Ostatnio trafiłam na podcast Dzikiego Motyla na temat redakcji książek i zainspirował mnie do wyrażenia swojego zdania.
https://www.instagram.com/p/DdQjYZcka_3/
Ciekawe jak wy to odbieracie?
Zgadzacie się ze mną?
Redakcja dla książki jest jak makijaż dla twarzy. Poważnie! I tak jak z makijażem tak z redakcją dla książki przesadzić nie wolno.
Ten elegancki, niewidoczny, żeby nie powiedzieć „korekcyjny” pięknie wyłapuje wszytskie niedociągnięcia i je maskuje.
Wyłapie każdego „łysego blondyna” jak mawiała Joanna Chmielewska, zauważy, że Małgorzata zmieniła imię na Marlena, a ani ona, ani autor tego nie chcieli, znajdzie wypryski aliteracji, czy dziwnych niekoniecznych powtórzeń i to książce służy bo bez tego byłaby niedoskonała, chropata, dziwaczna. Niestety sam autor tego nie zrobi bo jego miłość do tekstu jest po prostu ślepa.
Każdy jednak się zgodzi, że elegancki i dyskretny makijaż to jedno, a wypacykowana twarz spod której nie widać ani oczu ani nosa, a rysy twarzy giną w kołderce z pudów i podkładów to zupełnie co innego.
Kocham moich redaktorów, bo wiem, że ich oko „książkę tuczy”, to znaczy po prostu robią wszystko żeby książce pomóc, żeby była jak należy.
Jednak dzieło każdego redaktora, tak jak i dzieło tłumacza. Z zasady powinno być niewidoczne.
W książce najważniejszy jest autor.
Jeżeli redakcja zmienia styl i zamysł autora, to nie redakcja, a masakra.
Inna sprawa, że wszystko zależy od tekstu.
Kiedy do redakcji poszła moja pierwsza książka w roku 1997 to bałam się straszliwie. Nie było masakry.
Przy redakcji drugiej śmiałam się w głos, tak świetne uwagi (i merytoryczne) w żartobliwy sposób przekazywała mi redaktorka.
Teraz pragnę tylko, żeby mój redaktor miał poczucie humoru. Redagowanie komedii bez tego nie jest (moim zdaniem) możliwe.
Jednak trzeba pamiętać, że autor NIE MUSI zgadzać się na to co PROPONUJE redaktor, bo uwagi redaktora to tylko propozycje.
Niektórym debiutującym autorom wydaje się, że jak nie zgodzą się na poprawki to książka zostanie odrzucona. Nie. Tak NIE JEST!
Autor ma prawa.
Owszem interpunkcja tej zasadzie nie podlega, ani literówki, o ortografii nie wspominając, ale cała reszta już tak! Od koncepcji, po słowa niecenzuralne. Od poglądów autora po poglądy postaci.
Książki pisze się trochę bardziej duszą niż klawiatura, dlatego redaktor nie powinien rozrywać duszy autora na strzępy tylko po to, żeby siebie dowartościować.
I co NAJWAŻNIEJSZE tekst MUSI pozostać tekstem AUTORA, a nie redaktora, czy "spółki".
No ale też pamiętajmy, książki pisze się dusza, a nie tylko klawiaturą, dlatego to ważne, żeby były obrazem tego co dzieje się w duszy autora, a nie wykazem poprawie złożonych zdań i akapitów.
A wy jakie macie doświadczenia z redaktorami?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz