niedziela, 15 lipca 2018

Czarny kot grasuje nocą....


Przedwczoraj był szczególny dzień i wcale nie dlatego, że był to piątek trzynastego. No bo czym ten dzień się właściwie różnił od innych? Ludzie jak zwykle płacili mandaty, wpadali po pijaku pod rowery, łamali sobie kończyny, spadali ze schodów, gubili klucze, dzieci i biustonosze, pękały prezerwatywy, wybuchały lodówki i piekarniki.

Jak każdego dnia bili się, wpadali w ręce policji i a w szafach odkrywali zaginionych kochanków. Więc o co chodzi?

O nic, codziennie, to codziennie, takie rzeczy się po prostu zdarzają, ale w piątek trzynastego odpowiedzialny za wszystko jest pech i oczywiście czarny kot.

sobota, 14 lipca 2018

Szalony Mikołajek.


 Goscinny/ Sempe

Nowe przygody Mikołajla

ZNAK


Oklejona, podniszczona, kupiona za złotówkę na kiermaszu bibliotecznym, a wydana ponad trzynaście lat temu książka… Co to za książka? Widzicie… „Nowe przygody Mikołajka” ponad 80 nowych do roku 2005 niepublikowanych historyjek, przygód Mikołajka, który bawi i zachwyca mimo, że właściwie nie jest już najmłodszy, bo pierwsza historyjka o jego przygodach zatytułowana „ L’œuf de Pâqueszostała opublikowana 29 marca 1959 roku.

Ponad 30 lat po śmierci autora jego córka Anna zdecydowała się ujawnić nieznane dotąd opowiadania. Tak powstał kolejny tom przygód Mikołajka: Nowe przygody Mikołajka (Histoires inédites du Petit Nicolas), wydany we Francji w 2004 roku.

Mikołajek i jego koledzy Alcest ( ten, który bez przerwy się obżera), Euzebiusz ( najsilniejszy w klasie), Gotfryd ( ten od bogatego ojca) czy Maksencjusz to są zupełnie inne dzieciaki. Jeszcze nie zatopione w smartfonach, jeszcze nie oszalałe na punkcie telewizji, doceniające szaleństwa na świeżym powietrzu piłkę, kolejkę elektryczną i codzienne bójki.

Krótkie opowiadanka, często z pokrętnym morałem, pokazują świat oczami Mikołajka. Nie jest to bardzo „poprawne politycznie” spojrzenie, i dzieciaki i dorośli robią przeróżne rzeczy, które nie zawsze godne są pochwały.

Nawet dorośli (a może szczególnie oni) mają swoje wady, często się kłócą i bywają nieprzewidywalni, ale przynajmniej są prawdziwi. Co prawda opowieści dotyczą czasów, kiedy wszystko było nieco inne, (no może poza kłótniami rodziców), kiedy rodzice byli bardzo poważni ( co nie dotyczy spotkań z braćmi) i kiedy ludzie kupowali pierwsze telewizory.

Z dużą przyjemnością czytałam to sobie wieczorami, po kilka opowieści naraz, bo wbrew pozorom nie są to opowieści dla dzieci, to znaczy nie tylko dla dzieci, a może po prostu są to dobre opowieści, a jako takie są dobre dla każdego?

Polecam, choć każdy musi sam zdecydować, czy ma ochotę na spędzanie czasu z Mikołajkiem wciąż łobuzującym, prześmiesznym i wiecznie zdziwionym chłopcem, który gra w kulki, bije się z kolegami i ma samych najlepszych przyjaciół.


piątek, 13 lipca 2018

Ciekawe... Warto posłuchać!

W tej chwili w RadioBook audycja na temat jednej z przetłumaczonych przeze mnie książek. Ta jest fantastyczna ( i dosłownie i w ( pewnej) przenośni - choć jest reportażem) - kiedy tłumaczę książkę spędzam nad nią 3 miesiące... To dużo, ale to też dobry czas żeby się w książce zakochać. W tej jestem zakochana do dziś Jest niesamowita  Posłuchać http://www.radiooswiecim.pl/ dziś o 17 i 20 na żywo.

Jako tłumaczka nie mam prawa robić recenzji książek przeze mnie tłumaczonych...
Ale mogę pokazać wam jak to jest piękna książka.

środa, 11 lipca 2018

Literackie ogrody wspomnień



CEZARY HARASIMOWICZ

„Saga, czyli filiżanka, której nie ma”.


Wydawnictwo WAB


Piękno niektórych książek tkwi nie tylko w tym co opisują, ale i jak opisują. I nie, nie pomyliłam się, mówię nie o tym, że książka jest świetna, (choć jest) nie o tym, że jest dobra, ale właśnie o tym, że jest piękna i to piękno nie dotyczy w tym wypadku tylko szaty graficznej, ani tematu (choć i to i to jest piękne) ale właśnie tekstu, jako formy literackiej.

Jakiś czas temu byłam na spotkaniu autorskim z Cezarym Harasimowiczem i tam właśnie posłuchawszy jego opowieści kupiłam książkę jego autorstwa „Saga, czyli filiżanka, której nie ma”.
Autor to prawdziwy „człowiek orkiestra”, aktor, scenarzysta, pisarz, wykładowca scenopisarstwa… A jak opowiada? Przepięknie.

Saga” to opowieść o życiu, ale i o przemijaniu, nie tylko dlatego, że życie to właśnie przemijanie, ale dlatego, że napisana została w momencie, kiedy to przemijanie zaczęło być odchodzeniem. Odchodzeniem jego matki.

Wraz z każdym człowiekiem w chwili jego śmierci odchodzą nieznane ogrody jego serca i wspomnień, ale niektóre można ocalić.

I ta opowieść to właśnie takie ocalanie od zapomnienia zdarzeń, rzeczy, słów, wspomnień…
Autor, wykorzystując rodzinne notatki opisał dzieje swoich najbliższych, ale jak to opisał…
Zachwycająco pięknie!

Opowieść snuje się poetyckimi frazami, bawi i rozśmiesza, zaskakuje smutkiem zdawałoby się zwykłych sytuacji, wskrzesza światy dawno minione. Przeraża nieodwracalnością i niesprawiedliwością ślepego losu. Krótkimi zdaniami, bez ozdobników, przekazując choćby historię konia Piacadoro…
Picadoro… Abbiamo mangiato Picadoro. Zjedliśmy Picadora”(s. 212) Dlaczego akurat to tu przytaczam? Bo bardzo mnie poruszyło, a całej książki przepisać nie mogę.

Autor opowiada o życiu matki, dziadków, pokoleń ludzi uwikłanych w historię, bo przecież w mniejszym lub większym stopniu historia każdej rodziny to historia kraju, a on pochodzi z rodziny naprawdę niezwykłej.

Nie każdy lubi sagi, biografie, literaturę non-fiction czy opowieści o ludziach, którzy przeminęli zostawiając po sobie jakiś ślad, ale ta książka zachwyci każdego.

Jest po prostu i ciekawa i pięknie napisana.
Jeżeli jednak lubicie takie literackie „klimaty” będziecie zafascynowani!


wtorek, 10 lipca 2018

Odgryzie ci głowę, ale nie wbije noża w plecy...


SALLY FRANSON

JAK UPOLOWAĆ PISARZA

ZNAK Literavova

Ta książka to nie jest poradnik, ani, mimo klimatu okładki, lekkie czytadło. Jest lekka, owszem, ale zupełnie nie w taki sposób w jaki moglibyśmy się tego spodziewać.


To książka z gatunku „zadziornych” raczej niż „uduchowionych”, niezbyt przeintelektualizowanych, choć bohaterowie do tępych nie należą na pewno, to także książka zmysłowa, ale bardziej w kierunku mocnego odczuwania codzienności i życia w ogóle, a nie rozczulania się nad zapachem fiołków.

Drażni, trochę wkurza, ale równocześnie łapie za kark i każe przyjrzeć się opisanemu światu, który, owszem z daleka wygląda cudnie, zjawiskowo i bogato, ale od wewnątrz jest przede wszystkim bezwzględny i polegający na pozorach.

Główna bohaterka po studiach z literatury podejmując decyzję życiową dotyczącą pracy nie kieruje się młodzieńczymi ideałami i marzeniami o poezji, (te wszak nie zapłacą za nią rachunków), ale zostaje dyrektorką kreatywną w People’s Republic, świetnie prosperującej agencji reklamowej.

To nie jest praca dla grzecznych panienek, ale Casey jest bardzo dobra w tym co robi. Trochę z niej wyłazi „plastikowa średniolatka” jadąca na forsie, instagramie i alkoholu, trochę wredna „sucz”.

Sama mówi o sobie, że jest jak buldożer, ma ambiwalentny stosunek do matki, która jest „najbielszą anglosaską protestantką spośród białych anglosaskich protestantek w kraju”(s.38), ale ma też Susan, najlepsza przyjaciółkę, która jest jej sumieniem, a właściwie wyrzutem sumienia. Gigantycznym…
Polowanie na pisarza nie jest w powieści miłym zauroczeniem, ale celem marketingowym, co nie wyklucza też oczywiście pewnych konsekwencji intymnych.

I jest też środowisko, które, powiedzmy uczciwie traktuje kobietę jak rzecz. Zresztą, może nie środowisko, a tylko niektórzy jego przedstawiciele? Ich diagnoza kobiecości objawia się jednym zdaniem: „Uwielbiasz fiuta”(s.157) i często na tym właśnie się kończy.

Cała sprawa jest jednak o wiele bardziej skomplikowana i ociera się o wielki świat celebrytów, o wredne zagrywki, nieuczciwość… I o to, że nie ten winny, kto winny, ale ten, kto mniej ważny. Nie jest to amerykańskie odkrycie, działa na całym świecie, niemniej jednak jest przykre…

Na dodatek ta książka napisana jest w dość niezwykły, dla lekkich powieści sposób.
Nie liczcie na to, że da się przerzucić kilka kartek, lub przeczytać je pobieżnie, nic z tych rzeczy, ten styl narracji wymaga uwagi i odwagi by zagłębić się w dywagacje na temat życia bohaterów, dywagacje dające nam pojęcie o tym co dzieje się naprawdę i od zewnątrz i od środka.


Książka jest gęsta od strumienia wspomnień, znaczeń, aluzji do kultury i popkultury. Sama akcja ma o wiele mniejsze znaczenie, choć jest dynamiczna, miejscami zabawna, miejscami nawet dość gorzka.

Wszyscy twierdzą, że głównej bohaterki nie da się polubić, ale nie mają racji.

To kobieta walcząca o siebie, pełna sprzeczności, ale i wiary w swoje możliwości, kobieta sukcesu, która ten sukces potrafi uzewnętrznić. Owszem, bezczelna, wkurzająca, złośliwa, ale i uczciwa. Ktoś, kto prędzej odgryzie ci głowę patrząc ci prosto w oczy niż wbije nóż w plecy i za to należy ją szanować.

A ja polecam.

Pewnie nie jest to książka dla każdego, i może nie na każdy moment, ale daje dużo dobrej energii i stawia do pionu, a to też warte jest polecenia.

poniedziałek, 9 lipca 2018

Nie wolno pokochać wroga...


Czy miłość ma prawo połączyć tak bardzo różne osoby?

Jakim cudem tych dwoje w ogóle pomyślało o czymś tak niedorzecznym. Żydówce nie wolno pokochać Palestyńczyka. To zdrada RELIGII, OJCZYZNY i RODZINY.
TO WBREW IDEAŁOM!!!

Przecież wybuchają bomby, na ulicach sroży się terror, ludzie się zabijają... Tego nie wolno ignorować.

Jak kochać wroga?  Taka miłość odbiera wszystko, rodzinę, tradycję i przyjaciół....



niedziela, 8 lipca 2018

GURYZM nasz powszedni....



- No i normalnie przyszyli mu stopę w drugą stronę! Tak ło, piętą do przodu... - dyskusja o upadku medycyny odbywająca się w sklepie mięsnym mocno mnie poruszyła.


Sprzedawczyni z powagą i zwinnością traktora na zboczu góry wymieniała taśmę w urządzeniu ważącym. Trwało to i trwało.


Spieszyło mi się, byłam wściekła, ale chciałam być grzeczna.