poniedziałek, 22 lutego 2021

Blogerski nierząd książkowy?

I znów, dzięki pewnemu wpisowi na FB rozgorzała dyskusja na temat recenzji książkowych. Recenzje książkowe (niektóre) zostały ujęte jako „recenzje sponsorowane”, a że „sponsoring” trochę kojarzy mi się z taką elegantszą nazwą prostytucji to od razu się zagotowałam, bo czy istnieją recenzje sponsorowane?

Czy płatne to sponsorowane?

Czyli ja jak płacę za masło to sponsoruję krowę? Market? Czy maszynę rolniczą?

I teraz, czy barter, kiedy recenzent dostaje książkę, która (jest niepełnowartościowa, bo jest to egzemplarz recenzyjny) i kosztuje kilka złotych jest sponsoringiem?

Poważnie? Ktoś chciałby się SPRZEDAĆ za te kilka złotych?

Aż tak nisko ludzie cenią blogerów książkowych?

A wszystko o to, że napisał pozytywną recenzję?

I że powinien zaznaczyć, że recenzja jest sponsorowana w domyśle NIEUCZCIWA, bo dał się kupić egzemplarzem?

No jaja sobie ludzie robią czy jak?

Recenzent pisze co mu w duszy gra, co czuje, jak odbiera książkę. Jak ON ten jeden KONKRETNY BLOGER odbiera tę książkę.

To co powinno być (moim zdaniem) zaznaczone w każdej recenzji, to nie „uwaga dostałem książkę od...”, ale „uwaga, to jest moje zdanie, nie stosować zamiast własnego”. I tyle.

Ktoś nawet twierdzi, że jak bloger o książce napisze źle to „wydawnictwo zakręci kurek z darmowymi książkami” – poważnie? 

Większej bzdury ostatnio nie czytałam na tematy książkowe, bo w innych dziedzinach to owszem (bo to level w stylu płaskoziemców). Przecież nie chodzi o wychwalanie, a o to, żeby o książce się mówiło, żeby jak największa grupa się o niej DOWIEDZIAŁA, (Jak się dowie to sięgnie), a negatywne recenzje często robią tyle szumu, że po książkę sięga o wiele więcej osób, ale to muszą być recenzje z klasą, negatywne też trzeba umieć pisać.

Nie chodzi o zwyzywanie autora od kretynów, powiedzmy to sobie uczciwie (uwaga nie próbujcie tego w domu, grozi procesem i zniesławienie)

No i powiedzmy sobie wyraźnie. Recenzja czy opinia to NIE JEST reklama!

Gdyby po była reklama, a za reklamę słono się płaci to blogerzy książkowi mieliby każdy po wyspie na Karaibach.

Słyszałam (ale mogą to być legendy miejskie oczywiście), że blogerzy kulinarni dostają Termomixy, kuchenki mikrofalowe i roboty kuchenne. Możliwe, (żadnego jeszcze nie spotkałam, ale wierzę, że tacy są), ale powiedzmy sobie szczerze, to trochę droższe sprzęty niż egzemplarz recenzencki książki, która jest NARZĘDZIEM do wykonania pracy, a nie ZAPŁATĄ bo jak napisać opinię o książce nie czytając jej?

A zresztą. Skąd i kto i jak udowodni, że recenzja jest nieuczciwa?. Wiecie po czym się poznaje nieuczciwych, płatnych blogerów, którzy czerpnią straszliwe korzyści finansowe z z blogerskiego nierządu? NO? Oczywiście po tym, że podobają im się nie te książki, co trzeba...

O co tak naprawdę w dyskusji chodzi?

O to, żeby bloger, który książkę dostał za darmo po prostu jej nie dostał!

Na zasadzie: Dostaje, oświadcza, że dostał, pisze recenzję, nikt nie czyta jego recenzji (uważając ją za nieuczciwą) i jest SUPER! Kolejny cudny dołek pod wrednym znajomym, który ośmiela się realizować swoje pasje i być w tym dobry!

Do garów, nie do blogów! Dzieci rodzić, doły kopać i won, mi stąd! Nikt, kto jest lepszy ode mnie nie ma prawa istnieć. Pięknie i po polsku!

6 komentarzy:

  1. Zawsze mnie zastanawia ile według ludzi z boku taki bloger książkowy na swoich recenzjach zarabia, bo mam wrażenie, że jakieś zawrotne sumy. Nie wiem, może ja powinnam poszukać gdzieś tych milionów, które to niby zarobiłam, bo ewidentnie się zapodziały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie też grzebałam po kieszeniach i ani pół milionika, ani nawet ćwierć... Ale ja to w ogóle powinnam pływać w basenie studolarówek, jako autorka, tłumaczka i jeszcze blogerka, a tu nic, zero... Coś robię źle.

      Usuń
  2. Chyba jesteśmy na tej samej grupie na fb, bo też niedawno widziałam ten post i zażartą dyskusję pod nim. Zresztą z grup na fejsie to ja mam ochotę uciekać, bo co się tam dzieje to brak słów. Sponsoring no zabawne...
    Ktoś się kiedyś mnie pytał ile zarabiam na blogach... W tym momencie zaczęłam liczyć swoje wydatki związane z moim hobby i poprosiłam, żeby nie pytał, bo będzie zazdrosny :P. Tyle na tym siedzę i jeszcze książki kupuję.
    Osoby które współpracują z wydawnictwami też nic z tego nie mają. Egzemplarza recenzenckiego nawet sprzedać nie zdołają. Ale mają książkę, więc jest to spoko, można na to iść ale nie ma czego zazdrościć.
    Większość osób jest szczera w recenzjach, Ci którzy słodzą autorom, czy tam wydawnictwom to nie dlatego że są sponsorowani, tylko jakoś im chyba głupio pisać źle, bo ktoś im dał książkę, nawiązał się kontakt itd. Myślę, że jednak tych nazbyt dobrych osób tak dużo nie ma i większość jest szczera.
    Dobra koniec dyskusji, idę wystawić ogłoszenie, że sprzedam się za książkę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ale niech ta książka choć okładkę ma ze złota!
      Ja właśnie rozwiązałam sprawę tak, że jeżeli mi się nie podoba książka nie pisze recenzji w ogóle i tyle.

      Usuń
  3. Uwiwrz mi, są autorzy który fochem walną za negatywną recenzję. Próbując udowadnić że są najlepsi. A później, próbują takie osoby w swoich książkach uśmiercać. Na grupach swoich, wyśmiewać i nasyłać inne dziewczyny, które czccza dana osoba jak jakiegoś bożka...
    Niestety to się zdarza. A także to że niektórzy autorzy chcą płacić i byle to była pozytywna recenzja. Istnieją takie podziemie. A także, tych recenzji co patronat to musi być pozytywny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do patronatu to się zgadzam, jak patronacka powinna być pozytywna, ale... ZANIM weźmiesz patronat przeczytaj, a nie bierzesz w ciemno, bo to wychodzi paskudnie, patronat to inna bajka, ale reszta... Wiesz, też nie kocham, też mam focha, ale nie pokazuję. Nie mam grupy, co do płacenia, to nawet nie słyszałam, ale to bez sensy raczej, choć oczywiście wierzę.

      Usuń