Każdy zna to uczucie wściekłości, kiedy po tym jak kupi przez Internet coś przydatnego zaczynają go nawiedzać reklamy dokładnie takich samych przedmiotów. Wściekłość to jeszcze nic, czasami pojawia się tez zażenowanie, kiedy musiałaś kupić deskę klozetową albo czopki doodbytnicze, a tu odwiedza cię kandydat na kandydata...
Ja rozumiem ideę, rozumiem reklamę, ale to to już przegięcie.
Każdy, nawet średnio inteligentny dziennikarz mógłby po prostu to jakoś zróżnicować cen pęd, ba nawet średnio inteligentny bot, czy algorytm mógłby to zrobić założywszy, że mało kto kolekcjonuje czopki doodbytnicze czy deski klozetowe, choć nie przeczę, zboczenia się zdarzają.
Sama znam człowieka kolekcjonującego maści na hemoroidy.
Mogło by być tak, że kiedy kupiłeś kukułki (cukierki oczywiście) to reklama podpowie ci choć karmę dla skowronków. Prawda, że to łatwe?
Rozsądniejsze byłoby pójście w inną stronę, kupiłeś kukułki, to może reklama ptasiego mleczka by była na miejscu? Rozsądek podpowiadałby nawet jakieś kocie języczki, bo i cukierek i stworzonko, ale rozsądku od dziennikarzy i botów nie wymagajmy, to coś nieosiągalnego.
No chyba, że ktoś wyprodukuje wędzone karaluchy w czekoladzie.
Ale można by choć trochę inteligentniej. Kupiłeś wełnę na sweterek? Algorytm mógłby zaproponować ci wełnę stalową. Kupiłeś pojemnik na proszek do prania? Dostaniesz reklamę trumien. W koszyku umieściłeś zgrzewkę wody mineralnej? Natychmiast zaproponują ci leki moczopędne, ale nie.
To jednak niestety nie ma prawa być inteligentne, reklamy przecież nie po to są!
One mają być upierdliwe, powtarzalne, a jeżeli się da zawstydzające, bo teraz po wizycie na Allegro dostajesz swoiste „memento” i z rozrzewnieniem patrzysz na swoje zakupy sprzed wieków. O, kupiłem grabie ogrodowe, a jakie były poręczne, dziś już takich nie produkują, albo buty na obcasie? O jej kiedy to było! I co? Zalewasz się łzami zamiast sięgać po portfel...
Odwiedzając dowolne strony widzisz dosłownie wszystko! Wszystko to co kupiłeś.
I to może być naprawdę paskudne. Znam dziewczynę, którą rzucił chłopak, kiedy w reklamie jej laptopa zobaczył maść na szczury!
To jednak nie wszystko.
Otóż trwają prace nad tym, żeby istniał obowiązek pokazywania przyszłym pracodawcom stanu swoich reklam na dzień rozmowy kwalifikacyjnej.
Całe setki specjalistów pracują już nad ich interpretacją.
Maść na hemoroidy? Leń, ból doopy, nie usiedzi na jednym miejscu, prawdopodobnie będzie plotkował.
Książki? Marzyciel, będzie robił wszystko wykosić szefa, może zagrażać integralności grupy, przyszły alkoholik, ewentualnie, o zgrozo pisarz.
Karma dla kota? Nieodpowiedzialny, nie kocha zwierząt, nawet mu się nie chce do sklepu…
Makaron? Roszczeniowy. Zdziecinniały. Za dużo je.
Ser z truflami? Roszczeniowy, zdziecinniały, smakosz, będzie prosił o podwyżki!
Kiedy przyjrzałam się temu co „na dzień dzisiejszy” jak to się brzydko mówi jest u mnie tapecie, znaczy na tablecie, to wychodzi mi wełna stalowa, szampon dla alergików i sałatka tabbouleh…
Znaczy, że wkrótce zaczynam pisać nową książkę.
A jak tam u was...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz