piątek, 28 czerwca 2019

W szczękach paczkomatotwora - straszliwa i krwawa historia pewnej książki.


Kilka dni temu Marcin Pałasz, ten sławny, od książek o Elfie wysłał mi książkę. Cudnie się złożyło. Aby jednak pobudzić moje wypalone w tym upale komórki do działania wysłał ją paczkomatem. 

To co się działo potem opisuję tutaj ... 

Jestem ofiarą, ale także produktem jakże bardzo „pedagogicznego” podejścia do dzieci, które objawiało się kiedyś mocno zaakcentowanym wyrażeniem „Wstyd! Co sobie ludzie pomyślą!” i do teraz podlegam dyktatowi tego pedagogicznego koszmarka, choć właściwie zdaję sobie sprawę, że wchodząc do Tesco ( gdzie jest paczkomat) ludzie myślą raczej o cenie kiełbasy na grilla czy ilości piwa do lodówki, a nie o tym co za wygibasy wyczynia ta dziwna kobieta przy wejściu. 

Jestem też nieuleczalną katastrofistką, która potrafi sobie wyobrazić wszelkie możliwe ( i niestety niemożliwe też) katastrofy związane z daną sytuacją. Wyobrażał sobie ktoś, że pożera go paczkomat? A może rękę urwaną przez jego drzwiczki? Wybuch panelu sterujące? Jeżeli nie, to nie znacie życia! 

Ja wyobrażam sobie to wszystko, plus dodaję jeszcze kilka pomniejszych katastrof. 

Na przykład to, że woda zmyje drogę i nie dostanę się gdzie trzeba, albo że na przykład szafka z książką będzie za wysoko, żebym mogła dosięgnąć... 

Mimo to poszłam dzielnie do tego stwora i zaczęłam odbierać paczkę. 

Myślicie, że wszystkie guziczki i cudeńka pominę? Otóż nie. To było tak ( Dialog z córką) 

- Daj ten telefon, daj, co robisz, aał, nie w oko! Odłóż tę bagietkę!

- Przestań, nie dam. Ja to zrobię. 

- To naciśnij… Nie tu! Nie tu, po lewej! Przestań, to czerwone, to u dołu! 
Nie tu, to pomidor! ( własnie z zakupami wyszłyśmy ze sklepu)

- Nie, zaraz, wpisz to tu. Nie, nie tu, tam, ale tu. O! Ten numer...

- Nie, ten, nie te! To jest numerek do lekarza na za pięć lat,  ten drugi... 

I nagle szczęk ( jak w szczękach) coś się otworzyło i zamierzało zeżreć mi głowę... 

Gdyż…. 

Cóż, jeszcze dwadzieścia lat temu byłam osobą w miarę wysoką, miałam 158 centymetrów wzrostu. Teraz jednak wysoka już nie jestem, choć nadal mam 158 centymetrów, a to dlaczego? 

Dlatego, że wszyscy dookoła mnie wyrośli na ponad dwa metry! Po co? Zupełnie nie rozumiem. 

Doszło do tego, że jako nauczycielka sięgałam swoim uczniom do łokcia! 

„Wstyd, co sobie ludzie pomyślą” pomyślałam nie raz i nie dwa. Najgorsze jest jednak to, że wszystko jest teraz robione dla wielkoludów. 

Paczkomaty też. 

I dzięki Bogu, że córka przerosła mnie o kilka centymetrów bo wydobyła paczkę z czeluści potwora. 

I oto mamy!!!
O książce napiszę nieco później, jak ochłonę.

11 komentarzy:

  1. Hihi :D Najważniejsze, że jednak niczego Wam nie odgryziono, paczkomat nie zaczął Was gonić w celach konsumpcyjnych (bądź zalotnych), i że książka bezpiecznie została przezeń uwolniona :D Uściski! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak zalotny paczkomat goniący ofiarę po tescowskim parkingu.... to coś w twoim stylu :) Dziś poczytam sobie książkę, nie ukrywam, że takie uwielbiam! Jestem zdziecinniała :)

      Usuń
  2. Brawo! Udało się Wam ;D ... ja jeszcze z tego stwora nigdy nie korzystałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za dobre słowo. Lubię wyzwania, a to było pouczające :) No i ciut niezwykłe też :)

      Usuń
  3. O! a ja tej akurat nie czytałam! W przyszłym tygodniu poszukam w biblio bo się nieco nie na czasie czuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. U... To była groza. Ale spróbuj się dodzwonić na infolinię i zgłosić problem, gdy paczkomat się zatnie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. Raczej niebezpieczne... Pewnie będzie mi się śniło :)

      Usuń
  6. Nie ja nie cierpię takich nowoczesnych urządzeń chociaż na stare lata musiałam się nauczyć obsługi najpierw komórki potem komputera następnie kasy fiskalnej no i unikam jak mogę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie lubię się uczyć nowych rzeczy, co nie przeszkadza mi się ich bać i wyobrażać sobie koszmarów... :)

      Usuń