wtorek, 4 sierpnia 2026

Odrobinę KULTURY poproszę!

To co mnie dziś spotkało jest idealnym przykładem tego, że AI się do czegoś jednak przydaje.

 Mnie dziś UCZYŁO KULTURY!


Tak. Naprawdę, ale żeby to wyjaśnić muszę opisać pokrótce całe wydarzenie, inaczej moja lekcja kultury. Zamówiłam do paczkomatu jedzonko. Dobre, takie, że mniam!

I co zrobił paczkomat? Nie chciał otworzyć mi skrytki, to znaczy chciał, ale nie mógł.

Upał, że się leje z nieba, mojr jedzonko piecze się w paczkomacie, a szkoda, bo nie miało być pieczone.

Słońce wali, rozgrzewa mnie do czerwoności, oczy wyłażą mi z orbit głowa paruje, pocę się jak świnka Pepa na ruszcie, ale nic.

Dzwonię.

Jak paczkomat nie może to trzeba dzwonić. No cóż.

Coś lub ktos odbiera telefon i stwierdza, że moim konsultantem będzie AI.

Nie mam wyboru.

Konsultant oświadcza, ze mnie nagrywa i zaczyna mi tłumaczyć jak chłopu na między jak otworzyć skrytkę gdzie wpisac kod, jak pobrać aplikacje, w skrócie, zaczyna od dinozaurów. Przeczekuję.

AI pyta mnie, czy już jestem zadowolona.

Odpowiadam, że nie i ponawiam prośbę o otwarcie skrytki.

AI (i tu już wymiękłam) znów zaczyna pod dinozaurów, czyli po raz kolejny zaczyna mi wyliczać sposoby na otwarcie skrytki. To trwa. Z nieba leją się stopnie Celsjusza.

Nie wytrzymałam!

- DEBIL– krzyknęłam czym zastopowałam słowotok maszyny.

I nagle ona odpowiedziała.

PROSZĘ ZACHOWAĆ ODROBINĘ KULTURY!

I tak właśnie się stało bo zaniemówiłam.

Żeby mnie? Jakaś maszyna? No piiiip (tu wstaw przekleństwo) tak potraktowała? To piiiip (tu wstaw przekleństwo), piiiip (tu wstaw przekleństwo)… Mnie?

W końcu otworzył mi skrytkę.

Więcej się do niego nie odezwałam, ale jka ktos mi powie, że AI do niczego się nie nadaje, to jednak nie będzie miał racji.

Inna sprawa, gdybym była napakowanym osiłkiem, to nie wiem jak by teraz wyglądał paczkomat...

sobota, 1 sierpnia 2026

Ktoś pisze żeby czytać mógł ktoś?



Od jakiegoś czasu kupuję abonament na Empik GO i płacąc jakieś 50 PLN miesięcznie (około) czytam sobie co chcę. Albo czytałam, bo teraz to już nie mam żadnych szans.

Zazwyczaj robiłam tak, wchodziłam w reportaże, przeglądałam nowości, albo to co się pojawiło właśnie w abonamencie i mój głód na reportaż zostawał satysfakcjonująco zaspokojony.


Kiedy miała ochotę na jakąś komedię kryminalną wchodziłam w kategorie „kryminał”, i tam omijając te poważne, na które w danym momencie nie miałam ochoty wyszukiwałam sobie coś fajnego.

Tak było.

Niestety już nie jest,


Nagle zaczął mnie prześladować Bruno Błoński. To znaczy nie tak, wcześniej był Max Paradox i kilku innych, ale Bruno daje mi do wiwatu szczególnie, dlaczego?

Bo facet, (chyba facet, bo jest to raczej twór niż osoba), ostatnio zalał katalogi Empik GO swoją twórczością. Napisał (choć raczej stworzył) ponad osiemset pozycji, a liczyłam pobieżnie (piszę "pozycji" bo tu też nie wiedziałam co napisać, naprawdę trudno to nazwać książkami), które wytworzone za pomocą AI, albo nawet przez samo AI mają po 12 stron, w porywach do 24, dziwaczne tytuły, sztuczne okładki i zabierają miejsce oraz spokój ludziom takim jak ja. On sam pewnie coś zarabia, ale czy to w ogóle tak powinno wyglądać?

No dobra, reportaże to jeszcze, jeszcze. Co prawda autor pisze o wszystkim, a dokładnie o czym popadnie, o piwie, kuchni portugalskiej, snach, historii jazzu… Niestety zaczął pisać kryminały i fantastykę, nie sprawdzałam co jeszcze, ale przy tej płodności chyba można się spodziewać wszystkiego.

A wszystko po kilka, kilkanaście stron tekstu z bezsensem i błędami.

Trafiłam nawet na pozycję która ma jedną stronę (nie zapisałam tytułu,wtedy jeszcze nie byłam dostatecznie wkurzona) I teraz tak. Na tej platformie jest podobno 240 000 pozycji. Niedługo większość będzie wytworzona przez AI i naprawdę nie będzie się nadawać do czytania.

Chyba trzeba się pożegnać z Empik GO, bo nie chcę płacić za dostęp do czegoś takiego.

niedziela, 26 lipca 2026

Pisarze, piszecie dla IDEI, czy dla PIENIĘDZY?


Wczoraj wieczorem grzebiąc się w jednej z platform czytelniczych (legalnych) w poszukiwaniu czegoś do czytania wpadłam na książkę jednego z bardziej znanych i poczytnych pisarzy. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie opinia pod tą książką. Nie podam tytułu, ani nazwiska autora, bo nie o jednostkową opinię tu chodzi, ale o całokształt.

Opinia, która uderzyła we mnie jak grom z jasnego nieba (tudzież wszystkie inne gromy) była zaskakująca.

A brzmiała ona.

„Książka średnia, widać, że napisana, żeby zarobić pieniądze”

I nagle dotarło do mnie, że osoba pisząca tę opinię naprawdę niewiele wie o świecie i wcale nie o pisarski świat chodzi.

Jak coś jest zrobione „dla zarobienia pieniędzy” musi być dobre, bo inaczej nikt tego nie kupi, pisanie dla idei jest skazane na porażkę, ideą się człowiek nie naje toteż ideowcy wymarli lata temu.

Z głodu, choć i gruźlica też się do tego przyczyniła.

Ludzie! Czytelnicy kochani!

Książki pisze się po to żeby zarobić pieniądze! TO JEST PRACA!

Pisarze też muszą jeść!

Pokutująca w Internecie opinia, że autor żywi się weną jest naprawdę błędna. Autor za każdą książkę dostaje pieniądze, (niestety nie tyle co na okładce), dostaje czasami złotówkę, czasami nawet mniej, ale czasami też więcej. Często pozwala mu to na kupienie chleba, masła, a nawet salcesonu, choć ludzie uważają, że pisarzom salcesonu jeść nie wolno, ani kaszanki, ani nawet wędzonych uszu! Autor powinien jeść szynkę (parmeńską de preference z truflami bo to eleganckie), a kiełbasę tylko w sytuacjach ogniskowych i z niechęcią, żeby podkreślić, że jest wielki, ale z ludem się brata, kiedy mus.

Trzeba przyznać, że słyszałam o pisarzach, którzy lubią być okradani, bo uważają, że to dobrze o nich świadczy.

Ja jednak wtedy czuję taki dysonans, jeden pisarz chwali się, że sprzedał cały nakład powieści i zarobi za to może z pół najniższej krajowej, (o ile nie jest wielki i bardzo znany) a więc bez luksusów, ale ktoś to kupił i zagłosował portfelem, że książka jest dobra, a drugi chwali się, że na gryzoniu ukradziono mu już kilka tysięcy plików i TO DOPIERO jest wielkość.

Mnie to przeraża.

Nie lubię być okradana i naprawdę lubię, kiedy ludzie kupują moje książki.

A jak wy?

Kochani znajomi pisarze, piszecie dla pieniędzy, czy tylko dla idei?

sobota, 25 lipca 2026

Reklama prawdę ci powie NIESTETY!

 

Każdy zna to uczucie wściekłości, kiedy po tym jak kupi przez Internet coś przydatnego zaczynają go nawiedzać reklamy dokładnie takich samych przedmiotów. Wściekłość to jeszcze nic, czasami pojawia się tez zażenowanie, kiedy musiałaś kupić deskę klozetową albo czopki doodbytnicze, a tu odwiedza cię kandydat na kandydata...

Ja rozumiem ideę, rozumiem reklamę, ale to to już przegięcie.

Każdy, nawet średnio inteligentny dziennikarz mógłby po prostu to jakoś zróżnicować cen pęd, ba nawet średnio inteligentny bot, czy algorytm mógłby to zrobić założywszy, że mało kto kolekcjonuje czopki doodbytnicze czy deski klozetowe, choć nie przeczę, zboczenia się zdarzają.

Sama znam człowieka kolekcjonującego maści na hemoroidy.

Mogło by być tak, że kiedy kupiłeś kukułki (cukierki oczywiście) to reklama podpowie ci choć karmę dla skowronków. Prawda, że to łatwe?

Rozsądniejsze byłoby pójście w inną stronę, kupiłeś kukułki, to może reklama ptasiego mleczka by była na miejscu? Rozsądek podpowiadałby nawet jakieś kocie języczki, bo i cukierek i stworzonko, ale rozsądku od dziennikarzy i botów nie wymagajmy, to coś nieosiągalnego. 

No chyba, że ktoś wyprodukuje wędzone karaluchy w czekoladzie.

Ale można by choć trochę inteligentniej. Kupiłeś wełnę na sweterek? Algorytm mógłby zaproponować ci wełnę stalową. Kupiłeś pojemnik na proszek do prania? Dostaniesz reklamę trumien. W koszyku umieściłeś zgrzewkę wody mineralnej? Natychmiast zaproponują ci leki moczopędne, ale nie.

To jednak niestety nie ma prawa być inteligentne, reklamy przecież nie po to są!

One mają być upierdliwe, powtarzalne, a jeżeli się da zawstydzające, bo teraz po wizycie na Allegro dostajesz swoiste „memento” i z rozrzewnieniem patrzysz na swoje zakupy sprzed wieków. O, kupiłem grabie ogrodowe, a jakie były poręczne, dziś już takich nie produkują, albo buty na obcasie? O jej kiedy to było! I co? Zalewasz się łzami zamiast sięgać po portfel...

Odwiedzając dowolne strony widzisz dosłownie wszystko! Wszystko to co kupiłeś.

I to może być naprawdę paskudne. Znam dziewczynę, którą rzucił chłopak, kiedy w reklamie jej laptopa zobaczył maść na szczury!

To jednak nie wszystko.

Otóż trwają prace nad tym, żeby istniał obowiązek pokazywania przyszłym pracodawcom stanu swoich reklam na dzień rozmowy kwalifikacyjnej.

Całe setki specjalistów pracują już nad ich interpretacją.

Maść na hemoroidy? Leń, ból doopy, nie usiedzi na jednym miejscu, prawdopodobnie będzie plotkował.

Książki? Marzyciel, będzie robił wszystko wykosić szefa, może zagrażać integralności grupy, przyszły alkoholik, ewentualnie, o zgrozo pisarz.

Karma dla kota? Nieodpowiedzialny, nie kocha zwierząt, nawet mu się nie chce do sklepu…

Makaron? Roszczeniowy. Zdziecinniały. Za dużo je.

Ser z truflami? Roszczeniowy, zdziecinniały, smakosz, będzie prosił o podwyżki!

Kiedy przyjrzałam się temu co „na dzień dzisiejszy” jak to się brzydko mówi jest u mnie tapecie, znaczy na tablecie, to wychodzi mi wełna stalowa, szampon dla alergików i sałatka tabbouleh…

Znaczy, że wkrótce zaczynam pisać nową książkę.

A jak tam u was...

poniedziałek, 29 czerwca 2026

Internet to stan ciągłego zagrożenia.



Wczoraj w nocy dowiedziałam się, że kuchenka gazowa chce mnie zabić z powodu upału, co o tyle mnie zdziwiło,  że powiadomiono mnie o tym późną nocą i to przez alert RCB. 

UWAGA STRZEŻ SIĘ!

Nie wpadam w panikę, kuchenkę mam od zarania dziejów, upały też jakieś bywały, żyję. Może jakoś się uda. Potem dowiedziałam się, że woda nie nawadnia, że sól jest lekarstwem na wszystko, że nie wolno jeść makaronu, glutenu, glutaminianu sodu oraz krwawego avocado.

Teraz czekam na zabójcze zamiary sprzętów gospodarstwa domowego, na szczęście nie mam termomixa, bo to podobno terminator w świecie AGD.
Przyczaja się nocą, włącza i robi kotlety z gipsu z rozmarynem i nutką lawendy, po czym rzuca nimi we właścicieli.

Ale to tylko sprzęt, jest jeszcze

DIETA niemiej mordercza.

Surowe owoce sklejają jelita, mąka jest trucizną, bo każdy kto ją kiedykolwiek jadł lub zje, niechybnie umrze.

Kawa zabija, chleb zabija, wódkę można pić, bo jest dla ludzi, ocet też, bo pomaga się odchudzać, ale broń boże owsianka z owocami.
Najzdrowsze mięso to wołowina  wagyu, ledwie 1099 za kilogram a durni Polacy nie chcą jej jeść!

Oddychanie zabija.

Wszyscy umrzemy.

A zapomniałam. Najgorsze co można pić to NIE alkohol, cola czy energetyki, ale… napoje dietetyczne.

Dobra, nie znam się, postanowiłam przestać jeść, pić i oddychać, ale co mi to da? Może zaoszczędzę na 10 deko wołowinki?
A nie, bo czerwone mięso zabija!

Ale, ale musze pracować!
Książka się sama nie napisze…

Choć jak widzę to też nie jest bezpieczne wyjście.

Książki są groźne! Ludzie opamiętajcie się!


Romanse, romantyzują małżeństwo, a małżeństwo wcale nie jest takie cacy, to patriarchat w białych rękawiczkach.

Komedie romantyczne? - Nie wolno żartować z uczuć!

Kryminały? - Wstydzilibyście zarabiać na cudzej śmierci!

Komedie kryminalne? - Jak można śmiać się z tragedii?!

Erotyki? - Porno się ogląda, a nie czyta!

Fantasy? - Nie, no ludzie, czas dorosnąć, a nie bajki czytać!

Komedia funeralna? -  Jaj ze zwłok sobie robić nie należy!

Powieść w środowisku kościelnym? Zakonnym? - Wstyd! Nie wolno! Zakaz! Polak tak nie robi!

Powieść historyczna - po co? Sienkiewicz dla pokrzepienia wystarczy, resztę można pominąć.

CZYTANIE ZABIJA!


I tak dalej.

I nagle widzę, że wszędzie jest zagrożenie, śmierć oraz nieodpowiednie zachowanie.
Czy myśmy przypadkiem nie oddali Internetu we władanie frustratów?

A wy w stosunku do swoich powieści jakie mieliście zarzuty?

niedziela, 24 maja 2026

Post nieco przeterminowany...


Udostępnianie starych postów nie ma sensu w ogóle, ale czasami ma go jeszcze mniej. Wczoraj zobaczyłam post z wychudłym koniem i podpisem „Jutro Zosia idzie na rzeź pomocy, udostępniajcie”.

Problem był taki, że post był sprzed 5 lat i ta sprawa została już jakoś zakończona, albo dobrze, albo źle, ale jednak definitywnie.

Pomyślałam, że może te kilka osób, które udostępniły wiadomość w sumie niezbyt miłą po prostu się zagapiło, tak jak niektórzy z nas przy sprawdzaniu daty ważności soli himalajskiej, albo fasoli mung. Nieopatrznie więc zwróciłam im uwagę, że post jest nieco przeterminowany.

Po czym okazało się, że jestem:

„Łachudrą bez serca, biedny koń cierpi, a ja się czepiam głupot” – fakt, ale mam na swoje usprawiedliwienie to, że daty bywają ważne, zwłaszcza w takich sytuacjach, a pomoc wstecznie nie działa.

„łachudrę bez serca” jeszcze bym znosiła mam mózg i dystans do swoich wad, niestety dalej było tylko gorzej.

- "Wynocha z mojej ściany, mam prawo publikować co chcę” – tu się zgodziłam z prawie całą stanowczością, ma prawo, ale wyjaśniłam, że lepiej by było, żeby posty były aktualne, to pomoc by mogłaby być skuteczna.

Przecież po to się publikuje, żeby pomagać, a tym bardzie kiedy się udostępnia takie przykre wieści.

- Skąd wiesz, że nie będzie? No skąd, ha? Jak śmiesz coś takiego sugerować? Ha? Nie jesteś jasnowidzką. NIE WIESZ.

Otóż fakt, jasnowidzką nie jestem, ale WIEM! Wiem na sto procent.

- Minęło pięć lat. Pomoc nie działa wstecz wstecz, w czasie, przeciecz to niemożliwe.

Pani się zagotowała i rzuciła w mnie argumentem nie do odparcia.

- Bóg wszystko może!

W takiej sytuacji znikam, bo jeżeli już dochodzi do czegoś takiego, to w chwile potem lecą łzy i groźby karalne, oraz jeszcze gorsze wyzwiska, a dewotów się boję, bo tacy ludzie potrafią z bogiem (celowo małą literą, bo chodzi o każdego domniemanego boga) na ustach wbić ci nóż w plecy.

I nie ma znaczenia, że śmiecą, spamują, generują bezsensowny ruch w sieci, liczy się tylko „ja” , skoro „ja mogę areszta ma się zamknąć”.

Moja ściana i wolno mi.

I nikt nie pomyśli jakie to bezsensowne, bo gdzieś tam ktoś naprawdę potrzebuje pomocy, ale zmęczeni tego typu głupotami ludzie nawet nie przeczytajają, bo?

Bo już mają dosyć.

Mają prawo.

środa, 13 maja 2026

Facebookowa empatia z kłami na wierzchu





Zalew durnych, (z kosmosu chyba wziętych, choć bardziej z pewnej niewymownej części ciała) opowieści AI i takich samych filmików, o tym jak to ludzie rozdają innym ludziom przeróżne dobra za DARMO, których (tych filmików) sztuczność i głupota aż bije po oczach i po inteligencji, pokazuje jak bardzo niektórzy ludzie są odklejeni od rzeczywistości.

„Pochylają się z empatia” nad wygenerowanymi obrazami roniąc facebookowe łzy, nad ludzkością. No, ok, jak chcą to mogą, każdy ma prawo nie rozumieć o co chodzi.

piątek, 8 maja 2026

„Straszliwe kłamstwo na temat..."


Lubię reportaże i czytam ich sporo. Wyszukuję je na LEGIMI, czy na Empik Go i delektuję się wieczorami czymś co przybliża mi świat i życie… Aż tu nagle trafiam na ścianę zrobioną z AI. Całe stosy (żeby nie powiedzieć tabuny, bo się mnożą) książek w stylu „Straszliwe kłamstwo na temat... (życia, srania, pogrzebów, seksu, wszystkiego, nie wiem tylko czy jest „Straszliwe kłamstwo na temat straszliwego kłamstwa”)

Jest ich tyle, że trudno się przez nie przebić. Autorem jest coś (bo to raczej nie ktoś, choć nie wiem) co nazywa się Kalafinia Poop, ale nie jest jedyna. Są inne podobne produkty.

niedziela, 3 maja 2026

Hype na majówkę z grilla.

 

Pamiętam kiedy jeszcze jako nastolatka dostałam piękny amerykański plakat. Był kolorowy, cudny, ekscytujący. Przedstawiał hamburgera. Były to wczesne lata siedemdziesiąte i w miasteczku wielkości Bolesławca takich cudów nie można było zdobyć (mówię i o hamburgerach i o plakatach). Wielu innych „drobiazgów” z tego co pamiętam też brakowało, ale mi tego brakowało szczególnie. Wpatrywałam się w tego hamburgera, „żarłam” go oczami, śniłam o nim, marzyłam, wyobrażałam sobie jego smak.

Przez lata.

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

"Zwłokomat", a obraza uczuć religijnych.



Pewna pani napisała do mnie ostatnio, że obrażam jej uczucia, zdecydowanie chyba religijne, choć nie doprecyzowała.

I była dość nawet grzeczna. Obyło się bez wyzwisk i słów niecenzuralnych.

Dostaję tyle dziwacznych tekstów religijnych, że szkoda gadać, bo nie dość, że są agresywne i używają szantażu emocjonalnego, w stylu „Jeżeli tego nie zrobisz, to Bóg…” (nawet nie próbujcie sobie wyobrażać co zrobi), że się nimi nie przejmuję. Są zapewne pisane przez „nikogo” do „nikogo” czyli przez bota do przypadkowego Facebooczanina, więc nie ruszają mnie.

Jednak ten był bardziej osobisty.

Obraziłam swoją książką (której autorka listu nie czytała,) uczucia religijne jakiejś osoby, której nie znam, nie chcę poznawać i oby jak najdłużej nie poznam. Cóż jednak uczucia religijne są łatwo obrażalne.

Ogólnie wszystkie inne chyba też, bo pani postanowiła mi uświadomić, że ludzie, którzy nie piszą o boskim porządku świata nie powinni pisać w ogóle, ale najbardziej to zniesmaczyła ją książka Zwłokomat, (jak zaznaczyłam nie czytała jej, po tytule doznała zniesmaczenia) bo zwłoki z paczkomatu są odrażające, ale nie tylko!

Jak można?!
Nie wolno wkładać zwłok do paczkomatu! To bezczeszczenie!

Takie książki sieją zgorszenie (zaznaczam nie ma tam seksu), i w ogóle jak mają się na przykład czuć dzieci?

Zainteresowało mnie to sianie zgorszenia, bo jak to tak, jak można siać zgorszenie bez seksu?!

(Szkoda, że nie pomyślała o staruszkach i matkach ciążowych)
Matka  (a jednak pomyślała) wyśle takie dziecko odebrać coś z paczkomatu, a biedne dziecko będzie się bało, że wyskoczą na nie zwłoki!

I w ogóle po co pisać o zwłokach? Tyle jest pięknych rzeczy na świecie.

O miłości by pani napisała - zarządziła.

No i „pani” czyli ja postanowiła napisać o miłości, ale że kocha zwłoki to właśnie siedzi nad kolejnym kryminałem...

Czy literatura w ogóle, nawet ta codzienna, popularna przez najmniejsze „l” świata może podlegać pod taką obrażalność?
Zdarzyło się wam już coś takiego?

niedziela, 15 marca 2026

Facebookowa kraina gwiazdek




Wiem, że moje rozumienie świata jest względne, dlatego może poproszę was o wytłumaczenie mi pewnej kwestii. Na portalach informacyjnych króluje mord, śmierć, groza, wypadki, tragedie oraz rak torebek włosowych, ale to wiadomo, trzeba tego jak najwięcej.

Widziałam już nowotwór paznokcia nogi lewej (straszny) oraz rzęs, makabra, a przecież są jeszcze szczepionki.

Tyle, że nie o to chodzi. Wszyscy muszą się bać. Bez tego nie ma portali informacyjnych i do tego ciach - sześć gwałtów, osiem poderżniętych gardeł. Dwa napady z bronią w ręku (bronią był widelec, ale jednak) do tego samobójstwa, cało, zwłoki, mord morderstwo.

Przed chwila sprawdzałam to jeszcze latał siekierą.

piątek, 13 marca 2026

Czy lubimy jak nas straszą?



W zasadzie jest piątek trzynastego. Pół świata zalicza wszelkie możliwe fobie, przed czarnym kotem, pechem, drabinami, połamanymi paznokciami i czym tam jeszcze, drugie pół przelewa jajka nad czym się da, odpukuje i odczynia.

Lęk jest wszędzie, ludzie się boja i to wcale nie niektórzy.

Boją się wszyscy.

Dlaczego?

Otóż media robią nam nie wodę, ale galaretę mózgu.

Po prostu straszą. A ludzie co?

Ha, i to jest dziwne, łykają, wszystkie te bzdury i boja się jeszcze bardziej. Logiczne byłoby omijanie niektórych tematów, ale po co? Może lubimy się bać?

Na jednym z portali, na dziesięć głównych wieści siedem było o raku. Jakiego kto miał, co czuł i czego nie czuł oraz dlaczego to ważne. Trzy pozostałe info były o łykaniu suplementów diety. Bo to się klika!

I nie, to nie był portal medyczny. Owszem polityka się pojawiła ale obocznie. Też w podobnym stylu.

Wojna. Atak, bomba, co nas czeka i dlaczego szczepionki są niebezpieczna.

Tak po prostu jest.

I tak pomyślałam, że skoro strach lek i w ogóle te klimaty robią aż taka robotę (a robią skoro jest ich aż tyle) to może użyć tego do promocji książek.

Tak, wiem, jestem monotematyczna. Książki.

Książki to moja dziedzina. No ale jak to zrobić?

Po prostu. Puścić hasło:

Nie czytajcie komedii kryminalnych, one powodują zmiany w mózgu”. Jestem pewna, że setki ludzi wejdą w temat, klikną i dowiedzą się, że poprawiają samopoczucie. No ale nagłówek liczy się najbardziej.

czwartek, 13 listopada 2025

Blokada jest dobra na wszystko?



- Słuchaj, weź natychmiast powysyłaj to do znajomych, oni trują ludzi! - napisała do mnie znajoma z FB, a więc osoba całkowicie mi nieznana.

Z jej wypowiedzi zrozumiałam, że moi znajomi trują ludzi, co bardzo mnie zmartwiło. Miałam ich za miłych i grzecznych, ale co tam, jednak rozmówczyni rozwiała moje wątpliwości.

- Moi znajomi trują ludzi?!

- Nie, oni! Oni! – odpowiedziała na moje zaszokowane pytanie.

Tego też nie zrozumiałam.

- Ale dokładnie kto?

- O ho, ho, moja droga, za co ty chcesz, żeby mnie też otruli?! Tego mi życzysz? Wystarczy, że udostępnisz to u siebie i wyślesz do znajomych. Nic więcej nie musisz wiedzieć.

Muszę, muszę, pomyślałam wściekła.
„To” to był filmik, na którym ktoś bliżej mi niezidentyfikowany, grobowym głosem na tle ponurej muzyki udowadniał, że naleśniki są trujące.

- Czy są z muchomorami? - zapytałam.

- Nie no co ty! One same są trujące. Bez niczego. Mają tam w sobie cząsteczki. I te cząsteczki mają atomy, i te atomy mogą się rozpadać i w tym momencie nie żyjesz. Oni to robią specjalnie. No co, nie wierzysz mi?

- A masz jakąś wiedzę naukową na ten temat?

- Oczywiście, że nie! - odpisała z dumą (tak m się wydaje) bo wstawiła emotkę.

- To ci nie wierze! - odpowiedziałam zgodnie z prawdą i logiką.

- Krowa! - odpowiedziała.

Zostałam zablokowana.

Po chwili dostałam bardzo podobną propozycje, choć bardziej był to rozkaz, chodziło o zgłoszenie TikToka na którym ktoś sprzedaje torebki.

- Ta malpa zarabia na tym krocie! – oświadczyła znajoma – Musimy to powstrzymać!

- Ja nie muszę – odpowiedziałam, bo było mi wszystko jedno kto ile, na czym i dlaczego zarabia. Sprzedaż torebek bywa legalna.

Zostałam zablokowana.

- Hej, kochana, puścisz mi to dalej – napisała do mnie osoba o twarzy kota i bez nazwiska w profilu.

Mało kto mówi do mnie „hej, kochana” bo nienawidzę takiego czegoś. No chyba, że kogoś znam, to mu głowy nie odgryzę, ale z ledwością się powstrzymuję.

Chciała, żeby puściła reklamę jej „gabinetu” leczniczego, to znaczy terapii mąka ziemniaczaną stosowaną doodbytniczo.

Odmówiłam.

Zostałam zablokowana.

Potem był pan z poleceniem, żebym natychmiast wysłała film, który mi przysłał do znajomym oraz udostępniła gdzie się da. Film był zabarwiony politycznie, więc odmówiłam.

Pan mnie tylko wywalił ze znajomych. Był kulturalny. Nie zablokował mnie.

I teraz ja mam takie pytanie. Rozumiem, że rzeczą nadrzędną na FB jest straszyć ludzi, truć ich i na nich zarabiać, ale czy ja koniecznie muszę być w to wciągana?

Czy moglibyście już mi nic nie wysyłać, a jakby to grzeczniej? Bez awantury, bez formy nakazowej, bo ja naprawdę NIE MUSZĘ niczego udostępniać.

I mam mózg.

Nie biorę udziału w propagowaniu strachu, nienawiści, durnych terapii, czy manifestów politycznych…

Ech…

To naprawdę zaczyna być wkurzające.

sobota, 25 października 2025

Jak żyć panie śmieciarzu? Jak żyć?

Weszłam do kuchni i ledwie przecisnęłam się przez korytarzyk. Nie nie jestem zbieraczką, w każdym razie nie maniakalna, to tylko konieczność. Worek na plastiki po prawej, obok nieco wyżej oparty o mikrofalówkę, której spod niego nie widać (nie używam jej niestety, nie mam jak) worek na papier.

Pod stołem, (bo mikrofalówka stoi na stole), czarny worek na zmieszane, ten jest największy.

Obok niego bioodpady, tak wiem zielone od kapusty i liści, ale bez mięsa, ten stoi zawsze najdłużej i śmierdzi jeszcze bardziej, ale to nie wszystko, bo obok nieduży woreczek na puszki. To mój wkład w dobrosąsiedzkość. Kilku panów chętnie je zbiera.

czwartek, 21 sierpnia 2025

Czy potwór AI zastąpi pisarzy?


Wczoraj przeczytałam post, nawet już sama nie wiem czyj, bo jakoś na autora nie zwróciłam uwagi, ale na pewno był pisarzem. Otóż stwierdził on (mniej więcej) że z pewnością za jakieś dwa, trzy lata AI zacznie pisać książki i całkowicie zastąpi nas w tej naszej pisarskiej działalności choć będzie to wybiórcze, bo nie będzie umiał tworzyć (a właściwie odtwarzać) literatury wysokiej, za to literaturę popularną, gatunkową na pewno zagarnie dla siebie i żaden czytelnik nie będzie w stanie powiedzieć, czy książka jest pisana przez człowieka, czy przez AI.

Taka pisarska wersja „roboty zabiorą nam robotę”.

Nie wiem czy w to wierzyć, czy nie, ale po setkach bezmyślnych tekstów na FB produkowanych taśmowo, wywołujących emocje i żądanie aby udostępnić to dalej, może chyba spodziewać się najgorszego. 
Bezmyślne, często bez sensu całkowicie nieporadne literacko(i życiowo) są to (w tej chwili) jeszcze koszmarki, ale wkrótce mogą się poprawić)

niedziela, 17 sierpnia 2025

KSIĄŻKAC - to naprawdę potrafi boleć!




Książkac to zjawisko, które zna każdy chyba człowiek, namiętnie czytający książki. Jest nieco podobne do kaca poalkoholowego i często wiąże się z podobnym doświadczeniami. Zarwana noc, jedna czy kilka, szaleńcza ekscytacja, podniecenie, przedziwne przemyślenia, może nawet sny na jawie i we półśnie odbijające to co się dzieje z naszym ciałem, głowa, organizmem, a potem ciach i nic.

czwartek, 19 czerwca 2025

Poradnik hodowcy kotów akwariowych


Bombardują mnie ostatnio czynnie i biernie, bo wciąż się na nie „niby” przypadkiem natykam poradniki dotyczące pisania książek.

Trochę to mnie denerwuje, bo wygląda to tak, jakby algorytm Facebooka stwierdził, że skoro napisałam już i wydałam chyba ze 40 powieści (LC podaje, że 50, ale wlicza w to opowiadania w antologiach) to taki poradnik zdecydowanie mnie zainteresuje.

Nie wiem tylko czym mógłby mnie zainteresować poradnik napisany przez osobę, która nie wydała ani jednej książki?

To znaczy autorka twierdzi, że jedną wydała, i to jest ten właśnie poradnik. Wygląda jednak na to, że pomysł iż może napisać poradnik o czymś o czym nie ma zielonego pojęcia przyszedł jej zanim go wydała, więc tak czy tak to się zapętla.

I autorka twierdzi, że to nie jest poradnik a wsparcie, a wspierać może jak chce. No może, nikt jej nie broni. Pomyślałam, że przejrzę to wsparcie. Tak z ciekawości.

Nie należę do ludzi oceniających poradniki po okładce…

Pomyślałam wejdę na Legimi, le Empik Go poczytam.

GUZIK prawda. Nie ma tak dobrze! To wsparcie można uzyskać jednie kupując książkę… A cena? WOW, przerosła moje oczekiwania i możliwości! Jest to jednak coś GENIALNEGO. Otóż jest to GENIALNE wsparcie dla kieszeni autora.

Tylko czy „Poradnik piekarza” (może być też wsparcie) napisany przez nurka z alergią na mąkę, który w życiu nie widział pieca piekarniczego też tak dobrze by się sprzedawał? Jeżeli tak, to ja też napiszę poradnik hodowcy kotów akwariowych. Byłoby cudnie, ale mam wzgląd na te biedne koty, one by mogły tego nie przeżyć, a tego bym sobie nie darowała.

Zresztą to nie jedyny przypadek. Pewien autor (tym razem mężczyzna, żeby nie było, że się znęcam i nie stosuję tego czegoś z jajnikami) zrobił dokładnie to samo. Napisał książkę, jak napisać i wydać książkę nie mając w tej dziedzinie żadnych doświadczeń. Było bardzo w porządku, bo on też wcześniej nie miał żadnych w tej dziedzinie doświadczeń.

Jego książka zawiera podobno cenne wskazówki dla początkujących autorów, między innymi jakich błędów należy unikać.

Otóż błędów należy unikać o to wszystkich. A jeżeli dla przyszłego autora stwierdzenie że „nie spada się w dół” albo „nie cofa się do tyłu” jest odkryciem, to może lepiej niech nie zabiera się za pisanie książek i wróci do podstawówki.

A jednak uważam, że takie poradniki to doskonały pomysł na zarobek i wyciągniecie kasy od naiwniaków. Każdy ma prawo zarabiać jak chce! I każdy ma prawo kupować poradniki, więc nie ma o co kopii kruszyć.

Dodatkowo zamiast znikać, zaczęły się pojawiać jak grzyby po deszczu kolejnie wydawnictwa typu VanityPublishing z ta samą nieirygowanie przejrzystą misją wydarcia kasy od ludzi pod płaszczykiem spanienia marzeń o wydaniu własnej książki.

To już kasa o wiele większa nić kilkadziesiąt złotych za poradnik, idzie wręcz w tysiące więc trzeba uważać.

A przecież są poradniki o wiele bardziej wyrobionych autorów. Remigiusz Mróz (czy się go kocha czy nie) też napisał książkę o pisaniu, i Katarzyna Bonda, a nawet Stephen King.

Korzystanie z poradników to inna bajka, każdy decyduje sam, chce to niech czyta, ale jakby co to sięgajmy do sprawdzonych autorów bo inaczej możemy gorzko pożałować tych kilkudziesięciu złotych, które na ulicy nie leżą. A i Mroza i Bondę i Kinga dostaniemy w bibliotece.



poniedziałek, 9 czerwca 2025

Algorytm zazdrości w recenzjach?



Wczoraj na filmiku mówiłam o „algorytmie traumy”, choć oczywiście wiele na jego temat nie wiem, a pod wpływem Benka Booksińskiego, przecudnego misia od promocji książkowych zdałam sobie dziś sprawę, że chyba też istniej coś podobnego związanego z książkami.

Może to nie algorytm traumy, ale zawiści? O. Tak go nazwijmy, „algorytm zazdrości”, bo jednak zawiść jest chyba w tym momencie zbyt mocna. Na czym on miałby polegać?

Nie wiem czy zauważyliście, ale pewnie tak, że dobre recenzje nie są jakieś specjalnie viralowe, natomiast te złe plenią się jak dziki oset.

Dobre są omijane, a złe czytane z wypiekami na twarzy.

A jakie dają szalone zasięgi?!

Blogerzy często więc specjalnie biorą jakieś nie pasujące im książki i je „obrabiają”. Sama pamiętam nagonkę na kilka autorek, których specjalnie nie kocham, ale też nie nienawidzę, a ich książek nie czytam bo to nie moja bajka, ale obgadywać nie zamierzam.

Taka nagonka potrafi też książkę wypromować, co często jest dziwne, ale zdarza się, że ten czy inny autor o nagonkę błaga (albo sobie ją sam organizuje), nie wiem jak to się kończy, ale nie polecam, jednak hejt bywa ciężki do przetrawienia, a nagonka jak wiadomo to właśnie hejt.

Dlatego tak częste są zajawki typu:

„Dlaczego ta książka mi się nie podobała?”

„Co jest nie tak z tym autorem?”

„Można powiedzieć, że jest to gniot?”

„Produkt książkopodobny, dla mas?”

Wszystkie te zajawki tylko udają nagonkę, bo zaraz potem są wyjaśnienia, że:

„Książka się nie podoba bo za krótka”

”Z autorem wszystko jest jak należy, tylko jest leworęczny”

„Nie można powiedzieć, że to gniot w żadnym wypadku”

Po co to? A po to, żeby zrobić sobie zasięgi, taka wredna (albo o wiele bardziej wredna) daje więcej klaskaczy.
Kiedy ostatnio Benek Booksiński pewna książkę trochę zjechał (ale kulturalnie i rozsądnie i na 100% nie dla zasięgów, ale dla prawdy) recenzje przeczytałam od deski do deski, choć temat mnie nie interesował za bardzo.

Tak więc taka recenzję każdy to przeczyta, dlaczego?

Bo ludzie są zazdrośni i jak o kimś mówi się źle to o wiele bardziej ciekawi niż pochwała. Mamy dość laurek i reklam, cudownych środków i „numer jeden” na świecie, próbujemy trochę prawdy w tym Internecie znaleźć, a szukamy jej po negatywnej stronie, bo te pozytywne już nam się przejadły.
No i mamy już taką naturę, że lubimy jak komuś dowalą.

I wcale nie muszą czytać tego zazdrośni pisarze.
Ani nawet czytelnicy nie przepadający za danym autorem.
Każdy przeczyta, bo to jakoś tak miło, kiedy dowalają komuś a nie tobie.

Czy to normalne?
Pewnie nie, ale jednak tacy jesteśmy, czy to nasza cecha narodowa?
Nie wiem, ale możliwe, że tak.




poniedziałek, 5 maja 2025

Wstyd nasz POWSZEDNI



Zdecydowanie zazdroszczę moim koleżankom po piórze i klawiaturze. I to co prawda nie jest zawiść, ale zazdrość też do najmilszych uczuć nie zależy.


To znaczy im pewnie byłoby miło gdyby wiedzieli, dlatego nie wolno tego pokazać, bo po co komuś robić przyjemność i to za friko?


Zazdroszczę tym, które piszą książki obyczajowe, bo ja tego nie potrafię, zazdroszczę tym, które potrafią w erotykę, bo to ciężki kawałek literatury, i tym od grozy i krwi na ścianach. Ja to bym napisała sagę obyczajowa o zdegenerowanej poliandrycznej morderczyni, która trzyma sześciu mężów w piwnicy i w ramach tortur czyta im własne teksty.

piątek, 14 marca 2025

Morderczy SMS

Z jednej strony jako skrajna introwertyczna wolę pisać SMS-y niż rozmawiać przez telefon z drugiej codziennie coraz bardziej przekonuję się, że SMS-to diabelski wynalazek.

Niestety.

Ze względów życiowych telefonu na noc nie wyłączam, po prostu muszę jakby co mieć możliwość zadzwonić choćby po pogotowie dlatego telefon leży sobie na stoliku koło łóżka i wzbudza moje coraz gorsze nocne lęki.

A dosłownie mówiąc po prostu mnie terroryzuje.

Jak?

Zwyczajnie wczoraj słodko sobie zasypiam po ciężkim dniu, kiedy naprawdę paskudnie się narobiłam, umęczyłam nie tylko fizycznie ale i umysłowo. Sen nadchodzi, czuję te słodką mgiełkę tuż przed momentem zapadnięcia się w słodki niebyt (wiecie o co mi chodzi) i nagle budzę się przerażona.

Pitp! Esemes wyrywa mnie z objęć Morfeusza. Jest dwudziesta czwarta, ciekawe co to za ważna informacja, że piszą o tej porze? Biedronka zawiadamia mnie, że obniżyli cenę oleju.

Rzucam mięsem na olej, aż pryska.

Wściekła, usiłują zasnąć ponownie, przykrywam telefon poduszką, żeby nie słyszeć. Słyszę.

Pitp! SMS. Tym rzem to MIASTO, zapraszają mnie na jakąś modlitwę. O drugiej w nocy?! Rzucam wiązanką.

Pitp. Z mojego konta za prowadzenie pobrano sześć złotych, tylko dlaczego informują mnie o tym nad ranem? Jest trzecia piętnaście.

O trzeciej trzydzieści dostaje zniżkę na buty zimowe. O czwartej Biedronka dziękuje mi, że robię u nich zakupy. Czwarta dwadzieścia Empik zawiadamia mnie, że coś mi wygaśnie. Pół godziny potem sklep rybny o wdzięcznej nazwie ”seksi pirania” wysyła mi bon zniżkowy.

Ciekawe jakie maja ryby.

Zaraz?!  Moment?!  „Seksi Pirania” to jest sklep rybny, prawda?

Nie mogę zasnąć przekonana, że jak tylko zmrużę oczy oczy usłyszę ten przerażający dźwięk.

O szóstej rano znowu go słyszę.

Miasto zawiadamia mnie, że drogi będą oblodzone i, że mam uważać prowadząc samochów.

Ja nawet prawa jazdy nie mam.

Dostaje za to białej gorączki…

A wy jak?

Wam też SMS-y spędzają sen z powiek?