piątek, 15 czerwca 2018

Internetowy idol matrymonialny


Idol to istota prawie boska… I każdy chce go mieć, ale… No właściwie, posiadanie idola niewiele ma w sobie z posiadania, o ile nie jesteś stalkerem albo psychopatycznym mordercą. 

Taki piosenkarz, aktor czy inny literat jest odległy i w nimbie chwały rzadko spogląda pod swoje nogi, a nawet jeżeli spojrzy to i tak pośród kłębowiska ciał i głów nie zauważy tego jednego. Ciebie. Zresztą jakby miał cię zauważyć? I dlaczego akurat ciebie?

Na dodatek do idola nie ma dostępu. Piosenkarzy chronią kordony ochroniarzy, aktorzy sami chronią się w teatrach i limuzynach, a literaci, często chodząc z głową w chmurach nie wiedzą nawet, że istniejesz.

I co zrobić? No to proste stworzyć sobie idola… Internetowego. Znaleźć kogoś, pokochać, popodziwiać, popisać z nim, pospotykać się…

Albo lepiej. Sam zostań idolem!
To w końcu o wiele przyjemniejsze.

Internet daje ku temu wiele narzędzi. Przede wszystkim może nieco pozorną, ale jednak bezpieczną anonimowość. Wykreuj się…

Wystarczy kilka tekstów w stylu „ Ja NIGDY nie kłamię”( jasne, już to widzę), „Ja NIENAWIDZĘ hipokryzji” ( bla, bla, bla), „Ja jestem DOBRYM, UCZCIWYM człowiekiem” ( ha,ha) … Jest tego więcej.

Ważne są dwie rzeczy, podkreślanie „JA” - co znaczy, że jestem wyjątkowy, reszta już nie i nie wykazywanie ŻADNYCH słabości czy WAD. ( o co to to nie!)
To coś na kształt konkursu na „miss”. Wciskanie kitu obowiązkowe!!!
Tego nikt nie jest w stanie sprawdzić!

Ludzie mogą sprawdzić twój zawód, od biedy stan cywilny, ewentualnie finanse, uczciwości sprawdzić się nie da! A bajerowanie bajkami o niezłomnym internaucie, który chce zbawić świat, albo choćby swoje podwórko?

Ludzie to lubią, ludzie tego potrzebują, kochają to… To jest im POTRZEBNE, w tym złym, zgniłym świecie potrzebne są takie pozłacane idole.
Ale, ale…

Moja znajoma poznała przez internet faceta. Był ideałem. Właśnie takim wspaniałym, pięknym, dobrym człowiekiem, który muszce skrzydełek nie wyrwie, nie przeklina, i nie jest „małym wrednym sk...snem”.

I widzę jak już ostrzycie zęby, żeby się pośmiać. Niestety nie! Nic z tych rzeczy! Facet NIE okazał się kobietą, miał wszystkie zęby, wyglądał jako tako… więc co poszło nie tak?

Ano… mamusia.

I też nie macie racji. WCALE nie była wredna! Była wspaniała, tylko znajoma poczuła się jak na castingu na żonę. Pani wypytała o chęć posiadania dzieci, o zdolności kulinarne, o stosunek do pająków za szafą, wszystko poszło super i wtedy ona swobodnie stwierdziła:

- To wy tu sobie pogadajcie, a ja idę do kina.
I tu sprawa się rypła.
Skojarzenie z kinem koleżance bardzo się nie spodobało.

Nie miała ochoty na seks i pewnie by nawet uciekła wyobrażając sobie już faceta z siekierą za plecami, ale on po prostu się rozpłakał i powiedział:

- Nie odchodź. Ona mnie wykończy, dwie baby w tygodniu, trzy w weekend, pisze za mnie, zmusza mnie do kłamstwa, terroryzuje, a wszystko po to, żeby mnie wydać za żonę.
- Ożenić – poprawiła go, ale on się rozszlochał jeszcze bardziej.
- Nie, wydać za jakąkolwiek żonę, bo ona chce wyjść za mąż, a ja nie mam mieszkania.

Internetowy idol padł pod ciosami rzeczywistości.

Nie wierzcie IDOLOM, wszystkie są ledwie pozłacane, a te internetowe to całkiem pokaźna kupa kłamstw i chłamu. Wiem, ludzie często wypisują na swoich tablicach, że są uczciwi dobrzy i wspaniali...

I mają do tego prawo w imię zasady „pisać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej” (trawestując klasyka), ale nie każdy musi wierzyć w bajki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz