środa, 2 lutego 2022

Prawda, o dniu prawdy? DZIEŃ PRAWDY naprawdę...

 





ANNA BRENGOS

„DZIEŃ PRAWDY”

LUCKY

Świetne połączenie kryminału, a nawet sensacji z powieścią obyczajową. Szyfry świetne, a zakończenie naprawdę dobre.



Jest to co prawda bardziej właśnie powieść obyczajowa niż kryminał, ale też właśnie to jest tej książki atutem.

Początkowe perypetie trochę wydały mi się „dziwne”, a przecież dziwność kocham i sama ją propaguję jak najbardziej, ale potem wszystko świetnie się połączyło, pozazębiało, poukładało.

Taka sercowa „przytulajka” z pomysłem
.

Nie znajdziecie tu opisów makabry (choć trochę makabry jest, ale opisy nie są drastyczne) nie znajdziecie procedur (choć policja jest i procedury są), ale nie tak rozbudowane jak w kryminałach. Zagadki są, a jakże, to dobrze robi książce, bo ja na przykład obyczajówki rzadko czytam, a tę przeczytałam z przyjemnością.

Dzięki Bogu za LEGIMI!

I przeczytam oczywiście „Noc prawdy”, bo ciekawi mnie jak autorka to załatwi.
No i "rozgrzewacz na serducho" czasami nawet mnie się przyda.  

Do tego niektórzy bohaterowie są świetni (to znaczy wszyscy są świetni z literackiego punktu widzenia, bo mają i zalety i wady) świetni, bo chciałoby się ich spotkać.

Jestem wielką miłośniczka Ryśka!

Książkę BARDZO polecam.


niedziela, 26 grudnia 2021

Powtóreczka.


Aleksandra Rumin
Komedie kryminalne. Niezwykle satyryczne, pełne ironii, aluzji...
Czytałam je ostatnio po raz kolejny i znów świetnie się bawiłam.

Może nie są dla wszystkich, bo trzeba konesera, żeby w to wszedł i odkrył cały wachlarz zabawnych, przerysowanych, świetnych pomysłów, ale koneserem nikt się nie rodzi. Można nim się stać.

Zachęcam.

Poniżej linki do kolejnych recenzji


https://iwonabanach.blogspot.com/2019/03/zbrodnia-i-karas-oczywiscie.html

https://iwonabanach.blogspot.com/2019/09/zbrodnia-po-irlandzku.html

https://iwonabanach.blogspot.com/2020/03/zbrodnia-na-blokowisku.html

https://iwonabanach.blogspot.com/2020/11/zbrodnia-po-polsku-z-cwika-i-flaczkami.html

czwartek, 16 grudnia 2021

Księżna Diana


IWONA KIENZLER

KSIĘŻNA DIANA

BELLONA

Uwielbiam biografie i choć fanką rodziny królewskiej nie jestem, to jednak czytam z ciekawości różne biografie wychodzące spod różnych piór. Można właściwie się spodziewać, że to się znudzi, bo przecież fakty pozostają te same. NIE ZAWSZE, ale sposób pisania wiele zmienia. Iwona Kienzler (a czytam jej książki od dawna) zdecydowanie dobrze pisze i nie chodzi o samo pisanie, czy układanie słów w eleganckie zdania, ale o to, że stara się być obiektywna.

O ile obiektywizm sam w sobie jest w pewnym sensie utopia, bo trudno pozbyć się siebie w książce, którą się pisze, to jednak można się postarać.

I właśnie o to chodzi.

sobota, 13 listopada 2021

Narzeczone CHOPINA


MAGDA KNEDLER

NARZECZONE CHOPINA


Fascynująca książka w ekstremalnie ciekawej formie, bo to jakby powieść nieco historyczna ale z musu przeciecz i do tego wplecione trzy jakby monodramy, bo autorka daje głos trzem ( albo czterem) kobietom, które znały Chopina, które go kochały i które były (w pewnym sensie) jego narzeczonymi. Jedna tylko co prawda formalnie, ale przeciecz nie o to chodzi.

Te kobiety mówią do siebie, czasem do kogoś, niekiedy chyba tylko po to by opowiedzieć nie tyle o samym Chopinie, ale i o sobie, a relacjach z nim i ze światem, bo te relacje w tych układach są bardzo istotne. Trudno się żyje z geniuszami, a i miejsce u boku półboga nie jest ani łatwe, ani wygodne.

środa, 13 października 2021

Grafomania? No nie wiem....


Przeczytałam ostatnio takie literackie, a może czytelnicze wezwanie: „Nie czytajmy grafomanii” i „Należy zwalczać grafomanię”, „Grafomani nie powinni pisać i wydawać książek” i choć częściowo z tym się zgadzam to jednak wydaje mi się, że to znowu wezwanie do podziałów i to tych skrajnie nieprzemyślanych.

No bo po pierwsze…

Grafoman NIE WIE o tym, że jest grafomanem, to logiczne, on jest przekonany o swojej wielkości bardzo, a o wartości swojego dzieła jeszcze bardziej.

Żeby się (ewentualnie) zorientował, (o akceptacji faktu nawet nie myślę) należałoby mu to uświadomić.

No i teraz się zacznie, bo to uświadamianie wezmą na siebie setki niedouczonych trolli, którzy czując się „w prawie” będą wyzywać tego czy innego autora od grafomanów sobie robiąc przyjemność, innym krzywdę, przekonani, że mają misję zbawiania świata literackiego od grafomanii (niekiedy będą to też sami grafomanii w zemście za krytykę).

Takie „oczyszczanie literatury z grafomanii” naprawdę nie ma sensu!

Po łbie dostaną ludzie wrażliwi, którzy piszą dobrze, ale komuś się nie spodobali.

Ich wrażliwość sprawi, że trudno im będzie przetrwać i pisać dalej.

Po łbie dostaną wszyscy, którzy nie piszą pod „trollpubliczkę” oraz ci, którzy z kimś zadarli. Sama byłam świadkiem akcji kiedy jedna i TA SAMA książka u tej samej osoby, dziś była świetna, a za dwa dni śmietnikowa TYLKO DLATEGO, że tej osobie z autorem przestało być po drodze (i to wcale nie literacko, a prywatnie, choć w sumie bardziej facebookowo).

Po łbie dostaną wszyscy, którzy są choć trochę inni…

I w ogóle… Kto nie dostanie po łbie? Grafomani! Dlaczego?

Bo im to zwisa. Przekonani o swojej wyjątkowości są krytykoodporni. Wszystko po nich spływa nie zostawiając śladu, a w razie konieczności zawsze jest augment ostateczny w stylu: „to zazdrość, a nie konstruktywna krytyka”.

Więc może lepiej dać spokój takim akcjom?

Niech literatura radzi sobie sama!

Da rade, jestem pewna, że da radę, a my nie dorobimy się kolejnych podziałów, ataków, agresji i zalewu żółci…

Niech każdy czyta co chce, a jeżeli podoba mu się grafomania, to dlaczego zabraniać?

I na dodatek… To takie ulotne i niejednoznaczne, że może lepiej nie oceniać lektur INNYCH ludzi?

Czytajmy to co NAM się podoba, a inni niech czytają to co IM się podoba… I problem z głowy.

środa, 6 października 2021

Królowa śniegu nie żyje - fragmencik

 

ZACHĘTA!

Moja nowa książka, która wyjdzie w wydawnictwie DRAGON 13 października, to ta, której napisania zdecydowanie odmówiłam, twierdząc, że kto jak, kto, ale NIE JA.

Istnieje jednak coś takiego, że podobno tylko "krowa nie zmienia zdania", więc nie chcąc być jednak krową, to zdanie zmieniłam.

Na zachętę, kawałek, choć rzadko to robię...

"W sumie tych amerykańskich naciągaczy dało się łatwo wyeliminować. Zazwyczaj wysyłali jakieś kradzione zdjęcia i wystarczył moment, żeby pokazać ciotce, że jej ukochany John sfotografowany na tle flagi Stanów Zjednoczonych nie jest żadnym Johnem, ale dopiero co zmarłym senatorem czy innym notablem, ma na imię Max albo Peter i od trzydziestu lat jest żonaty. Trochę gorzej było z amerykańskimi lekarzami pracującymi w Afganistanie, bo fotografowali się w maseczkach chirurgicznych. Ich zdjęć niestety nie dawało się z niczym porównać ani znaleźć na googielku.

"Ciotka nie znała angielskiego, a listy tłumaczone przez internetowy translator bywały naprawdę dziwaczne.

poniedziałek, 13 września 2021

Zło konieczne.


ALEX KAVA

ZŁO KONIECZNE

Wydawnictwo Harper Collins

Stara, dobra Alex Kava? Nie, wciąż świeża i ekscytująca. Wciąż potrafi z wziąć ciężki temat i zrobić z niego świetny, mocny, mroczny thriller.

Ta książka jest o tyle kontrowersyjna, że gdyby napisał ja polski autora zaraz zostałby posądzony o atak na kościół trudno żeby nie skoro książka dotyczy pedofilii w kościele, choć właściwie nie tyle samej pedofilii ile pewnych jej konsekwencji.

Ktoś morduje księży.