Towarzystwo wzajemnej adoracji. TAK, TO JEST TO.
Waśnie postanowiłam założyć TOWARZYSTWO WZAJEMNEJ ADORACJI gdyż jest mi potrzebne, a wręcz niezębne do życia!
A że wszyscy mnie podejrzewają o to, że do niego należę, z braku tegoż, założę własne.
Otóż, jak tylko polecę jakąś książkę, ze względu na to, że sama też piszę, ktoś mi zarzuca właśnie coś takiego. Nie ważne, czy tę osobę znam, czy jej nie znam, zraz jestem w tym towarzystwie, Normalnie Illuminati jakieś pisarskie, czy coś.
Teorie spiskowe na poziomie najwyższym, jeżeli pani X poleciła książkę pana Y to świat się kończy, depopulacja albo ewentualnie chodzi o kasę. I to nie o jakąś tam głupią kasę w Biedronce (gdzie pisarze powinni siedzieć, a nie marudzić, ze ich nikt nie wydaje, czy nie kupuje), chodzi o kasę wielką, że można by masło chociażby kupić.
I wszystko staje się złe, a to co polecane najbardziej.
Jeżeli jakiś inny pisarz poleci moją książkę to też z automatu moja książka staje się bublem, bo pisarz ją polecił.
Nie szewc! Nie cukiernik, ale pisarz. NIE DO-PO-MY-SLE-NIA!
I choć każdy pisarz poza byciem pisarzem jest jeszcze ojcem, matką, kierowcą, piekarzem albo farmaceutą to NIE MA ZNACZENIA! Jak pisarz polecił to jest do dooopy.
Bo?
Bo jak wyżej.
Ja „na ten przykład” jestem nauczycielka, tez nie za dobrze….
Dlatego potrzebne mi jest właśnie Towarzystwo wzajemnej adoracji!
Nie wykluczam, że ono gdzieś istnieje, ale nie mam do niego dostępu! Przy okazji przepraszam koleżanki i kolegów po piórze (tudzież klawiaturze), że polecam ich książki, z całego serca się kajam, nie wiedziałam jaki będzie tego skutek!
Ale wracając do tematu.
Zadziałam na prostej zasadzie.
Skoro już wszyscy podejrzewają mnie o dom z basenem, to walnę sobie ten basen choć w piwnicy. Nawet sanitarny! A co, na ten na pewno będzie mnie stać!
To znaczy założę własne Towarzystwo Wzajemnej Adoracji.
Zbieram zapisy.
I jakby co to wreszcie będę wiedziała za co zbieram cięgi.
Tylko nie wiem jak to jest. To towarzystwo tak znienawidzone przez ludzi, czy ono jest przypadkiem jakieś nielegalne bo jeżeli jest legalne to czego się ludzie czepiają?
I byłoby miło, żeby wreszcie znaleźć towarzystwo sympatyczne, miłe, takie do pogadania o książkach bez tego ciągłego hejtu, że dialogi za długie, opisy za drętwe, bohaterki się nie pieprzą jak królice, że mafii za mało, że trudnych słów pełno i stron za dużo.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz