niedziela, 3 maja 2026

Hype na majówkę z grilla.

 

Pamiętam kiedy jeszcze jako nastolatka dostałam piękny amerykański plakat. Był kolorowy, cudny, ekscytujący. Przedstawiał hamburgera. Były to wczesne lata siedemdziesiąte i w miasteczku wielkości Bolesławca takich cudów nie można było zdobyć (mówię i o hamburgerach i o plakatach). Wielu innych „drobiazgów” z tego co pamiętam też brakowało, ale mi tego brakowało szczególnie. Wpatrywałam się w tego hamburgera, „żarłam” go oczami, śniłam o nim, marzyłam, wyobrażałam sobie jego smak.

Przez lata.

Plakaty trudno było zdobyć, więc wymieniało się je rzadko. Wisiał więc na mojej ścianie i kusił. Nawet mu kolory nie blakły, co teraz uważam za wadę.

I to trwało latami. Poszłam na studia, czasy się zmieniły, wreszcie dopadłam obiekt moich marzeń.

I co?

Był mniej więcej paskudny i nie mówię o wyglądzie.

Dlaczego to piszę? Nie, to nie jest sprzeciw wobec sieci produkującej te „cuda” to sprzeciw, przeciw reklamom.

Przebodźcowały nas codziennie oglądane szynki, kiełbasy, burgery, dania z wyższych i niższych półek, hype na wszystko… A to wszystko smakowite, soczyste, chrupiące jak zapewniają reklamy.

No, a już majówka, to szczyt szczytów! Telewizja wrzeszczy, internet dokłada. Zdjęcia ociekających tłuszczykiem kiełbas to tu to tam, chyba tylko weganie są w stanie się tym zdjęciom oprzeć, a i to nie jest pewne.

One nie tylko kuszą, one obiecują niebo w gębie.

Kiełbasy się złocą, kaszanki skwierczą, karkówka kusi.

A potem człowiek bierze taką kaszankę z grilla i co?

Paskudna.

Dlaczego?

Bo marzenia, reklamy, obrazki zrobiły z niej coś smakowo nieosiąganego. To nie jest ten smak, o którym marzyliśmy patrząc na reklamy.

I tak lodówki zawalone mięchem, grille rozgrzane do czerwoności, a człowiek tęskni do twarożku, ech…

Takiemu to nie dogodzi.

I co ciekawe to nie dotyczy to tylko jedzenia. To dotyczy właściwie wszystkiego.

Nawet książek.

Hype staje się nie tylko zmorą, ale często szkodzi, bo każe nam oczekiwać nie tego co naprawdę jest i jakie naprawdę jest.

Wyobraźni NIC nie dorówna.

Widziałam kiedyś minę dziecka, które dostało ciastko wyglądające na burgera. Spodziewało się wiec burgera. Pierwsze wrażenie było niezwykłe.

Dzieciak o mało nie zwrócił. I wcale nie dlatego,że to było nie smaczne, ale dlatego, że nie zgadzało się z tym czego oczekiwał.

Macie tak z książkami?
Ich hype też często dotyczy.

Mówi się przereklamowane, przehypeowane, przecudowane, a może to tylko MY za dużo oczekujemy?






2 komentarze:

  1. No ba. Oczywiście, ze wiele razy natknęłam się na książki, po których wiele sobie obiecywałam, a potem ledwo mogłam dobrnąć do końca. Czasem na moim blogu piszę o przeczytanych książkach, wiele razy opisywałam takie właśnie rozczarowania. Tytuł wiele obiecywał, blurb bajeczny, reklama pełna zachwytów, a w środku pustka albo bełkot. Teraz opieram się bardziej na opiniach czytelników, omijając starannie "zawodowych" recenzentów, bo wiem, że często piszą nieszczerze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Recenzencka szczerość no cóż, chyba różnie z nią bywa, ale też tek kwesta gustu. Można cos lubić, albo czegos nie znosić. I to też wiele robi. A reklama... Nie każda książka ja ma. Tak więc te, które mają są cenne dla wydawcy, a on wie co sprzeda.

    OdpowiedzUsuń