piątek, 12 lipca 2019

"Okradalność" - nowy wyznacznik wielkości autora.

Okradalność” - takie słowo ostatnio pojawiło się w słowniku niektórych ludzi i część z nich, tę okradalność, czyli to, że ktoś okrada autora z napisanych przez niego książek traktuje jako coś pozytywnego, cennego, a nawet, co dziwne, jako swoisty wymiernik literackiego statusu. 

Jakkolwiek to brzmi, to jednak brzmi źle, bo nigdy jeszcze nie było tak, że kradzież uważana była za czynnik pozytywny. 

Przetłumaczę to na język polski: 

„Skoro go okradają na gryzoniu, to znaczy, że jest dobry, powinien się cieszyć” 


Albo coś takiego: 

„On jest autorem o wysokiej okradalności, trzeba go znów okraść dla jego własnego dobra, może podziękuje” 

albo: 

„Jego to już okradło tysiące ludzi, powinien pomyśleć o jakiejś nagrodzie dla najbardziej czynnego złodzieja, bo jest przecież jego najlepszym czytelnikiem”. 

Takie postawienie sprawy przywodzi na myśl dwa inne słowa, które w tym momencie jakoś mi się z tym kojarzą. „poczytność” i „poczytalność”. 

Nie są tożsame w żadnym wypadku. 

Każdy autor chciałby być autorem poczytnym, niektórzy w pogoni za tą poczytnością, nie zwracają uwagi na okradalność, ale to o poczytalności nie świadczy. To, że ktoś nie pokusi się nawet o to by pójść do biblioteki, bo to za dużo zachodu jednak o wielkości danego autora nie daje dobrego świadectwa. Rozumiem, książki są drogie, rozumiem, nie każdego stać, rozumiem… 

Masło też drogie, a jakoś nie zauważono ostatnio zwiększonej ilości napadów na supermarkety  w celu zawłaszczania (bezpłatnego) jakże cennych złotych sztabek tego smakołyku. Nie stać mnie? Cóż, takie życie… 

Ostatnio nie ukradłam samochodu BMW, żadnych markowych ciuchów, super genialnego laptopa, a przecież są drogie i mnie na to nie stać! Dzielna jestem, prawda?

Jakby to niektórym powiedzieć. Kradzież to kradzież. NAWET NA GRYZONIU! Nie chcecie kupować? Nie kupujcie, nie chcecie wypożyczać moich książek z bibliotek? Nie ma takiego przymusu. 

Ale nie okradajcie mnie! KRADZIEŻ to KRADZIEŻ. NIE MA INNEJ definicji. Kradniesz, jesteś złodziejem. Kiedyś nawet złodzieje mieli honor, biedaków nie okradali... 

Wieszczycie, że nikt nie będzie mnie czytał? Jakoś to przeżyję… 

A i jeszcze mam dylemat. 

Istnieje pewna internetowa teoria spiskowa, która mówi, że autor, którego okradziono kilkaset tysięcy razy, dzięki temu sprzedał trzy książki i był szczęśliwy ( jedną kupił sam na prezent, ale to się nie liczy) po wielu wielu latach był tak znany, że zainteresował się nim pewien lokalny dziennik i postanowił zrobić wywiad z tym autorem… Niestety autor dostał zawału ze szczęścia. Jego ostatni wpis na FB brzmiał tak: "O Boże, Boże, jaki jestem szczęśliwy! Okradziono mnie już sto tysięcy razy! Ja.. Ja... 
Tu wpis się urywa... na jego klawiaturze znaleziono jeszcze ślady łez, jak podała policja, po dokładnej analizie, okazało się, że były to łzy szczęścia.

Zabiły go emocje. 

Poważnie, (oraz niedożywienie, ale o tym nie warto wspominać) prawda?

4 komentarze:

  1. Widzę że ilość rekordów umieszczonych na 36 stronach które sprzątnęła Melania zrobił na Tobie prawidłowe wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie tak. To co robi Melania jest GENIALNE i wymaga siły woli i charakteru, ona robi to z własnej woli i bezpłatnie, a ja chciałam sama sobie to zrobić i jakoś nie umiałam... To jest cudne i NIKT mi nie powie, że jest inaczej! A ja przecież mam bardzo marną "okradalność" :P

      Usuń
    2. No wiesz, 36 stron razy 15 rekordów na stronie to wcale nie jest mała okradalność. To 540 możliwości okradnoięcia Ciebie. Całkiem sporo. Cieszę się, że sama sobie radzę z formularzem z chomika. A Mela zasługuje na złoty medal.

      Usuń
  2. >książki są drogie<

    Tu bym polemizował :D Uważam, że w tym kraju zbyt tanie są: 1) książki, 2) alkohol. Nie mam na myśli oczywiście stawek okładkowych, tylko realne, a te są o jakieś 30-40% niższe. Jak się poszuka, to większość książek można kupić za 15-30 zł. Co mnie oczywiście cieszy, ale...

    Trzeba pamiętać, że w cenie książki jest też kasa dla autora. Przy polskich stawkach i polskim czytelnictwie, bycie pisarzem jest opłacalne dla trzech grup:
    1) Autorów bestselerów, jak Sapkowski czy Tokarczuk.
    2) Autorów wysokonakładowego szajsu, jak Ziemiański, Mróz czy Michalak.
    3) Taśm produkcyjnych, tłuczących chałowate książki w ilości 3-4 rocznie, że wymienię Gołkowskiego (a i Mróz do tej kategorii się łapie).

    Komu pisanie się nie opłaca:
    1) Autorom środka - za słabym na twórców bestselerów, za dobrym dla fanów papki; z tego grona niedawno Aleksandra Janusz odgrażała się, że kończy z pisaniem. Wcześniej pisanie porzucili Maciej Guzek czy Rafał Orkan.
    2) Dobrym autorom, ale zbyt "sprofilowanym" (np. niepotrafiącym wyjść poza getto kryminału czy fantasy) lub trudnym dla przeciętnego czytelnika. Mnie osobiście szkoda, że zamilkł Marek S. Huberath, że Krzysztof Piskorski ogłosił koniec pisania, przynajmniej na jakiś czas, bo chce zarabiać przyzwoite pieniądze.

    OdpowiedzUsuń