sobota, 15 czerwca 2019

Książkę w tydzień? Napisać??? NIEMOŻLIWE!


Wczoraj w nocy w tym piekielnym upale musiałam spać przy zamkniętym oknie. To wina któregoś z sąsiadów (a mam ich akustycznie bardzo wielu), który zdecydował, że będzie o pierwszej w nocy tłukł kotlety. Zupełnie nie rozumiem po co tłuc kotlety o pierwszej w nocy i po co do tego tak straszliwie wrzeszczeć? 

Rano okazało się, że jednak to nie kotlety, a chiński masażer do pośladków, który wyrwał się facetowi spod kontroli, babka z drugiej klatki mówi, że to ten co chodzi teraz z obandażowaną głową i będzie musiał malować ściany, bo krew nie za dobrze wygląda w salonie. 

Ale ja nie o tym, ja o pisaniu książek. Otóż zobaczyłam ostatnio kilka zachęt internetowych w stylu. „Napisz książkę w dwa tygodnie”, „Dwadzieścia dni do bestsellera”, „ Poświęć kilka dni napisz dobrą książkę” i postanowiłam się temu przyjrzeć. 

Nie liczcie na miły tekst, przez faceta od kotletów nie mogłam spać, a więc jak zwykle będę wredna. 



Wzięłam pod uwagę opcję 14 dni. Czyli 14 razy 24 to 336 godzin. Jeżeli odjąć osiem godzin na sen to zostanie 224, niestety ludzie nie tylko śpią, ale jedzą, kopulują (choć tylko nieliczni szczęściarze, więc nie ma co tego brać pod uwagę, a poza tym mogą się powstrzymać) wydalają (tego czasem powstrzymać się nie da), robią zakupy, sprzątają, zajmują się dziećmi i pracują… 


Taka jest zasada, zanim napisze się bestseller też trzeba jeść, więc trzeba też pracować… 


Tak więc jeżeli odejmiemy 7 godzin dziennie na pracę i 3 godziny dziennie na wszelkie inne czynności to zostaje nam 88 godzin. 


Przez te 88 godzin musimy napisać tekst. 

Musi w nim być jakieś morderstwo w miarę brutalne (to się sprzedaje) albo romans (w miarę łzawy), kilka opisów gorącego seksu i kilka zwrotów akcji. 


O seksie pisze się trudno, bo polskie nazewnictwo abo śmieszy, albo dziwi, ostatnio czytałam o „berle rozkoszy” i o „owocu rozgrzanej niemocy”. Ta rozgrzana niemoc, normalnie na ulice się z nieba leje, więc berłem rozkoszy może być tylko chłodny prysznic, ale co ja tam wiem... 


Musi być też kilka zwrotów akcji i to lepiej nie w stylu: 

Nagi facet leży postrzelony na ulicy, na klatce piersiowej dwie rany cięte. Podchodzi do niego policjant i stwierdza:

- To dziewiąty miesiąc! Przyślijcie karetkę, ona rodzi…

Do tego powinno być kilka dialogów, i jeden czy dwa opisy. 

Z dialogami bywa trudno. 

Więc proszę:
- Cześć – powiedziała ona – idę do domu. 
- Cześć – odpowiedział – ja też.

To przykład tego co możecie sobie darować. 

Lepiej podsłuchiwać sąsiadów:

- Zabiję cię ty (piiip), jak mogłeś mi to zrobić?! 
- Przepraszam… Przepraszam! Już więcej tego nie zrobię! Obiecuję! Ał, nie bij! Nie młotkiem! 
- Nie młotkiem? Teraz nie młotkiem?! A kto kupił kilo pietruszki w cenie schabu? No kto? 

Dialogi o pietruszce też bywają ciekawe, a sąsiedzi przydatni. 


Tylko, że nie łudźcie się, sąsiedzi nie kłócą się codziennie, nie wszystko nadaje się do zapisania. 


I teraz kwestia znaków. Powieść powinna mieć ich co najmniej 350 000. To nie tak dużo ( będzie naprawdę cieniutka), ale to jest tekst, który trzeba wymyślić i wklepać. 


I to wszystko w 88 godzin, czyli około 4 doby???


NIEMOŻLIWE!


Słyszałam o osobach, które są w stanie napisać 15 000 znaków jednego dnia, ale to rzadkość i na dodatek są to osoby z dużym doświadczeniem, a i one nie są w stanie tak pisać bez przerwy … A te zachęty, kursy i poradniki są dla debiutantów, którzy wierzą w cuda. 


No cóż, ale internet coraz bardziej jest od tego, czyli od cudów.

11 komentarzy:

  1. dziękuję. Już myślałem, że to ze mną coś nie tak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, ludzie są normalni ( szczególnie ci normalni), tylko internet bywa dziwny :)

      Usuń
    2. Nie wierzę, żeby ktokolwiek, nawet geniusz potrafił napisać książkę w takim czasie. Wykluczone. Ja pisałam moją powieść ponad dziesięć lat! Ma co prawda trzy tomy i 1400 stron, ale obejmuje sześć lat życia mej bohaterki. Od roku 1860 - 1866.Wiem jak trudno jest niekiedy zebrać myśli, by przelać je na papier. Wiem ile razy darłam napisany tekst (pisałam na maszynie, bo nie miałam komputera) i klęłam jak szewc, bo nic mi nie wychodziło. Dla mnie dialogi nie były trudne, ale kawałki psychologiczne. jednak mówiono, że mi sie udało. Znam wszystkie bóle pisarki, łącznie z szukaniem wydawcy, a potem pokorne zgodzenie się na mizerna zapłatę. Ludziska piszą bzdury, nie mając pojęcia o tym, co piszą. Stąd to stwierdzenie, w ile dni można napisać książkę. Pięknie się kłaniam.

      Usuń
    3. Bo ludzie chcą wierzyć w bzdury, które dają im poczucie komfortu, że "co to dla mnie", oraz sprawiają, że zmniejsza się szacunek do osiągnięć innych... A tak naprawdę to tylko okłamywanie ludzi, żeby nabić sobie klikalność.

      Usuń
  2. Wiesz, tu nawet nie problem w ilości znaków (ja piszę szybko, jeżeli piszę ;) ale w tym ile z tego potem trzeba wykasować i napisać od nowa. Już nie wspominam o procesie twórczym dojrzewaniu do podjęcia tematu, badaniach w terenie, bibliotece i necie... ale z drugiej strony Simenon pisał powieść w tydzień. Na maszynie. Najpierw tworzył fabułę, miał wszystko dograne, do dzieci sprowadzał lekarza żeby mu nikt głowy choróbskami nie zawracał. Robił przerwy na konsumpcję, fizjologię i spanie. Powieści liczyły 140, 170 stron. Logistyka ma znaczenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Logistyka, jasne, ( ale to był facet) miał jakaś pomoc w postaci żony, matki, teściowej, czy ja wiem, baby tak dobrze nie mają :( ale też i nie zawsze się da.

      Usuń
  3. Niektórzy mają talent do pisania ale faktycznie czasem trzeba sobie zrobić przerwę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy w takie rzeczy nie wierzę. Może to nie do końca adekwatny przykład, bo dotyczy scenariusza filmowego, ale J.K.Rowling jeśli pamięć mnie nie zwodzi przy premierze drugiej części ,,Fantastycznych zwierząt'' chwaliła się jak szybko udało jej się napisać scenariusz do tego filmu. Kto widział ten film ten wie ile błędów w nim było.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale... miała opanowane całkowicie postaci, uniwersum, pomysł... To jednak nie jest od zera w dwa tygodnie.

      Usuń
  5. Ja wierzę, że napisanie książki w tak krótkim czasie jest jak najbardziej możliwe. JEDNAKŻE jaka będzie tego jakość? Czytałam książki, które powstały w krótkim czasie i efekt był lepszy bądź gorszy. Osobiście zakładam jednak, że na napisanie książki potrzeba poświęcić trochę więcej czasu niż tydzień, czy wspomniane przez Ciebie 88 godzin.
    Może faktycznie idzie to szybko, jeżeli ktoś wcześniej rozplanował sobie w notesie, co po kolei będzie się działo, strona po stronie, ale... i tak dość trudno mi uwierzyć, że każdy może napisać bardzo dobrą książkę w tak krótkim czasie za sprawą magicznego poradnika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I w tym chyba cały problem. Bo jeżeli ktoś zaczyna dopiero pisać, to może jednak powinien poświęcić ciut więcej czasu na takie "pisanie", ale nie naskrobać i być z siebie dumnym. Tekst, który się "odleży" przeczytanie raz jeszcze tylko zyskuje na poprawkach, a takie pisanie "instant" to czasami koszmar...

      Usuń