piątek, 8 maja 2026

„Straszliwe kłamstwo na temat..."


Lubię reportaże i czytam ich sporo. Wyszukuję je na LEGIMI, czy na Empik Go i delektuję się wieczorami czymś co przybliża mi świat i życie… Aż tu nagle trafiam na ścianę zrobioną z AI. Całe stosy (żeby nie powiedzieć tabuny, bo się mnożą) książek w stylu „Straszliwe kłamstwo na temat... (życia, srania, pogrzebów, seksu, wszystkiego, nie wiem tylko czy jest „Straszliwe kłamstwo na temat straszliwego kłamstwa”)

Jest ich tyle, że trudno się przez nie przebić. Autorem jest coś (bo to raczej nie ktoś, choć nie wiem) co nazywa się Kalafinia Poop, ale nie jest jedyna. Są inne podobne produkty.

Na LEGIMI kilkanaście stron po dwadzieścia pięć pozycji na każdej! Kilkaset pozycji. Rozumiecie to? Nawet Mróz tylu nie napisze, a i Kraszewskiemu do tego daleko, choć tu to nie jestem pewna.

Ktoś to produkuje jak papier toaletowy z wyplutych przez AI halucynacji. Kilka stron (no może kilkadziesiąt na raz, objętość bardziej rozdziału niż książki), ebooczek. Pozycja. Tadam i jest zarobek, bo to ktoś nawet przypadkiem przeczyta. Nie wiem jakie są rozliczenia z takimi platformami, bo nigdy nie miałam z tym nic wspólnego, ale choćby złotówka od każdego miesięcznie...

I już wiemy

Na Lubimy Czytać tego nie ma, bo to nie jest książka, a produkt książkopodobny.

Zawsze myślałam, że tworzenie to jednak ludzka zabawa, a tu ciach i AI załatwiło połowę zawartości biblioteki w dziale reportaż. Masakra, ale gdyby to był tylko jeden cud, nie, takich sztucznointeligentnych „wyrobników” są całe tłumy.

To jest nudne i głupie. Nie w tym sens, że mnie się to nie podoba, ale w tym, że platformy czytelnicze to propagują.

To nas zalewa! Tsunami tego „cudu” jest czymś potwornym, co druga książka „napisana za pomocą AI”, „stworzona przy wsparciu AI”, „napisana przez AI”

Wiem, chodzi o zarobek, ale to jest potworne!

To nie jest…. NIE WIEM CO POWIEDZIEĆ, tego się nie da czytać, bo to coś w stylu tych Facebookowych debilizmów, o poniewieranych teściowych, albo żonach, napisane zdaniami jak ze skrytki na miotły, z porównaniami jak z kosmosu, w krótkich zdaniach mających nadać tempo temu bełkotowi. Mniej więcej tak:


Żeby było łatwiej.

Żeby nie bolało.

Ale my wiemy od dawna.

To potrafi nas ogarnąć,

Jest jak szarlotka. Pachnie uczuciami.

Podziemna rzeka złudzenia.

I niemoc. Ale my wiemy.
Bo to wie każde serce.

Niemoc oparta na głupocie.

I dążenie do trwania. W miłości serca…


(I wątroby chciałoby się dodać, bo wątroba tu cierpi najbardziej, ktoś zapyta dlaczego nie mózg? Bo mózgu tu nie ma).

CZY WY TEŻ spotkaliście się z tą forma "literatury? 

Spotkaliście się z czymś takim na platformach czytelniczych?




P.S Kalafinia Poop nie istnieje. Istnieją inni, ale nie chciałam ich propagować. Tytuł serii też wymyśliłam, ale chyba każdy wie o co chodzi.




2 komentarze:

  1. Teraz to taka nowinka, to z ciekawości ktoś po to sięgnie. Każdy badziew znajdzie swojego nabywcę, ale nie sądzę, żeby to długo przetrwało, a na pewno nie na dużą skalę. Tak jak rozmaite ilustracje czy "obrazy" wyprodukowane przez AI - artyści obawiali się niezdrowej konkurencji, a ja mam wrażenie, że prawdziwa sztuka zawsze się obroni. Jedni wolą kiczowaty wydruk, a inni oddadzą wszystkie pieniądze za oryginalne dzieło rąk ludzkich.

    OdpowiedzUsuń
  2. A mnie się jednak wydaje, że przy takim zalewie (na jednej z platform 350 książkę tego samego autora) to naprawdę masakra. One po prostu zagłuszają resztę.

    OdpowiedzUsuń