środa, 15 sierpnia 2018

Świeto ceramiki nie tylko bolesławieckiej - zapraszam :)


Dziś własnie zaczęło się bolesławieckie Święto Ceramiki. Pełno tu bud i budek z cudami. Ceramika z wielu zakątków Polski, a nawet z zagranicy.

JUTRO POKAŻĘ WIĘCEJ!


Tym, którzy myślą, że mieszkając w Bolesławcu można mieć całe ceramiczne zastawy, oraz szafy i kredensy wypełnione tymi cudami, odpowiem wrednie. Można, ale niestety mało kogo na to stać. 

To jest drogie, ale no cóż, wcale się nie dziwie, piękne rzeczy są drogie i tyle, to nie jest żadne odkrycie, tak jest i już, ale jeżeli dostatecznie często odwiedza się odpowiednie miejsca można sobie coś kupić i to wcale nie specjalnie drogo.

Pierwszego i ostatniego dnia święta zawsze warto pobuszować na straganach. Są produkty ze skazą, są przeceny, ale i tak warto, bo co się człowiek napatrzy to jego.
Miasto jakoś tak codziennie ( choć nie tak strasznie znowu wymarłe) jednak specjalnie nie tętni życiem na co dzień, więc dni kiedy zaczyna się ceramiczne szaleństwo warto tu być.
Dziś tylko ceramika, a więc budy ze "szlachetnymi" wyrobami, jutro, pojutrze miasto zarazi się plastikowymi balonami, szczekającymi robotycznie mechanicznymi pieskami, paskudnymi gadżetami, ale i tak każdy znajdzie coś dla siebie.

Kupiłam kilka drobiazgów, jutro zaszaleję bardziej. A teraz zobaczcie inna ceramika - wcale nie bolesławiecka, ale mnie się podoba.




 Te dziwne, ale niesamowicie inne ceramiczne wyroby z... uśmiejecie się, z ręcznie robionymi szydełkowaniami wstawkami z nici! Ale wszystko jest jak należy...





A co do cen, nie są wygórowane. patrzcie!
 
 Jeżeli myslicie, że 40 PLN to drogo za taki piękny dzbanek, to nie widzieliście kubków za 50 PLN






A to tu, to właśnie ceramika "dziergana"!
Kiedy w końcu kupię, a zamierzam, obfotografuję dokładniej!

wtorek, 14 sierpnia 2018

Opowieść o rzeczach strasznych i fascynujących... ZAPOWIEDŹ

Ja dziś będę czytała coś fascynującego...


VERA BUCK


RUNA


Wydawnictwo INITIUM



La Salpetriere. Fabryka prochu zamieniona na przytułek, wiezienie, zakład dla psychicznie chorych i dla prostytutek - tam własnie praktykował Jean-Martin Charcot, który zyskał sławę wywołując napady histerii poprzez hipnozę. Jego uczniem był miedzy innymi Sigismund Freud. Działy się tam dziwne rzeczy. Nawet bardzo dziwne - wiele o tym czytałam.


I te szczury, podobno były ich tam całe stada.

Teraz przeczytam RUNĘ.


Kogo jeszcze kusi ta książka?

Zazdrościcie mi odrobinkę?


Mnie fascynuje ta tematyka. Historia psychiatrii to historia okrucieństwa i potworności, ale też dająca nadzieję walka o człowieka i człowieczeństwo. Hydroterapia, elektrowstrząsy, lobotomia ubezwłasnowolnienie - teraz to wydaje się odległe, ale to zaledwie wiek... Tylko sto lat!


Recenzja jak tylko przeczytam!

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Nauczycielki, wychowawczynie czy służące to kobiety wyuzdanie i niebezpieczne.

Kamil Janicki
EPOKA MILCZENIA

ZNAK

Kamil Janicki to jeden z moich ulubionych autorów, a w tym temacie, kto wie czy nie najbardziej ceniony, choć jest i kilku innych interesujących się historią i o historii piszących. Jest historykiem z wykształcenia co ma dla mnie ( a podejrzewam, że nie tylko dla mnie) ogromne znaczenie, bo historii nie przeinacza, nie nagina, nie pomija niewygodnych faktów, słowem, wie o czym pisze, a to przecież najważniejsze.

Zajmuje się w dużym skrócie historią i obyczajowością przedwojennej polski, oraz opowieściami o niestety mało znanych, niedocenianych i często niesłusznie pomijanych w historii kobietach. 

Co fascynujące dużo uwagi poświęca życiu codziennemu i codziennym bolączkom epok, o których pisze, a także przeróżnym aspektom życia jakie wiedli nasi nieodlegli przecież przodkowie.

Czytam jego książki z autentycznym zachwytem, lubię takie tematy, cenię profesjonalizm autora, doceniam umiejętność ciekawego opowiadania o sprawach często mocno przyziemnych i to, że nie stara się zrobić ze swoich książek wybuchającej fajerwerkami anegdot papki dla tłumu.

Jego książki są doskonale opracowane i dopracowane, źródła podane jasno i wyraźnie, a odnośniki do nich nie przeszkadzają w czytaniu. 
Czytałam kilka jego książek, ale „Epoka Hipokryzji” i „Epoka Milczenia” poruszyły mnie najbardziej.

Epoka Milczenia, to książka opowiadająca o Polsce międzywojennej i o wszystkim tym o czym się wówczas nie mówiło i (żeby to stwierdzenie zostało dobrze zrozumiane), nie chodzi o to, że nie mówiło się o czymś co było nudne i stąd brak zainteresowania, albo że nie mówiło się o czymś co było marginalne, bez znaczenia i tak dalej. Chodzi o coś, co ze wszech miar było, jest, ba, zawsze będzie interesujące, powszechne i niestety obecne, ale o czym się nie mówiło gdyż temat był jakoś tak wstydliwy i nie wypadało.

To „nie mówienie” nie było ograniczone jedynie do tego, że o pewnych tematach kulturalny człowiek po prostu nie mówił, było znacznie gorzej, kulturalny człowiek nie mówił o pewnych zjawiskach, gdyż one po prostu nie istniały!
Piękna była ta nasza rzeczpospolita, a że zakłamana?

Wyobrażacie sobie, iż nie istniał problem gwałtów? W ogóle ich nie było! 
Te brutalnie, czasami poparte rękoczynami i mocno krwawe stosunki seksualne, które się zdarzały na każdym kroku były tylko i wyłącznie wymysłem kobiet, które chciały się zabawić, a potem naciągnąć biednych, bogu ducha winnych mężczyzna na jakieś odszkodowania…

Zresztą w dobrym towarzystwie takie rzeczy? Nigdy! Zostałaś zgwałcona choć należysz do lepszego towarzystwa? NIE ZDARZYŁO CI SIĘ TO! To się zdarza tylko pospólstwu!

Czego jeszcze w tym cudownym okresie nie było? No tak. Pedofilii. 
Nikt nikogo nie bił, nie zabijał, mężowie byli wzorem cnót, a kobiety… No cóż niewiele miały do powiedzenia, zresztą oczywiście kłamały, histeryzowały, siały panikę i w ogóle, kto by tam słuchał bab?!

W świecie biedoty do napastowania dochodziło prawie na każdym kroku, na ulicach w domach, na polu i w piwnicach, ale to to przecież był margines, Wśród „ludzi z towarzystwa” obowiązywała dyskrecja. Takie sprawy się po prostu tuszowało.

Zaczęto nawet chronić mężczyzn przed nadużyciami seksualnymi ze strony kobiet gdyż uważano, że nauczycielki, wychowawczynie czy służące to kobiety wyuzdanie i niebezpieczne.
A gwałty homoseksualne?
A molestowanie służących…

Autor pisze o tym wszystkim o czym za tamtych czasów się nie mówiło, o czym można było czasami przeczytać w brukowych gazetach jako o ciekawostkach wzbudzających zachwyt i niezdrową fascynacje i zwiększających nakład, ale nie rozwiązujących żadnych, nawet najmniejszych problemów.

Ta książka to opracowanie naukowe, ale napisane fascynująco lekkim językiem, i wierzcie mi autor porusza tak wiele ciekawych problemów, że książkę czyta się z wypiekami na twarzy.

niedziela, 12 sierpnia 2018

Spirytyzm i Lalunia



DANUTA KOROLEWICZ

Lato z ciotką spirytystką

LUCKY


Małe miasteczka wbrew pozorom wcale nie są lepsze od tych dużych bardziej może tłocznych i kolorowych, ale kuszących nocnym życiem i pozorną całkowitą anonimowością. 

Małe miasteczka też mają swoje sekrety, swoich wariatów, szaleńców, możnych, ważnych i nieważnych mieszkańców, którzy znani wszystkim i pozornie czyści, aż przezroczyści żyją sobie spokojnie nie wadząc nikomu, a przynajmniej wszystkim tak się wydaje. 

W takim właśnie miasteczku Danuta Korolewicz umieściła akcję swojej powieści zatytułowanej „Wakacje z ciotką spirytystką”. Już sam tytuł sugeruje lekkie przymrużenie oka, trochę szaleństwa i wakacyjny spokój, choć uprzedzam, tego ostatniego w tej książce nie znajdziecie. 

A co znajdziecie? Ekscentryczną ciotkę - tak spirytystkę, ale nikt nie ośmieliłby się nazwać jej szaloną. Ona wbrew pozorom wcale nie jest niespełna rozumu, ona wie co robi i dlaczego to robi, choć nie bardzo chce o tym mówić. 

Jest tam też przewspaniała papuga Lalunia, od której szewcy powinni uczyć się kląć i dwie sympatyczne studentki. Spotkamy tu też bosko przystojnego wikarego i całą masę złoczyńców… 
Oraz poetę… 

Sami wiecie jak to jest. 

W miasteczku o nazwie Warba ( nie, nie tym położonym w Minnesocie), ale tym niewielkim, kilkutysięcznym umiejscowionym przez autorkę niedaleko Torunia ( aż ciekawa jestem, czy ma swój pierwowzór) jest wszystko, ratusz, biblioteka, nawet katolicka rozgłośnia radiowa. 

To bardzo sympatyczne miasteczko, a jednak pod powierzchnią zwykłego życia coś się kotłuje. Coś niebezpiecznego, i to niebezpieczeństwo wcale nie jest ani trochę przesadzone. Jest realne, choć trudno je powiązać z „objawieniami pewnego pijaka”, wierszami pewnego „prawie” poety i zagrodzonymi kratą i zamkniętymi na kłódkę korytarzami ratusza. 

Bardzo sympatyczny lekki kryminał. Jest tu nawet nieco romansu, trochę życiowych rozterek i moralnych dylematów. 

Początkowo trochę przeszkadzała mi zbytnia drobiazgowość w opisywaniu zdarzeń, miejsc i sytuacji, ale potem jakoś się wciągnęłam.
Książka jako kryminał trzyma w napięciu i NIE zgadniecie kto jak i dlaczego, a w kryminale to ważne!

Danuta Korolewicz to autorka, której książek jeszcze nie czytałam, tak więc jest to moje pierwsze z nią spotkanie i nawet całkiem udane. 

Polecam - letni relaks gwarantowany.

sobota, 11 sierpnia 2018

To, co dopuszczalne dla kobiet...


JENNIFER EGAN

MANHATTAN BEACH

ZNAK litera nova


RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Tę książkę można odbierać na kilka sposobów, jako powieść, jako świadectwo czasu i zawieruchy wojennej, jako opowieść o zmianach społecznych, jakie kiedyś przecież musiały zajść, ale wszyscy i tak ich się tak strasznie boją, jakby to, że kobieta wzięła do reki młotek było świętokradztwem i zamachem na męską dominację w domu, w kraju, a nawet na kontynencie amerykańskim, tyle, że czasami życie nie jest czarno białe i nie da się go opisać w układach zero-jedynkowych typu, kobieta – gary, mężczyzna fabryka, bo życie, a czasami historia, (w tym wypadku głównie historia) ma inne pomysły. 

Wielki kryzys w latach 1929-1933 zmienił społeczeństwa i warunki w jakich żyły. 

Rodziny straciły podstawy bytu. Pracę. 

Mieszkańcy Nowego Yorku byli trochę podzieleni, może nie na getta, ale na grupy narodowościowe. Każda z tych grup usiłowała w tym okresie kryzysu ugrać coś dla siebie. „Makaroniarze”, „polaczki” i „irlandusy”… Nie kochali się, ( czasami pałali do siebie nienawiścią, czasami byli wobec siebie zaledwie pełni pogardy) starali się nie wchodzić ze sobą w zawiązki rodzinne, ani w inne interakcje, ale życie czasami miewa inne plany. 

Gdyby Manhattan Beach czytać tylko jako powieść, to jest to powieść dobra, ciekawa, ale nie jakoś skrajnie nowatorska, choć i tu nie mówię całej prawdy, bo jednak jest w niej coś co porusza do głębi i fascynuje, ale ta książka nie jest li tylko powieścią, a niesamowicie skomplikowanym obrazem tamtego świata, w którym, nie ten dobry, kto wydaje się dobry, nie ten mądry, kto dzierży jakąś, nawet najskromniejszą władzę. Autorka pokazuje meandry ludzkich motywacji i zachowań. 

Jest to okres, kiedy po wybuchu II Wojny światowej amerykańscy mężczyźni wyruszają na wojnę, a stanowiska w fabrykach muszą zostać obsadzone przez och żony i córki. To rewolucja kulturowa. Zamiast pichcić obiadki i pilnować maluchów kobiety idą do pracy. Muszą? Tak muszą, ale najczęściej chcą. Po raz pierwszy wypuszczone z kokonu domowych, ciasnych pieleszy bardzo sobie cenią ten okruch wolności i prawa do samostanowienia. 

Nie każdy to akceptuje. To nie jest proces prosty… Niektórzy myślą, że zaraz po zakończeniu wojny kobiety da się znów zagonić do garów… 

Nie mają racji. 

Anna główna bohaterka chce pracować jako nurek. To nie jest proste i właściwie jest prawie niemożliwe, ale ona daje sobie radę. 

Po co to robi? Z wielu względów, ale także chce dowieść sobie samej, że ojciec nie porzucił rodziny. Ukochany ojciec, który kilka lat wcześniej wyszedł z domu i nigdy nie dał już znaku życia. Czy był typowym mężczyzną porzucającym starzejącą się żonę i dwie córki… jedną kaleką, czy też coś się stało? 

Anna woli wierzyć w tą druga ewentualność. Kocha ojca aż za bardzo. 

Co odkryje? 

Wszystko krąży wokół doków, syndykatu i dziwnych i co tu dużo mówić nielegalnych makaroniarskich przedsięwzięć. Jest bieda, głód, wojna. Tak, wojna jest w sumie dość daleko od Nowego Yorku, ale wyczuwa się ją na każdym kroku… 

A kobiety zaczynają brać swój los we własne ręce… 

Fascynująca opowieść, ciekawa. Drążąca duszę. I ta niejednoznaczność postaw. To zachwycające jak autorka miesza w naszym pojęciu dobra i zła, jak pokazuje, że nic nie jest bez znaczenia, że nie ten dobry, kto dobry, nie ten zły kto dobry, a każdy po trochu i dobry i zły i okrutny... 

Takie przedstawienie świata nie pozwala nam stawiać się ( nam jako czytelnikom) po którejkolwiek stronie. Patrzymy, otwieramy oczy i czytamy dalej, z kolejnym zachwytem, zaciekawieniem, skurczem serca i gardła, na każdej kolejnej stronie.

piątek, 10 sierpnia 2018

Bajka o śmierdzącym kopciuszku....

Jak się zakochać w facecie, który mieszka w krzakach

Emmy Abrahamson

Powieść musi, ale to naprawdę MUSI rządzić się pewnymi prawami. Tak już jest! Musi też być prawdopodobna. 

Naprawdę, musi być nawet bardziej prawdopodobne niż prawdziwe życie. I to jest dla mnie bardzo ważne. 

A teraz opowiem wam o Julii. 

Julia to dziewczyna, która ma własne mieszkanie w Wiedniu i pewnego dnia poznaje młodego, bezdomnego Kanadyjczyka. Zaczyna z nim romansować. Ponieważ jednak facet straaasznie śmierdzi i cuchną mu stopy nie jest w stanie go pocałować. 

Przy następnym spotkaniu facet śmierdzi odrobinę mniej i między nimi wybucha wielki gejzer miłości. 

No dobra… To nie tak, że nie wierzę w takie cuda, (choć naprawdę nie wierzę), ale to jakieś dla mnie dziwne. 

Ona nauczycielka mocno zraniona i samotna ( mieszka z kotem) on facet z krzaków. 

O.K wcale nie musi być mordercą, ćpunem czy, nie wiem człowiekiem chorym na wszelkie choroby przenoszone drogą płciową, choć niestety może. Oczywiście nie trzeba być bezdomnym, żeby chorować - to nie jest warunek konieczny, ale…. 

Psychicznym można być i w pustostanie i modnym lofcie, jedno nie wyklucza drugiego. Inna sprawa to, to że bezdomność rzadko bywa wyborem. 

No i bycie mordercą też nie zabrania posiadania ani domu, ani konta w banku, ale brak ich wcale nie wyklucza biegania z siekierą po krzakach. 

Wyżywam się? 

Nie, wcale nie! Ta książka nieźle mnie ubawiła, rozluźniła i w sumie wcale nie była zła, ale taka… nierealna. 

Julia jako nauczycielka i jej codzienne frustracje – tak to jest realne, ba nawet realistyczne. 

Wiem, sama bywałam nauczycielką… 

No, ale… nie … 

No dobra, więcej nie mogę napisać o treści, bo zaraz zaspojleruję całą książkę, a przeczytania jest warta, tylko szczerze mówiąc, może to mój wiek – mocno zaawansowany, może zboczenie zawodowe, zboczona bywam zawodowo nagminnie, może poczucie realizmu życiowego ( ha, ha, gdzieś słyszałam, ze powieść oparta jest na faktach, więc trafiłam jak kulą w płot), ale jednak nie jestem za bardzo przekonana. 
Świetna na jeden wieczór, denerwująco, zadziwiająca, warta przeczytania, choć chwilami ma się ochotę wywalić ją za okno i krzyczeć do bohaterki: Gdzie leziesz kretynko… 

Naprawdę zachęcam. Co się nadziwiłam to moje, a na dodatek świetnie się czytało. 

Facet z krzaków jest super, wiem, jak trudno czasem o prysznic, dwadzieścia piw dziennie to dużo… 

Nie, no bajka o męskim kopciuszku z krzaków. I odrobinę o Pigmalionie, ale ciut inaczej.

Nie żartuję. Dobra książka, przeczytajcie!

czwartek, 9 sierpnia 2018

Beduinki atakują... instagram.


Kobiety arabskie zwyczajowo „zakutane” od stóp do głów mają swoje sekrety. Postrzegamy je jako uciśnione, nieszczęśliwe kury domowe całkowicie zależne od mężów i nie mające zbyt wiele do powiedzenia.

Jest to oczywisty stereotyp bo kiedy się pozna je bardziej okazuje się, że umieją cieszyć się życiem i z tego życia korzystać na rożne, nie zawsze akceptowane przez mężczyzn sposoby. Emiraty Arabskie, o których pisze autorka książki „Beduinki na instagramie” to ukryte królestwo kobiet, ukryte, bo nie widać go na pierwszy rzut oka. 

Autorka wie o czym pisze bo od lat tam mieszka i udało jej się już wrosnąć jako tako w tamto społeczeństwo, dlaczego „jako tako” dowiecie się z książki. Nauczyła się języka i specyficznych kodów zachowania, które obowiązują w każdym społeczeństwie i lepiej je znać, żeby nie popełnić gafy.

Będąc Europejką ma kontakt zarówno z kobietami jak i mężczyznami ( co dla kobiet arabskich nie jest sprawą prostą) i potrafi świetnie opowiadać, pokazuje nam specyfikę tego kraju, w którym mężczyźni ubierają się na biało, a kobiety na czarno, w którym zasłania się twarze, włosy (i wszystko co tylko się da) pięknymi abajami, gdzie kobiety rodzą po dziesięcioro dzieci, ale nadal chcą i potrafią być piękne oraz, gdzie w tajemnicy przez męskim światem kwitnie instagramowe podziemie.

Cudnie się to czyta i z ogromnym zaciekawieniem. Bo właściwie po co instagram kobiecie, która nie może pokazać nawet kawałka nosa? 

Dlaczego tak je to fascynuje, po co kupują najlepsze i najdroższe kreacje europejskich kreatorów, skoro… Tak, NIE WOLNO im się w nich nikomu pokazać ( no może mężowi, ale wiadomo, mąż to przecież nie to samo, to TYLKO mąż)
Jak wygląda flirt w kraju zasłoniętych twarzy? A wierzcie mi flirtują! 

Gdzie i jak nie szuka się materiału na żonę? Jak Emiratczycy i Emiratki radzą sobie z zakazem spożywania alkoholu… Tak, tak oni piją, tylko jakby nie bardzo to widać.

Fascynująca opowieść o świecie ze stereotypów, napisana wyważonym językiem porusza wiele kwestii, które teraz w dobie bezproblemowych podróży każdemu mogą się przydać. Ciekawa i pouczająca. Polecam każdemu. 

Ta książka pokaże nam, że to co wiemy to naprawdę niewiele. Pokaże nam, że warto się uczyć i poznawać świat zza zasłon stereotypów. 

Jest wciągająca. Pouczająca i doskonale napisana.