środa, 31 stycznia 2018

Afryka jakiej już nie ma...


Halina Kalejta-Petrykowska

MOJA AFRYKA

Wydawnictwo SORUS

Albert Schweitzer był teologiem, filozofem, organistą, muzykologiem, luterańskim duchownym i lekarzem. Był człowiekiem, który przekształcił modlitwę w ciężką pracę, lekarzem, który porzucił wygodną i zamożną cywilizację by nieść pomoc medyczną afrykańskiej ludności Gabonu. W mieście Lambaréné stworzył z własnych i pozyskanych przez siebie, na ten cel funduszy szpital, który istnieje do dzisiaj.
„Jestem życiem, które pragnie żyć, pośród życia, które pragnie żyć” napisał w swojej książce „Moje życie” Był to jego program etyczny nawołujący do ratowania życia i łagodzenia cierpienia. Uważał też, że Europa jest zobowiązana pomagać mieszkańcom dawnych kolonii i ma to być zadośćuczynienie za cierpienia, które spowodował biały człowiek.

W swoim szpitalu zatrudniał wielu lekarzy z wielu krajów. W roku 1986, a więc kiedy w Polsce kwitł jeszcze PRL, autorka książki „Moja Afryka” polska kardiolog, Halina Kalejta-Petrykowska. Zdecydowała się dołączyć do grupy lekarzy pracujących w szpitalu Schweitzera. Miała tam pracować z mężem przez dwa lata, zostali oboje na sześć zafascynowani miejscem, ludźmi i niezwykle wymagającą pracą.

Książka Moja Afryka to bardzo osobiste spojrzenie na Afrykę, której już nie ma. I nie chodzi o Afrykę jako o kontynent podziałów, wojen i chorób, ale o Afrykę jako kulturę plemion i ludzi, o tradycje i wierzenia, które przemijają. Oczami Haliny Kalejty-Petrykowskiej patrzymy przecież na Gabon lat osiemdziesiątych, ale jest to spojrzenie człowieka, kobiety i lekarza. Każde inne i każde fascynujące.

Ta książka to piękna, pozbawiona niepotrzebnych ocen i czarno białego wartościowania, nomen omen w stosunku do ludzi, ale i w stosunku do zdarzeń.

Na okładce książki czytamy zdanie o tej opowieści, które chwyciło mnie za serce „Jest w niej mądrość, pokora i Afryka”. I to jest ważne, bo bez pokory i mądrości nie da się pokonać uprzedzeń i odnaleźć się w świecie tak odmiennym od naszego, w którym uratowanie komuś życia czyni cię automatycznie odpowiedzialnym za tego człowiek. Owszem, u nas też tak się mówi, ale jedynie mówi, tam, po uratowaniu komuś życia musisz łożyć na jego utrzymanie, bo stajesz się jego matką.

To też kraj zadziwiającej swobody seksualnej, gdzie panna z dzieckiem to nie przekleństwo a chluba i dostatek dla rodziny, gdzie domeną mężczyzn pozbawionych dobrodziejstw polowania stało się trwanie. Codzienne, śpiąco drzemiące trwanie w starym fotelu i gdzie Europa znajduje rynki zbytu na wszelkie śmieci, których nie może sprzedać na własnym terytorium, jak choćby czerwone wino … w proszku.

Cieniutka książeczka ( 122 strony) na jeden czytelniczy haust, świetnie napisana, może lekko już przebrzmiała, wszak świat się zmienia, lata lecą i Gabon też już nie jest taki sam jak trzydzieści lat temu, ale książka jest niesamowicie smakowita, obfituje w anegdoty, opowieści o zwyczajach rożnych grup etnicznych, jest bogata w opowieści o czarownikach i szarlatanach i o fascynującej mentalności ludzi, z którymi przyszło jej żyć i pracować.

Książka zaopatrzona jest także w ciekawe zdjęcia z okresu pracy autorki na czarnym kontynencie. To o czym pisze Halina Kalejta-Petrykowska nie dotyczy jedynie pracy i tematów około medycznych, autorka opowiada o ludziach, podróżach, kuchni i tysiącu drobnych spraw, które czynią życie życiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz