Duże grono moich internetowych znajomych czyta, pisze, recenzuje i kocha książki (jako i ja czynię) takich znajomych więc uwielbiam.
Mam jednak ostatnio na FB bardzo dużo zaproszeń do grona znajomych od ludzi o innych zainteresowaniach i w sumie nawet mnie to cieszy (wiecie, kaganek oświaty itd), ale czasami ich pojawienie się w moim otoczeniu internetowym jest dla mnie sporą zagadką.
Czymś ich przyciągam, tylko czym?
Nie mówię już o tych, którzy wysyłają penisy i inne ciekawostki anatomiczne, tych wywalam od razu – faceci myślący czymś innym niż mózgiem wcale mnie nie fascynują.
Chodzi mi bardziej o całą rzeszę innych ludzi, tych którzy zawierają znajomość ze mną po to aby mnie „ulepszyć”. Ogromna ich liczba ma ochotę mnie odchudzić, uzdrowić, wyleczyć, wzbogacić albo upiększyć.
Mam wrażenie, że tacy ludzie siedzą gdzież daleko przy swoich laptopach z paluchem ustawionym na „wyślij” toteż w ułamku sekundy od chwili kiedy ja akceptuję zaproszenie dostaję wiadomość prywatną z wszelkiego rodzaju cudami.
Altruizm to piękna rzecz, cieszy mnie, że ludzie tak dobrze dla mnie chcą, ale nie wiem czym sobie na to zasłużyłam.
Pomijam już wszelkiej maści amerykańskich bohaterów wojennych, których w ogóle nie akceptuję (Amerykę kocham umiarkowanie jakby co) ale raz po raz pojawia się zaproszenie od jakiejś pani, której nazwisko z polska brzmiące trochę mnie zmyli i oto nagle ta pani proponuje mi zarobek, nie byle jaki bo 2 do 5 tysięcy dolarów. TYGODNIOWO.
W chwilę potem dostaję sześć identycznych wiadomości dotyczących programu rozwoju duchowego (niby, że jestem niedorozwinięta duchowo?) i kilka planów treningowych. Do tego dochodzą diety. Wszystkie cud, miód i szpinak… brrrr. Jakby tego było mało kilka osób pyta, czy nie chciałabym sobie dorobić polecaniem rożnych karm dla kotów, psów, patyczaków i kojotów.
Dochodzą do tego paznokcie, łupież, problemy skórne oraz wszelkie nieodkryte, a już ukryte terapie.
Z pewnością normalna nie jestem, ale nie zamierzam się leczyć w internecie, nie chcę schudnąć, a dorabianie w sekciarskich grupach zupełnie mnie nie interesuje.
Rozwój duchowy odrzucam natychmiast – szczególnie ten polegający na konieczności zaprzestania posługiwania się mózgiem.
Kiedyś FB to była grupa znajomych, teraz to jest łowisko.
Łowisko, na którym sieci zarzucają erotomani (nie tylko gawędziarze), oszuści, wszelkiej maści oszołomy, jakich w życiu realnym nie da się chyba spotkać.
Co się zmieniło? FB czy my?
Kiedyś człowiek pogadał o książkach, pogodzie i planach na wakacje, teraz tylko uduchowione zaparcia z polityką w tle i leczenie płaskostopia za pomocą lewatywy.
Kiedyś ludzie mieli zmarszczki, zadarte nosy i rozczochrane fryzury teraz zmienili się w przyssane do ekranu glonojady z pępkiem na czubku głowy.
Kiedyś można było liczyć na ciekawą znajomość dziś otrzymujemy darmowy pakiet usług polegający na czyszczeniu kont i portfeli z pieniędzy i serc ze złudzeń.


