wtorek, 9 lipca 2019

Bajkoszmar - jak internet wpływa na zdrowie psychiczne ( moje oczywiście)


Głębia ostatnich facbookowych doniesień bywa aż tak dotkliwa, że Rów Mariański to ledwie zmarszczka na rzeczywistości. 

To powoduje u mnie natychmiastową chęć sprawdzenia po raz dwudziesty siódmy tego samego, czyli wszelkich tekstów udostępnianych w stylu: "dziewięć lat nieszczęścia jeżeli zignorujesz"  albo „Jeżeli tego nie udostępnisz, nie masz serca”. Serce mam! Ostatnio powiedział mi to kardiolog, i to niestety odrobinę za duże, no, ale choć on może powiedzieć o mnie, że mam WIELKIE serce… 


Do czego zmierzam, otóż do tego, że zaczynam pooddawać w wątpliwość wszystko… Dosłownie wszystko, a co za tym idzie zaczynam być paskudnie zboczona (bo jest to zboczenie) zaczynam się nad wszystkim się zastanawiać.  A poddawać w wątpliwość prawie wszystko, to znaczy sprawdzać. Sprawdzać i jeszcze raz sprawdzać. Ostatnio przeczytałam bajkę, tę o Jasiu i Małgosi. Znowu. 

Koszmar. ( jakiś MOPS trzeba by zawiadomić!) 

Normalnie aż oczom własnym nie wierzyłam… Jak ja mogłam to czytać własnemu dziecku? No bo o czym my mamy bajeczkę? 

Zreasumujmy:
W domu głód, macocha w ciąży, więc drwal zabiera dzieci do lasu, żeby je tam zostawić, (grzeczny drwal, mógł je po prostu porąbać), a te biednie i GŁODNE dzieci idą sobie lasem i chleb wyrzucają? Żeby drogę znaczyć? W lesie nigdy nie były? To musiały być dzieci jakiegoś warszawskiego drwala a i w Warszawie ptaki wiedzą, że okruchy chleba są dobre. Głodne dziecko po prostu by chleb zjadło, (a w razie podejrzeń, że tatuś chce je wyprowadzić nie wiadomo gdzie, porobiłoby znaki na ścieżce) ale co tam, idą te biedne dzieci, i co widzą? Domek z piernika… 
Poważnie???

Już widzę ten domek po pierwszym deszczu. Gdyby nawet dach był z pierników toruńskich to by spłynął, a tabuny mrówek? 

Smród? Pleśń…. Fuuj. 

No i mieszka tam babka, która ma ochotę jeść dzieci (to domku już nie łaska skonsumować)? Baba ( chyba Jaga jej było)  nie potrafi rozróżnić cienkiego patyczka od chłopięcego, chudego paluszka… 

I nie jest nawet niewidoma… 

No i tuczy te dzieci, tuczy, żeby je zjeść…. Czym je tuczy? Dachówkami? No ale... 

I potem dzieciaki, buch babę do piekarnika… (chyba musiały ją wcześniej poćwiartować, żeby się zmieściła)… 

No co? Krew, to krew, w bajkach to często element wychowawczy. 

A na koniec dzieci znajdują skarb, wracają do domu, tatuś i „macosia” nagle robią się mili i ogólnie wszystko pasuje, żyją długo i szczęśliwie. 

A ja to tak myślę, że dwoje rozwydrzonych gówniarzy grzybków halucynogennych się nażarło, usiłowało zeżreć kilka dachówek, nie wyszło im, to biedną staruszkę okradli i zamordowali… 
Przecież to świry!

No i teraz… Jak żyć? Jak żyć? 

Ja chyba się od internetu muszę odłączyć, bo mam ochotę przeczytać Królewnę Śnieżkę, a ona mi się jawi dość paskudnie… Ucieka taka z domu żeby zamieszkać w komunie? Nastolatka?

Ja tam nie wiem, ale niejeden stłukłby taką... No nie, żadnych kwaśnych jabłek, tu akurat źle się kojarzą.

5 komentarzy:

  1. Ciekawe co powiesz o czerwonym kapturku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Parę ciekawych rzeczy... Taaaa - wykluwa mi się bo ja ze swoją wyobraźnią nie byłam w stanie wyobrazić sobie babci, połkniętej przez wilka i wstającej z brzucha po jego rozpruciu w całości - do teraz mam dziwne obrazy z dzieciństwa, tak mniej więcej przetrawionej i pogryzionej babci - nie jest to bardzo przyjemne, ale teraz już jest w miarę o.k... (chyba zbyt szybko odkryłam jak działa przewód pokarmowy) a co gorsze? Nie wiem.

      Usuń
  2. Ha...okropieństwa same. A te dzieci to chyba tak po tatusiu okrucieństwo w genach miały, że z "biedną" babąJagą tak sobie postąpiły.
    A "Alicja w krainie czarów"-tam to się dopiero działo!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha ^^ genialny wpis :D
    I masz rację wiele bajek nie trzyma się kupy. No ale co zrobić ? Czyta się je całkiem fajnie :)
    (I pomyśleć że jako dziecko lubiłam chodzić po polach/lasach i była pulchniutka a Baba Jaga mnie nie chciała >_<)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz szczęście... Taka Baba Jaga na dzieciowej diecie... z dodatkiem ketchupu. Brrr, choć mnie zastanawia też ilość kurzu na Śpiącej Królewnie, tak po stu latach ;)

      Usuń