wtorek, 6 lutego 2024

Złe recenzje.


Złe recenzje.

Część ludzi myśli, ze złe recenzje to te, w których czytelnik stwierdza, że książka mu się nie podobała.

Otóż nie. Takie recenzje może nie są „cudownie dobre”, ale nie są złe!

Książka ma prawo się nie podobać, a takie recenzje mają prawo się pojawiać, a jeżeli są (dodatkowo) uzasadnione, to naprawdę genialna sprawa.

Takie recenzje pokazują autorowi co mógłby (choć nie musi) zmienić, oraz pokazują pewnej grupie ludzi, że książka im się zdecydowanie nie spodoba, więc nie ma sensu się z nią męczyć.

Ja jestem jak najbardziej za takim podejściem.

Czy takie recenzje mnie zachwycają?

Oczywiście, że nie, nie lubię ich, nie jestem masochistka, ale też nie zamierzam też z ich powodu się wieszać!

Po pierwsze życie jest (albo bywa) fajne, po drugie mam podejrzenia graniczące z pewnością, że te moje „czynności wieszalne” wcale nie spowodowałyby zwiększenia zachwytu nad moimi książkami.

Tak to nie działa.

Pewnie że wolałabym achy, ochy i zachwyty, ale cóż, tak dobrze to nie ma!

Nawet wielcy mieli krytyków, a cóż dopiero tacy drobni pisarczykowie jak ja!

Co więc z tymi recenzjami?

Nic. Są takie i takie. Jednak jedyne złe to te, które:

Oceniają autora zamiast książki: ”Jak z takimi krzywymi nogami może pisać książki?!” (istnieją też opcje z biustem, ale też są głupie)

No widzicie? Nikt tak dogłębnie tego jeszcze nie ujął, otóż, książek nie pisze się nogami, (biustem też nie), ale skąd recenzent miał wiedzieć?

Stosują obelgi. „Ta książka jest debilna”.

Oceniają nieprzeczytane książki, a co ciekawsze nawet się to tego przyznają.

„Nie czytam głupot”.

Potrafię docenić recenzję (negatywną) kogoś, kto czytał, ale „nie dał rady, bo książka to nie jego klimaty”. Mam nadzieję, że więcej po moje książki nie sięgnie czyniąc tym przysługę i mnie i sobie.

Ja nie będę się stresować on męczyć.

I nie ma co dawać mi drugich szans, nie zamierzam zmieniać podejścia do pisania. Jestem wredna, złośliwa i nie umiem pisać romansów, to się nie zmieni.

2 komentarze:

  1. Oj niech się Pani nie zmienia :) lubię czytać Pani książki :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Życie to nie jest, jak twierdził Forrest Gump, pudełko czekoladek. Niby wiesz, że trafisz na czekoladkę, ale nie każda musi ci smakować.
    Ponoć w pudełku z tysiącem puzzli nie znajdziesz dwóch takich samych kształtem i kolorem. Tak i wśród tysiąca ludzi nie znajdziesz dwóch/dwojga takich samych duszą i percepcją.
    Gdybym miał się podobać każdej kobiecie, miałbym wystarczającą ilość żon, by opowiadać jednej z nich jedną bajkę dziennie przez kolejne tysiąc nocy.
    A tak, mam okazję opowiadać tysiąc bajek, ale tej jednej, którą mam.
    I przez to ani jej, ani mnie wspólne życie się jeszcze nie znudziło... ;)

    OdpowiedzUsuń