Recenzje moich książek
Etykiety
RECENZJA
(323)
WREDNYM OKIEM
(263)
MEDIA RODZINA
(41)
INITIUM
(27)
OFICYNKA
(21)
ZNAK LITERANOVA
(20)
ZNAK
(19)
O MOICH KSIĄŻKACH
(13)
MUZA
(10)
PRÓSZYŃSKI i SKA
(9)
AGORA
(7)
RECENZJA DRAGON
(7)
UROBUROS
(7)
WAB
(7)
AUTOR
(6)
CZARNE
(6)
Dragon
(6)
LUCKY
(6)
DWUKROPEK
(5)
FILIA
(4)
HARPER COLLINS
(4)
JanKa
(4)
SZARA GODZINA
(4)
ZAPOWIEDŹ
(4)
ZYSK i ska
(4)
DOLNOŚLĄSKIE
(3)
OPOWIADANIE
(3)
RECENZJA. LITERATE
(3)
REPLIKA
(3)
SEQOJA
(3)
SKARPA WARSZAWSKA
(3)
SPOTKANIA
(3)
STARA SZKOŁA
(3)
ZNAK HORYZONT
(3)
eSPe
(3)
AKTYWA
(2)
BELLONA
(2)
CZWARTA STRONA
(2)
Czarna Owca
(2)
DWIE SIOSTRY
(2)
MARGINESY
(2)
NOVAE RES
(2)
PAPIEROWY KSIĘŻYC
(2)
PSYCHOSKOK
(2)
RELACJA
(2)
VIDEOGRAF
(2)
WILGA
(2)
WYDAWNICTWO UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO
(2)
ZAPOWIEDŻ
(2)
ALBATROS
(1)
ALBUS
(1)
ARKADY
(1)
BURDA
(1)
BoNoBo
(1)
CZYTELNIK
(1)
DLACZEMU
(1)
EDIPRESSE
(1)
EDITIO
(1)
FABUŁA FRAZA
(1)
GENIUS CREATION
(1)
MANDO
(1)
MOVA
(1)
MOWA
(1)
PORADNIA K
(1)
POSTfactum
(1)
Promocja
(1)
R
(1)
RECENZJA Feeria
(1)
SOLIS
(1)
SQN
(1)
Sine Qua Non
(1)
VECTRA
(1)
VESPER
(1)
WR
(1)
WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE
(1)
WYDAWNICTWO LITERACKIE
(1)
WYDAWNICTWO POZNAŃSKIE
(1)
w
(1)
wrednym
(1)
poniedziałek, 20 marca 2017
Kocham takie recenzje!
"Maski zła" to według mnie rewelacyjny thriller psychologiczny i choć opiera się na sprawdzonych schematach zamkniętej społeczności i tajemnicy sprzed lat, to znacznie się wyróżnia spośród innych książek z tej kategorii przede wszystkim metodą budowania napięcia oraz nietypową kreacją bohaterki. Polecam każdemu wielbicielowi gatunku oraz osobom, które pragną zgłębić i zrozumieć fenomen rozdwojenia jaźni. Genialna.
ZAPRASZAM:
Nowa recenzja mojej książki.
TUTAJ KLIK:
niedziela, 5 marca 2017
Tylko w sercu prawda...
Życie pasterza
James Rebanks
Wyd: ZNAK
Wyd: ZNAK
RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!!!
W sprzedaży od 2017-03-20.
Jesteśmy zakładnikami sukcesu jako
jedynego wyznacznika szczęścia i powodzenia pośród ludzi. Nic
innego się nie liczy, tylko to jak wyglądamy w oczach innych, tylko
ten „wyimaginowany” sukces, najgłupszy, najmniejszy, najbardziej
bezsensowny, a jednak konieczny, byśmy patrząc na siebie oczami
innych dostrzegli to co jest nam niezbędne. Podziw. Akceptację.W sprzedaży od 2017-03-20.
I tylko to jest szczęściem.
Bo kimże jestem jeżeli nie osiągnąłem
sukcesu? Kimże jestem jeżeli nawet do niego nie dążę? Sukcesem
może być wszystko, białe zęby, piękne ciało, zdolne dzieci,
dobry mąż... Pieniadze.
A praca?
Praca przestała być dobrem, prawdą,
powołaniem. Zniknął gdzieś tak mocno zakorzeniony w
społeczeństwach protestanckich etos ciężkiej pracy, przywiązania
do ziemi, do społeczności i do tradycji. Staliśmy się goniącym
za sukcesem stadem samotnych ludzi, którzy dbają tylko o siebie i
wszystko robią tylko dla siebie. Nic nie mając w sercu a wszystko w
kieszeni.
Kraina
Jezior to obszar
w północno-zachodniej Anglii w
hrabstwie Kumbria,
jedno z najpopularniejszych obecnie miejsc wypoczynkowych w tym
kraju. Paradoksalnie to także miejsce pracy i życia wielu
mieszkających tam hodowców owiec.
„Życie
Pasterza. Opowieść z Krainy Jezior”, to książka właśnie o
tych dzikich wciąż jeszcze, ale pięknych i romantycznych według
poety Williama
Wordswortha terenach ( z tym
romantyzmem autor mocno sarkastycznie polemizuje).
Autor
jako hodowca owiec z dziada pradziada od dziecka żył na tym skrawku
ziemi, gdzie najważniejszą sprawą zawsze były owce i psy
pasterskie, gdzie najpierw karmiło się zwierzęta, potem
pracujących, a na końcu dzieci, gdzie chodzenie do szkoły było
samym złem i stratą czasu, a coś takiego jak moda nie miało
znaczenia, opisuje życie farmera podporządkowane potrzebom ziemi i
zwierząt, podporządkowane porom roku i mocno z nimi związane. W
swojej opowieści pokazującej pasterskie życie, zwyczaje i magię
codzienności. Przywiązanie i miłość. Klęski i kłopoty. Życie,
które jest wyborem świadomym, a nie skazaniem. I to w tym tekście
wysuwa się na plan pierwszy. Miłość, wybór i powołanie, a cała
reszta idzie dopiero potem, a książka jest cudownie piękna.
Napisana jakby mgłą, tęsknotą człowieka, który trochę się
ucywilizował i widzi co traci, ale zawsze wraca tam gdzie jego
serce, człowieka, który nie zgadza się na głupotę turystów, na
beztroskę miastowych. Nie szukajcie tu skrajnego ekologizmu,
wielkich słów na temat przyrody, czy życia w zgodzie z natura. Ta
książka nie szafuje wielkimi słowami, ona mówi po ludzku o
sprawach pięknych i prostych, albo trudnych, ale też często
pięknych.
Podzielona
na pory roku, opowiada historię dzieciaka, który robi wszystko aby
oblać egzaminy w szkole bo chce zostać pasterzem, a mimo to idzie
na Oksford, ale nadal jest pasterzem, jego dziadka i ojca, którzy
prawie nie umieli czytać, a byli po ludzku mądrzy, mówi, o życiu
ich żon i przede wszystkim zwierząt... Ukochanych psów, pięknych
owiec i cudownie nieobliczalnych gór.
Miłośnikom
sir Terrego Pratchetta powiem tylko, że w tej opowieści
odnajdziecie całą tę miłość i szacunek do pasterskiego życia,
jakie Pratchett zawarł w cyklu o Tyffany Obolałej, choć nie jest
to powieść fantasy, nawet „babcia Obolała” tu się pojawia,
tyle że jest prawdziwa.
Ja
się w tej opowieści zakochałam! Tak cudnie napisanej,
nostalgicznie złośliwej i żartobliwie pokrętnej opowieści nie
czytałam już dawno. Z całej duszy polecam.
środa, 8 lutego 2017
Genialny metareportaż o świecie zza kamer.
Film dokumentalny bywa niesamowicie interesujący i fascynujący, ale jest bardzo niejednorodny. Może być narzędziem propagandy, opisem, albo lustrem świata i to ta ostatnia możliwość wydaje mi się najbardziej ciekawa i nośna, ale do tego trzeba człowieka, który umie schować się za tym światem i pokazać go takim jakim jest w oczach nie widza, ale bohatera.
Tak właśnie odbieram filmy Fidyka. Genialną, a zarazem przerażającą „Defiladę” widziałam jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, a obrazy z tego filmu nadal tkwią pod moimi powiekami, bo tego filmu nie da się zapomnieć. Zresztą innych także nie.
„Świat Andrzeja Fidyka” to dokument o dokumencie, taki „metareportaż” pokazujący od innej strony i za pomocą skrajnie innego środka wyrazu, to co widzimy w jego filmach.
Nie jest to objaśnienie tych filmów bo takowe nie jest po prostu potrzebne, to raczej opis rzeczywistości, która doprowadziła do powstania filmu w takiej, a nie innej formie. Książka ukazuje rozterki reżysera, problemy techniczne wszelkiej maści, kłopoty logistyczne, ale też i zawirowania polityczne, kulturowe, albo po prostu ludzkie dylematy związane z tym, czy innym zdarzeniem, tematem, czy kadrem.
Zawiera także wskazówki, może nie tyle dla przyszłych reżyserów, ale dla ludzi dokumentujących życie innych ludzi i są to uwagi bardzo trafne, najczęściej dotyczące swoistej etyki, kodu postępowania z bohaterem tak aby kamera go nie odczłowieczyła i nie skrzywdziła w wymiarze już tylko czysto ludzkim, żeby kiedy zgasną światła, nie doszło do tragedii.
Reportaże Fidyka to genialne obrazy z których „wyłazi” rzeczywistość i nie będzie to rzeczywistość widza, turysty, czy gapia, ale człowieka żyjącego w danej przestrzeni.
Książka jest podzielona na rozdziały dotyczące, każdy innego dokumentu, począwszy od genialnej „Defilady” poprzez „Diabła w Moskwie”, kóry pokazuje postradziecką seksualność nieporadnie wyzierającą zza kufajek i siermiężnej moralności. Opisuje też festiwal w Rio „Karnawał. Największe party świata” w którym kolorowa bieda i nadzieja zakwitają co roku na kilka dni. Opisuje doświadczenia z pobytu w Japonii ukazując w reportażu „Pocztówka z Japonii” KAROSHI zapracowywanie się na śmierć... Objazdowe kino w Indiach, które jest prawdziwsze niż sama prawda, pracę w Kazachstanie i różnice kulturowe pomiędzy Kazachami, a ludźmi zachodu, afrykański „Taniec Trzcin” z AIDS w tle, Białoruskiego Puszkina i Yodok, obóz koncentracyjny o którym mówią ocealeńcy, a który doprowadza autora do smutnych, ale niestety prawdziwych refleksji na temat przyszłości.
Rejestrując świat obrazem, Fidyk powstrzymuje się od osobistych komentarzy, w książce nieco mocniej akcentuje siebie i opowiada ten świat nieco inaczej. Reportaż świetny, do połknięcia w jedną noc, ale i do studiowania. Teraz, kiedy w internecie można legalnie obejrzeć niektóre filmy aż kusi, żeby to zrobić jeszcze raz i zrozumieć więcej podpierając się lekturą tego świetnego dokumentu.
środa, 1 lutego 2017
Obozy się "nie przeterminowały"
KRÓLESTWO ZA MGŁĄ
Nie ma w Polsce rodziny, której nie dotknęłaby w jakiś sposób sprawa obozów koncentracyjnych.
Mojej także to nie ominęło, dwie z sióstr mojej babci były w tych samych obozach co autorka książki, toteż odbieram ten wywiad rzekę bardzo osobiście i wierzę, ze wszelkich sił mojej wiary, że o obozach trzeba mówić, nadal, wciąż i jeszcze raz od nowa. One nie odeszły, one są, trwają jeszcze w pamięci rodzin, w snach ofiar, we wspomnieniach. One się „nie przeterminowały” niestety, taka jest natura człowieka, nadal istnieją gdzieś w Korei, gdzieś w Chinach, może w innych nieznanych zakątkach globu i będą tam nadal. Powstaną nowe, tak toczy się świat i tego uczy historia, zapominanie tylko jej ułatwia zadanie.
Mojej także to nie ominęło, dwie z sióstr mojej babci były w tych samych obozach co autorka książki, toteż odbieram ten wywiad rzekę bardzo osobiście i wierzę, ze wszelkich sił mojej wiary, że o obozach trzeba mówić, nadal, wciąż i jeszcze raz od nowa. One nie odeszły, one są, trwają jeszcze w pamięci rodzin, w snach ofiar, we wspomnieniach. One się „nie przeterminowały” niestety, taka jest natura człowieka, nadal istnieją gdzieś w Korei, gdzieś w Chinach, może w innych nieznanych zakątkach globu i będą tam nadal. Powstaną nowe, tak toczy się świat i tego uczy historia, zapominanie tylko jej ułatwia zadanie.
Ta książka, ten niesamowity wywiad to bardzo ciekawa opowieść o tym, że można mimo pamięci żyć nadal, nie wszystkim się to udało, wielu więźniów wybrało samobójstwo nie mogąc uporać się z przeszłością, bo tę przeszłość, to królestwo za mgłą zabrali ze sobą zamiast z niego wyjść.
Autorka opowiada o tym co w obozie było życiem, o ciągłym, nieustającym trwaniu. O tym jak bardzo istniało tylko tu i teraz, o teraźniejszości bez przeszłości, bo za bardzo boli i bez przyszłości bo może jej nie być.
Mówi o obozowych katach trochę inaczej, nie całkiem i nie zawsze źle, co wzbudza niechęć innych byłych więźniów obozu. Robi tak w imię prawdy, bo taka właśnie była ta jej prawda, której nie chce się zaprzeć. Jej niezgoda na generalizowanie, na utożsamianie każdego Niemca z bestią bardzo ją rożni od innych więźniów, mimo tego co przeżyła, nieludzkie warunki, koszmarnie ciężką pracę, wszechobecny głód, bestialstwo, rewir, brak leków i wiele chorób. Przeszła przez karną kompanię i medyczne eksperymenty, a mimo to, potrafi dostrzec też dobre chwile, jakie jej zdarzały się w Auschwitz. Pamięta o dobroci, której doznała, o ulotnych mgnieniach radości…
Bardzo pięknie napisana książka, poetycka choć tragiczna, w żadnym razie nie roszczeniowa, co często się zdarza u ofiar takich tragedii, pozytywna w swojej okrutnej wymowie, książka, którą czyta się jak tragiczną baśń, ale też przeczytać trzeba.
Wywiad, dodajmy że świetnie przeprowadzony, kulturalny i pozbawiony współczesnej nam nachalności, za pomocą której dziennikarze często wyciskają ze swoich rozmówców „ciekawe kąski” dotyczy nie tylko obozów, ale i czasów powojennych. Życia, śmierci, trwania, pisania i tworzenia, a także tego jak akt twórczy terapeutycznie może wpływać na zranioną dusze i pomóc jej uciec zza mgły, z królestwa za mgłą, z imperium strzeżonego przez rycerzy w czarnych mundurach. Warto przeczytać!
środa, 7 grudnia 2016
Droga do domu - ciekawość czytania map

SAROO BRIERLEY
LION
DROGA DO DOMU
Powieści biograficzne, a właściwie biografie jako takie to coś co lubię bardzo i chętnie się w nich rozczytuję. Jest ich wiele rodzajów, od mocno „dokumentalnych” i nieco przeładowanych, po lekkie, graniczące z beletrystyką autobiografie napisane lekko i bez zadęcia. Ta właśnie do takich należy, zresztą skupia się na pewnym aspekcie życia, a nie na biografii jako takiej.
Jest bardzo ciekawym studium na temat adopcji, bo o niej właśnie mówi. Jest to jednak ten rodzaj adopcji, gdzie rodzice podejmują ten wybór dla dziecka, a nie dla siebie, bo oni dzieci mogą mieć, tyle, że chcą po prostu pomóc, czyli dziecko nie jest dopełnieniem rodziny, jako marzenia, ale celem samym w sobie.
Dziecko, wybrane przypadkiem czy wymarzone, ma zawsze za sobą jakąś historię i ta historia często potrafi bardzo mocno zaważyć na życiu całej rodziny, czy tego się ktoś spodziewa czy nie. Tu także zaważyła gdyż dziecko, które zostało oddane do adopcji zagranicznej w wieku pięciu lat zupełnym przypadkiem znalazło się w Kalkucie, po prostu zgubiło się, ale było zbyt małe by umieć opowiedzieć o tym co mu się przytrafiło, zresztą i tak naprawdę miało wiele szczęścia.
Rodzice adopcyjni mimo ostracyzmu w pewnych środowiskach i wielu trudności podtrzymywali w adoptowanym chłopcu pamięć i szacunek dla kultury, z której pochodził. To ważne, bo wielu rodziców „wykorzenia” swoje adoptowane dzieci, które potem są jakby na ziemi „niczyjej”, już nie posiadają tożsamości narodowej rodziców biologicznych, a z różnych względów nie czują się związane z kulturą tych adopcyjnych.
Dzięki ich decyzji chłopiec nie traci, a jedynie zyskuje. Po latach za pomocą Google Earth szuka trochę „na oślep” miejsca z którego pochodzi, stacji, na której wsiadł do pociągu, miasta, kina, fontanny... Braci i siostry. Problemem jest to, iż niewiele pamięta i to, że nie zna już języka, a nazwy, imiona i niektóre słowa pamięta w bardzo dziecinnej, zniekształconej często formie.
Bardzo leciutka, ciekawie napisana opowieść o szukaniu własnych korzeni, nie z powodu jakiejś traumy, czy zemsty, ale z powodu ciekawości i potrzeby serca. Czyta się jednym tchem i mimo, iż nie jest to jakieś arcydzieło to jednak bardzo dobra, bo oparta na prawdzie opowieść o tym, że trzeba i można walczyć, że nadzieja to coś wartościowego, że przypadek czasami może więcej niż się wydaje.
Bardzo szczerze polecam. Będziecie zachwyceni bo ta książka oprócz dużej przyjemności z czytania daje ogrom nadziei i sporo ciekawej wiedzy.
poniedziałek, 21 listopada 2016
A w dzisiejszej PARTY polecanka Masek Zła!
poniedziałek, 14 listopada 2016
Studium pokolenia z przymrużeniem oka.
Fascynująco dobre i naprawdę ciekawe
studium pokolenia, a może i kilku pokoleń opisane na podstawie
jednego, dość nietuzinkowego człowieka, kogoś kto ma umysł na
tyle analityczny by się nad sobą, światem, pokoleniem zastanawiać,
( i robić to z humorystycznym zacięciem) by wyciągać wnioski, by
reagować, choć bywa to reakcja często sarkastyczna czy ironiczna,
to jest adekwatna.
Pojawił się ostatnio na rynku
prawdziwy zalew „literatury celebryckiej” trzeba to chyba jakoś
nazwać, choć słowo „literatura” woła tu o pomstę do nieba i
skręca się z bólu od samego tylko tego wysoce niefortunnego
zestawienia, ale podaż, popyt i te sprawy... To takie ekonomiczne
choroby zakaźne, na które zapadła i literatura. Są ci, którzy
czytają, są i ci, którzy piszą.
Jednak UWAGA, tej książki bym do tej
kategorii NIE zaliczyła. Dlaczego? Otóż, jest to po prostu dobrze
i INTELIGENTNIE napisana książka.
Z zaskoczeniem czytałam ją ciekawa
postrzegania świata człowieka o pokolenie młodszego.
Wychowanego inaczej, w innym świecie,
w innych wartościach i stwierdzam, że jest to książka, po prostu
świetna i potrzebna. Pokazuje jak bardzo się różnimy od innych
pokoleń i zarazem jak bardzo wciąż pozostajemy tacy sami. Wiecie
jak jest. Te konflikty pokoleń, te teksty „Za moich czasów”, to
wkurzające, uszczypliwe: „obciął byś włosy, albo garnitur
włóż”, „I jaka ta młodzież teraz okropna! Niczego nie
uszanują”
Tak, tak.... Ta książka może być
całkiem dobrym przewodnikiem po młodych ludziach, dla tych, którzy
tego przewodnika potrzebują, ( a wielu potrzebuje go natychmiast), a
poza tym w książce zadziwia świetny styl, ciekawa forma, sprytnie
ujęta tematyka, niby to biografia, ale taka z przekąsem i
przymrożeniem oka. Ja osobiście bardzo polecam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







