środa, 1 sierpnia 2018

Nauczcie się umierania, to na pewno w życiu się przyda.





KATARZYNA BONI
„GANBARE. WARSZTATY UMIERANIA” 


Śmiertelność zależy od wieku, ale i jej świadomość (świadomość śmiertelności własnej, ludzkiej, rodzinnej) także zależy od wielu czynników. 

Ludzie młodzi podchodzą do tematu własnej śmierci jak do jakiejś dziwacznej legendy, która ich nie dotyczy. No, może kiedyś, ale z pewnością nie teraz, zresztą sama świadomość śmierci jako takiej, (nie tylko własnej) jest i wybiórcza i mocno zależna od wszystkiego co nas otacza, od kultury i okoliczności w jakich żyjemy… 

Zleży też od tego kto umiera. 

Bardzo wiele razy po jakimś komunikacie o wypadku, czy gigantycznej katastrofie naturalnej, w której zginęło wielu ludzi, a która wydarzyła się w jakimś odległym miejscu świata prowadzący dodawał uspokajająco, „wśród ofiar nie ma Polaków”. Jest to komunikat mający na celu uspokojenie rodzin, których członkowie przebywają akurat w tamtym rejonie, wiem, ale...

A te katastrofy? Wiemy, że są zabójcze i straszne jak tsunami, ale wiemy też, że nam to nie grozi, a trzęsienie ziemi? O wiele bardziej, ale też nie tak żeby jego świadomość mogła lub powinna spędzać nam sens powiek, a co katastrofą nuklearną? To o wiele straszniejsze bo skutki są długofalowe i wcale nie ograniczone jakąś konkretną przestrzenią.

Japonia to miejsce dziwne, odmienne, piękne i skrajnie wręcz doświadczone przez naturę, a ta książka to opowieść nie o śmierci jako takiej, ale o umieraniu. Jeszcze w sumie gorsze prawda? Trudniejsze, boleśniejsze w każdym aspekcie. 

O tym jak śmierć zabiera, zatruwa, anektuje i wypełnia życie Japończyków, jak ich uśmierca niemal za życia, odbierając im sen i sens. 

To opowieść o domach, które zabiera woda, blaknących wspomnieniach, które zbierane skrzętnie przez ludzi są przenoszone od wioski do wioski, aby ich obrazy mogły oddać temu czy innemu człowiekowi okruch przeszłości, o duchach, które nawiedzają żywych, i o żywych, którzy nie są w stanie trwać bo umarli razem z bliskimi, których zabrała fala.

Gdyby to było tylko to, ale w Japonii straszą jeszcze wspomnienia Hiroszimy i Nagasaki, a współczesna Godzilla już nie w formie plastikowej zabawki, a zniszczonej przez trzęsienie ziemi elektrowni atomowej w Fukushimie sieje śmierć, o której coraz mniej się mówi. 

Ryż zabija, ale czy na pewno? Czy ten? Czy można dać go dzieciom? Czy to co mówią jest prawdą? 

Umierają miasta, wsie, zostawione na głodową śmierć zwierzęta i ludzie, którym zapomniano powiedzieć, że nadeszło coś co ich zabije. Niewidzialny potwór, którego przeoczyli… Jedni bo tak było wygodniej, inni bo po co siać panikę, po co denerwować, może się uda, nie udało się.
Jak bardzo głupio nieludzki bywa system, jak bardzo głupi i bezwolny, bywa podporządkowany temu systemowi człowiek.
I jest też zwykła śmierć, wcale przez to nie mniej straszna. I ta niepewność, czy to może zaszkodzić? Ten ryż, ten uścisk, ta kuzynka, która przyjechała w gości, ten rak… 

Czy to jest zakaźne? Czy ona promieniuje? Zabija samą swoją obecnością?

Bardzo mocny reportaż, smutny i dziwny, tragiczny i przerażający. Zostaje na lata.
Dla ludzi kochających reportaże, dla innych może być zbyt tragiczny, ale zawsze warto próbować, tak dobre książki rzadko się spotyka.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza