 

Dlatego, że wszyscy dookoła mnie wyrośli na ponad dwa metry! Po co? Zupełnie nie rozumiem. 

Doszło do tego, że jako nauczycielka sięgałam swoim uczniom do łokcia! 

„Wstyd, co sobie ludzie pomyślą” pomyślałam nie raz i nie dwa. Najgorsze jest jednak to, że wszystko jest teraz robione dla wielkoludów. 

Paczkomaty też. 

I dzięki Bogu, że córka przerosła mnie o kilka centymetrów bo wydobyła paczkę z czeluści potwora. 

I oto mamy!!!
O książce napiszę nieco później, jak ochłonę.

środa, 26 czerwca 2019

Plagiat, plagiatowi plagiatem


Od jakiegoś czasu mam problem z plagiatem, nie żeby ktoś mnie okradał w ten sposób z moich tekstów, jak na razie nic o tym nie wiem, ale wiadomo nikt nie biega i nie chwali się czymś takim. Tylko ogólnie jakoś się dużo o tym mówi, a nawet krzyczy.

Znam kawał, o tym, że korzystanie , przy pisaniu „z jednej książki to plagiat, z dwóch to kompilacja za z trzech to magisterka”. 

No bo wiecie, w sumie jak ktoś ukradnie cały akapit słowo w słowo, przecinek w przecinek to jest to BEZSPRZECZNIE plagiat, jeżeli poprzestawia przecinki i trochę pozmienia, to już niekoniecznie tylko plagiat, czasami też koszmarek językowy. 

poniedziałek, 24 czerwca 2019

Prawdziwa historia uwiedzionego dziecka

MARGAUX FRAGOSO
ZABAWA W MIŁOŚĆ
Prawdziwa historia uwiedzionego dziecka

PRÓSZYŃSKI i SKA

- Kochanie, tylko pamiętaj, nie rozmawiaj z obcymi! 
- Dobrze mamo, a z panią ze sklepiku? 
- Z nią możesz. 
- Ale ona jest obca. 
- No tak, ale to co innego. Z obcymi, takimi z ulicy. 
- A z listonoszem? 
- Z listonoszem możesz, on nie jest obcy. 
- Ale jest z ulicy... 
- i nie wolno, żeby ktoś cię dotykał. 
- Dobrze mamo, a pan od wf? 
- A on cię dotyka?! 
- No, raz podtrzymał mnie jak robiłam przewrót. 
- To się nie liczy... 
- A co się liczy? 
- A wujek Tadek? On może mnie dotykać? 
- Wujek to wujek, może. To znaczy oczywiście, ale nie w taki sposób. 
- A w jaki? 
- No nie może cię całować! 
- A na imieniny? 

niedziela, 23 czerwca 2019

Ruth, która za dużo pamięta..



CHRISTINA SCHWARZ

TONĄCA RUTH

Recenzję tej książki, tę recenzję wstawiłam na portalu Biblionetka w 2007 roku, a dziś pomyślałam, że warto ją przybliżyć, mimo upływu czasu.

"Tonąca Ruth" to opowieść o tajemnicy. O jednej z takich, jakich wiele, takich, które pewnego dnia burzą rodzinny spokój, pojawiają się nieproszone i zostają. Zostają, podskórnie przeczuwane to przez jednych, to przez innych, ukrywane często za straszną cenę. 

Takie tajemnice krzywdzą wszystkich, najbardziej niewinnych… A co, jeśli na drodze tajemnicy stanie trzyletnie dziecko? Dziecko, które twierdzi uparcie, że się utopiło? 

Każdy, kto się styka z tajemnicą, próbuje ją rozwikłać na własny sposób, ale to tylko komplikuje wszystko, bo niewiedza podpowiada czasem dziwne rozwiązania. 

Miasteczko Nagawakee nad jeziorem o tej samej nazwie, gdzieś na północy niedaleko wielkich jezior. Jezioro jest pokryte lodem, po którym czasem dla rozrywki, a czasem z konieczności ludzie przechodzą na wyspę. Zima, mieszkańcy miasteczka jakoś sobie z nią radzą. Na farmie nieopodal jeziora gospodarzy Matylda wraz z maleńką córeczką, Ruth. Jej mąż, który pojechał na ochotnika walczyć do Europy, został ranny we Francji. Stracił wzrok. W czasie I wojny światowej wszak używa się gazów bojowych... Na farmę wraca starsza siostra Matyldy, Amanda, zwolniona ze szpitala, gdzie pracowała jako pielęgniarka. Zauważono u niej dziwne objawy chorobowe… 

Tu zaczyna się historia… Choć właściwie nie. Może zaczyna się wraz z narodzeniem Matyldy? Dwadzieścia lat wcześniej? Dużo na to wskazuje… A może tak naprawdę zaczyna się w dniu, kiedy znika Matylda? Kiedy tonie wraz z córeczką… To też możliwe, ale Ruth, która twierdzi, że się utopiła, przecież żyje… 

Książkę czyta się jednym tchem, mimo że jej narracja jest nieco udziwniona, bo oprócz narratora, który pojawia się rzadko, ale się pojawia, narracja prowadzona jest w pierwszej osobie… a właściwie w kilku pierwszych osobach. Nieco to denerwujące, ale po chwili można się do tego przyzwyczaić. 

Intryga wciąga i do samego końca trzyma w napięciu. Książki po prostu nie da się odłożyć na potem. No i te analogie… Mimo oczywistych różnic, książka przypomina „Księcia przypływów” Pata Conroya, „Malowany dom” Grishama i „Klub Perskich Pikli” Sandry Dallas, choć nie opowiada o południu ani o przyjaźni, ani o życiu farmera, jednak coś w niej jest. Jakby autorka z każdej z tych książek wzięła odrobinę… odrobinę panującego w nich ducha. Różni się jednak od nich na tyle, na ile powinna. Nie jest ściągnięta, i nie sądzę, żeby była wzorowana na tych książkach, ale posiada jakiś nieuchwytny klimat, który sprawia, że można je ze sobą połączyć. 

Ta książka spodobała mi się bardzo i z chęcią poleciłabym ją innym czytelnikom, takim, którzy lubią nieszablonowe, niejednoznaczne postacie, takim, którzy nie cenią zbyt dużej ilości opisów (bo ich nie ma), w końcu takim, których interesuje zwykłe ludzkie życie… 

A teraz chyba powinnam się do czegoś przyznać. Przeczytałam tę książkę i przeczytała ją moja mama. Jak często, zgodziłyśmy się, że jest świetna (posiadamy podobne zamiłowania literackie) i jak rzadko, od razu się o nią pokłóciłyśmy. O książkę, i o jej główną bohaterkę, Amandę… Każda z nas odebrała ją inaczej. Do rękoczynów nie doszło, ale było blisko. Stanęło na tym, że ja Amandzie właściwie współczuję, ale uważam, że miała wiele innych możliwości, niż te, które wybrała. Moja mama zaś jest na Amandę wściekła i uważa, że to paskudna, egoistyczna kobieta, która za dobro odpłaciła złem i zmarnowała życie sobie i innym… 

Ciekawe, co powiedzieliby inni czytelnicy? Tylko, uwaga, ta książka wzbudza skrajne emocje!

wtorek, 18 czerwca 2019

Królestwo popiołów, czy to naprawdę koniec?


SARA J.MAAS

KRÓLESTWO POPIOŁÓW

UROBUROS

„Królestwo Popiołów”, a mówię to u obu tomach, to znaczy właściwie o ostatniej wydanej w dwóch tomach części fantastycznej fantastycznej serii. Nie, to nie pomyłka ( tak właśnie chciałam napisać), "fantastycznej fantastycznej" serii! Bo ta seria jest fantastyczna, bo jak wiadomo dotyczy fantasy i FANTASTYCZNA bo to coś niesamowitego, okrutnego, pięknego i szalonego zarazem. 

Podziwiam tłumacza, bo zderzenie z wyobraźnią językową autorki i przełożenie na polski język, o wiele przecież w wielu aspektach uboższy ( tak, wiem, nie we wszystkich, ale w fantasy trochę jednak tak). 

Ta książka wchodzi w człowieka, niektóre, szczególnie początkowe opisy, choćby tortur stawiały mi włosy na głowie, tak, że powtarzałam sobie, że to tylko bajka, ale nie, to było wcale nie bajkowe i nie bajeczne, a mocne i okrutne jak świat. 

Tak, świat przedstawiony w tej serii jest piękny, ale jest w nim też zło. Tyle, że to zło nie jest czyste, ma różne oblicza, można powiedzieć, że autorka tak wszystko (i wszystkich opisała), że miłość do nich (a można ich pokochać i znienawidzić, co daje powieści ogrom głębi) lub niechęć to nie są proste sprawy, bo autorka żongluje zdarzeniami, ukrytymi motywami, nie do końca wyjaśnionymi (to znaczy nie od razu wyjaśnionymi) motywami działania, tak, że czytelnik wielokrotnie musi mierzyć się z szokiem, zmuszającym do… zmiany zdania, zapatrywań, sympatii. 

I ta straszna wojna, te niesamowite sceny, ta miłość… 

Nie, nie jest ckliwa, w żadnym razie, jest i wielka i mała i zdradliwa, małżeńska, albo prawie, synowska… To ogromna paleta uczuć, którą autorka operuje tak, że nie można się oderwać, ale o treści pisać nie będę, bo bardzo łatwo przemycić jakąś informację, która zepsuje czytelnikowi przyjemność czytania i zachwyt zaskoczenia. 

Sposób pisania, to znaczy podział akcji na fragmenty i przeskakiwanie pomiędzy nimi w czasami bardzo istotnych momentach, to zabieg iście filmowy i bardzo mocno trzyma w napięciu. 

A sceny bitewne to majstersztyk. 

Trzeba powiedzieć, że Królestwo popiołów Sarah J. Mass to niesamowity finał całej serii. 

Mimo, że książka polecana jest raczej ludziom młodym to jednak robi wrażenie na czytelniku w każdym wieku, bo jest po prostu dobra. 

Ta powieść potrafi wzruszyć, poruszyć, oburzyć, rozwścieczyć i zaskoczyć. 

I tego właśnie oczekuje się od dobrej powieści, nie ważne jaki jest jej gatunek. To koniec, a co się z tym wiąże pożegnanie z wieloma fascynującymi bohaterami, ze światem, ale… 
No właśnie autorka nie powiedziała jeszcze w tej kwestii ostatniego słowa, co ucieszy bardzo wielu czytelników i wielu zaskoczy, bo nie wyjaśniła przecież jeszcze ostatecznie losów wszystkich bohaterów. 

Miłośnikom fantasy bardzo polecam. Czy innym czytelnikom nie? Cóż, trzeba kochać fantasy, żeby w to wejść, ale zawsze warto spróbować!

poniedziałek, 17 czerwca 2019

To nie deszcz to ludzie.


TO NIE DESZCZ TO LUDZIE HALINA BIRENBAUM 
w rozmowie z 
MONIKĄ TUTAK- GOLL

Wydawnictwo AGORA


Bardzo trudny i piękny w swoim tragizmie wywiad, rozmowa o holokauście, ale zupełnie inna niż te, które czytałam dotychczas. To raczej opowieść o człowieku w całej tej nienormalnej normalności, która stała się udziałem ludzi, Żydów, społeczeństwa. 

I o tym w jaki sposób to co nienormalne powoli rozgaszcza się i zastępuje wszystko inne, trwoga, śmierć, obóz… wszystkie te potworności… 

Halina Birenbaum opisuje je z pozycji człowieka sprzed wydarzeń, czyli niedoświadczonej, naiwnej, szczęśliwej dwunastolatki ze spolonizowanej żydowskiej rodziny, która nie wierzy, że coś takiego jest możliwe, ale też z pozycji kobiety, która to wszystko przeszła i dla której odzyskana normalność jest bardzo krucha. 

niedziela, 16 czerwca 2019

Gdzie diabeł mówi... "Cześć kochanie".

 KARINA BONOWICZ

GDZIE DIABEŁ MÓWI DOBRANOC

INITIUM


Książka, nawet fantasy, dla młodzieży to tekst wymagający tak pod względem treści, bo młodzież to czytelnik żądny akcji, jak i języka, bo trzeba umieć pisać dla młodzieży. Język takiej powieści musi być adekwatny do języka jakim posługuje się odbiorca, młody, ale nie „przefajnowany” i w takim właśnie stylu napisana jest ta książka. 

Mamy tu więc młodą czarownicę (nieświadomą swoich mocy), nowe środowisko, (wieś gdzie musi zamieszkać po śmierci rodziców), grupę dziwnych nastolatków i magię. 

sobota, 15 czerwca 2019

Książkę w tydzień? Napisać??? NIEMOŻLIWE!


Wczoraj w nocy w tym piekielnym upale musiałam spać przy zamkniętym oknie. To wina któregoś z sąsiadów (a mam ich akustycznie bardzo wielu), który zdecydował, że będzie o pierwszej w nocy tłukł kotlety. Zupełnie nie rozumiem po co tłuc kotlety o pierwszej w nocy i po co do tego tak straszliwie wrzeszczeć? 

Rano okazało się, że jednak to nie kotlety, a chiński masażer do pośladków, który wyrwał się facetowi spod kontroli, babka z drugiej klatki mówi, że to ten co chodzi teraz z obandażowaną głową i będzie musiał malować ściany, bo krew nie za dobrze wygląda w salonie. 

Ale ja nie o tym, ja o pisaniu książek. Otóż zobaczyłam ostatnio kilka zachęt internetowych w stylu. „Napisz książkę w dwa tygodnie”, „Dwadzieścia dni do bestsellera”, „ Poświęć kilka dni napisz dobrą książkę” i postanowiłam się temu przyjrzeć. 

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Do trollinki z dobrego serca.

Od jakiegoś czasu przyglądam się kilku paniom (tak, tak, paniom), które uwielbiają wywoływać awantury na Facebooku. Wiem, rozumiem, upał, nuda, ludzie na plaży, a człowiek sam w pracy, albo w domu... Nic tak nie bawi jak szaleństwo gorącej awantury… Wyzwiska padają gęsto, co chwilę ktoś dostaje białej gorączki, pada ban za banem. TO DOPIERO JEST zabawa… 

Można się ubawić, uśmiać… No i SATYSFAKCJA GWARANTOWANA

Niestety prawda jest taka, że coraz trudniej się robi takie rzeczy… 

Tak, tak, ta sztuka ginie! Kto teraz potrafi rozgrzać atmosferę do czerwoności, wkurzyć pół grupy i na dodatek wyjść z tego bez szwanku? 

Dlatego z dobrego serca udzielę kilku porad, . 

Kochana TROLLINKO 

Jeżeli chcesz kogoś zdenerwować to: 

piątek, 7 czerwca 2019

Robale i czytelnicy? To nie jest dobry duet!




Jako, że łasa jestem na pochwalne recenzje moich książek ( tak, tak, to okropne, ale jestem! Przyznaję się bez bicia – zresztą pokażcie mi autora, który nie jest), a one czasami się zdarzają i chciałabym je oczywiście przeczytać, a nie jestem jakimś duchem, żeby wiedzieć co jak i gdzie… założyłam sobie ( tak to się mówi?) ALERT GOOGLE 

Dostaję powiadomienia jak gdzieś coś się pojawi i zawiera moje nazwisko. Jako, że Iwon Banach wiele jest na świecie (imię już jakby mniej popularne, ale nazwisko…) dostaję przeróżne dziwne powiadomienia, ale… Niestety i takie, które co prawda dotyczą mnie, ale wcale nie mam ich ochoty czytać, no ale wiadomo, żeby sprawdzić. Trzeba zobaczyć co to jest. 

czwartek, 6 czerwca 2019

Oko pustyni - i co dalej?


RICHARD SCHWARTZ

OKO PUSTYNI

INITIUM

„Oko pustyni” to trzeci tom genialnej sagi fantasy zatytułowanej Tajemnica Askiru, cudnie zapoczątkowanej przez „Pierwszy róg” recenzja TUTAJ i Drugi legion, recenzja TUTAJ

Wyraźnie słychać już moje zachwyty, więc pewnie ciekawi jesteście co to w tej książce jest takiego fascynującego. 

Od razu powiem, że książkę tę można czytać bez znajomości poprzednich tomów, ale to jakby jeść lody bakaliowe bez bakalii. Owszem, dobre, ale bakaliowe z bakaliami jednak lepsze, dlatego zachęcam byście sięgnęli i po poprzednie tomy. Zresztą „te bakalie” to fascynująca historia Zakory, ciemnej elfki i jej prób zrozumienia tego jak funkcjonują ludzie, ostrza spójni i ich moc, przedziwna miłość Havalda i Leandry, Janos, który nie był tym za kogo się podawał… 

Tu zresztą wszyscy mają swoje większe i mniejsze tajemnice. 

A te są trudne do rozszyfrowania. 

Zresztą książka i tak zaczyna się od krótkiego podsumowani poprzednich dokonań dziwnej, skleconej naprędce, ale bardzo ze sobą związanej drużyny. 

A dokonań jest wiele. Wędrówka w celu zdobycia sojusznika w walce z potężnym imperium Thalak przysparza jednak drużynie o wiele więcej kłopotów niż można by sobie wyobrażać. Ktoś chce ich złapać, zabić wymordować wszystkich razem i każdego z osobna. 

Nawet ciemna Elfka Zakora nie jest bezpieczna, choć jej wiedza i zdolności medyczne ( bo winogrona się skończyły) ratują wszystkim życie… 

W tym tomie Havald wreszcie spotyka się z uprowadzoną wcześniej Leandrą, która bardziej niż dobrze radzi sobie z wrogami

Havald styka się z proroctwem, które, jak to w proroctwach bywa nie jest całkiem zrozumiałe, ale wygląda na to, że występuje w nim on sam, choć proroctwo jakby nie dotyczy jego. 

To co kocham w tej serii i w tym stylu opowiadania, to logika. Autor wymyśla rzeczy całkowicie nieistniejące, wymyśla bogów, wróżów, morderców i nekromantów, oraz przedziwne stworzenia, a jest we wszystkim LOGICZNY! 

Nie ma tu niepotrzebnej siekaniny na miecze i pokrwawione flaki, choć owszem krew się leje, oj leje… Nie ma ciskania magią i nadprzyrodzonych wybuchów, głupawych napisanych tylko po to, żeby „coś się działo”, albo „żeby dodać magii, siekaniny, czy seksu”. 
Bohaterowie, choć żyją w jakimś „gdzieś”, które przypomina nieco bliskowschodnie średniowiecze są bardzo realni i prawdziwi. 

Nie jest ważne, że obcują z magią, ale kiedy obcują z innymi są naturalni i prawdopodobni, a jeżeli nie mogą być, to jest to przygotowane i opisane tak, że czytelnik to przyjmuje jak fakt, a nie jak jakąś wyssaną z palca bajkę. 

Jest tu trochę lokalnej polityki, ale to bardzo logiczne. Dużo mrocznych tajemnic, artefaktów i… 

Ten tom jest nieco może spokojniejszy od poprzednich, ale ten spokój nie jest tak spokojny jakby się wydawało… 

Przyznam, że książkę pochłonęłam w jedną noc. 

Jest świetna. Kto lubi fantasy będzie zachwycony, kto nie lubi, a natknie się na tę książkę też się zachwyci, bo to misterna opowieść o przyjaźni, miłości, lojalności i powołani. O tym co trzeba, co można, a co należy… 

Przyznam, że byłam ciekawa co wymyśli autor, bo wydawało mi się, że trzeci tom, po dwóch tak dobrych to dla autora wyzwanie, ale wyraźnie Richard Schwartz skrywa jeszcze wiele tajemnic swojej wyobraźni i pewnie niedługo się o tym przekonamy! 


środa, 5 czerwca 2019

Dzień matki - zwłoki zamiast kwiatów.

NELE NEUHAUS

DZIEŃ MATKI

Media rodzina


Matka to w naszej kulturze istota najświętsza i najgorsze zło (często w tym samym czasie). Wielu psychologów hołubi teorię, że wszystko co złe w człowieku, to wina matki…I nie jest wcale ważne jaka jest, przybrana, rodzona, przyszywana, dobra, zła, okrutna, adopcyjna, kochana, zaborcza czy nieobecna… 

No właśnie. Nieobecna. 

„Dzień matki” Nele Neuhaus to kryminał poruszający to co w życiu człowieka jest najdelikatniejsze, czyli dzieciństwo. Rodzinny dom dziecka, jak z koszmarów (tych gorszych), ludzie, którzy się tam wychowali i ktoś, kto morduje kobiety. 

niedziela, 2 czerwca 2019

HAZEL WOOD - niebajkowa bajkowość

MELISSA ALBERT

HAZEL WOOD

MEDIA RODZINA


Wczoraj w nocy nieopatrznie, jako bajkę na dobrą noc, (i na dobranoc też) zaczęłam czytać i przeczytałam Hazel Wood i jak możecie się domyślać, była to doskonała lektura, tylko noc trochę jakby mniej bo śniły mi się...no cóż. Hmmmm. Bajki. 

Ta powieść już od początku klimatem i niektórymi założeniami przypomina „Krainę Chichów” Jonathana Carrolla, choć tylko w stosunku do kreacji świata i osoby i roli autora jako twórcy i stwórcy, przynajmniej tak początkowo się wydaje. Podróż w poszukiwaniu tego świata, choć z założenia nieco inna niż u Carrolla też mocno tu pasuje, ale rozwój akcji prowadzi nas potem bardziej w kierunku Pratchetta i jego „Wyprawy Czarownic”.

sobota, 1 czerwca 2019

Podaruj mi jutro

ILONA GOŁĘBIEWSKA

PODARUJ MI JUTRO
MUZA


„Podaruj mi jutro” to książka, wchodząca w klimaty powieści obyczajowej, jednak nie jest to zwykła powieść obyczajowa, raczej doskonale przemyślana, przewrotnie wpleciona w życiowe i historyczne zawirowania saga rodzinna kładąca duży nacisk na czas przemijania i samo przemijanie. 
Istotnym elementem jest tu ukazanie wartości każdej życiowej decyzji bez względu na to, czy podjęta została świadomie, czy wymuszona przez życie.