PANIKA.
A już panika w moim wydaniu jest po prostu nie do ogarnięcia!
Zaczęło się od tego, że miały przyjechać i miałyśmy się spotkać w rynku. Tak? Wszystko jasne? No nie do końca! Po pierwsze żadnej z nich w życiu na oczy nie widziałam, ( poza facefotkami – ale wiecie jak jest, nie zawsze są aktualne) po drugie nie wiedziałam kto ma przyjechać ( zapomniałam zapytać) po trzecie ile osób?
Myślicie, że to jakiś dziwny wygłup z mojej strony? Oczywiście że nie! Ja tak po prostu zawsze mam. Jestem roztargniona jak mało kto.
Wiedziałam, tylko, że to koleżanki pisarki… Jedyną „wiadomą” w tych skomplikowanych równaniach była Kasia bo z nią miałam kontakt, mogłam oczywiście zapytać, ale po co?
No i zaczęłam kombinowanie.
Przyjadą samochodem. No przecież, że nie pociągiem. Ile miejsc ma samochód?
Ja nie prowadzę, ale samochody w życiu widywałam, więc pomyślałam. Cztery, ale zaraz zastanowiłam się, czy może kogoś będą wiozły w bagażniku? Na wcisk? Na kolanach. Nie. Nie są takie jak ja, nie wpadłyby na taki durny pomysł, ale myśl ta nie dawała mi spokoju - widziałam jak studenci weszli w siedemnastu do malucha.
Ale… Teraz nikt nie jeździ maluchem!
Poszłam na rynek (umówione miejsce spotkania) i zaczęłam ich szukać. Ludzi nie było dużo. Rozejrzałam się i… Zobaczyłam cztery kobiety.
Liczba mi pasowała. Wiek się mniej więcej zgadzał ( z moimi wyobrażeniami) szły razem i podeszły do słynnej ławeczki, na której wszyscy „nie tubylcy” robią sobie zdjęcia.
To też mi pasowało.
Ławeczka stała na drugim końcu rynku zaczęłam więc machać rękoma i gonić w ich kierunku, pokazując żeby na mnie poczekały.
- Szukam was! - wołałam na cały głos.
Nim dobiegłam zaczęły krzyczeć, opędzać się od czegoś i wrzeszczeć na mnie… Dobrze, że nie znam czeskiego.
Nie były przyjaźnie nastawione mimo, iż w ręku nie miałam nic poza telefonem. To miało chyba coś wspólnego z tym „szukaniem”.
Ponieważ koleżanki miały jechać z panelu literackiego w Szklarskiej, sprawdziłam, kto tam jeszcze był i nagle olśniło mnie. Zobaczyłam włosy! Stały całkiem niedaleko. Nie same, z właścicielką.
Falujące, pierścionkowate włosy Iwony. To musi być ona, zdecydowałam, patrząc na zdjęcie w komórce. ( miałam jedno zdjęcie z panelu)
Tylko, że włosy były czarne, ale przecież mogła je od wczoraj przefarbować! Postanowiłam podbiec.
Już, już miałam zagadnąć do stojącej tyłem Iwony kiedy ta odwróciła się i zrobiło mi się czarno przed oczyma. Dosłownie! To było dziwne. Owszem, włosy mogła przefarbować, ale twarz???
Przede mną stała jakaś Afroamerykanka i patrzyła na mnie groźnie.
No tak. Amerykańska żołnierka. Stacjonują niedaleko stąd. W niedzielę dużo ich wylega na rynek.
Patrzę i widzę Kasię. Ona przecież biega… Tylko dlaczego jest facetem w kasku, w stroju sportowym i na rowerze? Przyglądam się i widzę w tym facecie koleżankę pisarkę? Dlaczego? Nie pytajcie! Sama też nie będę się nad tym zastanawiać. To nie jest chyba normalne, a ja nie mam pieniędzy na psychiatrę.
I nagle zaświtało mi w głowie, że może one będą w jakimś męskim towarzystwie.
Możliwe, prawda?
Zobaczyłam kilka grupek mieszanych, które jakby pasowały.
Tylko skąd one wzięły tylu Chińczyków?
Zrezygnowałam z rozmowy, zresztą nic by nie dała, Chińczycy mówili po niemiecku, ja niestety nie.
Nagle zobaczyłam ognistorudą czuprynę. Hmmm, która z nich jest porządnie ruda?
Może Hanna?

Była jeszcze babka z trójką dzieci i w ciąży, kto to mógłby być?
Moje "znajome" Czeszki przeszły obok mnie pokazując mnie sobie oczami. Przerażonymi.
A może ta babka w kaloszach w kwiatki, która skacze koło latarni? Pisarki bywają dziwne, może tak to się objawia?
Siadłam na ławce i nagle zadzwonił telefon.
Ucieszyłam się jak dziecko.
Niestety to jakaś baba zapraszała mnie na pokaz garnków.
Zaczęłam w duszy kląć. Na głos nie mogłam, bo naprzeciw mnie siedziała bardzo elegancka ( naprawdę) kobieta mocno po siedemdziesiątce, która klęła tak, że nie chciałam robić jej konkurencji. Zresztą miałabym niewielkie szanse.
I wtedy przyjechały.
I rozpoznałam je. Kasia bez roweru wyglądała dziesięć razy lepiej, Agnieszka nie miała ze sobą sześciorga dzieci, Grażyna nie była wzrostu dwumetrowego dragona, a Iwona nie przefarbowała sobie twarzy!
Dzięki Bogu, psychiatra nie będzie konieczny.
Dziewczyny, bardzo miło było spotkać się z wami!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz