ANNA SAKOWICZ
Na dnie duszy...
Nie za dobrze czuję się czytając powieści obyczajowe, bo: Nie lubię bez potrzeby płakać i się roztkliwiać. Nie lubię romansów. Nie lubię jak on kocha ją, ona kocha innego coś, tam coś tam... a potem niezrozumiały i totalnie nierealny "happy end"...
No i tego bełkotu nie lubię, rozmów o szminkach, wycieczkach, rajstopach i odciskach na... samoświadomości.
Czyli nie lubię grania na emocjach, ale nie uważam, żeby emocje były złe. Raczej unikam formy, a nie treści...
No, ale dlaczego o tym piszę?



Jaka będzie ta książka?
Zdradzę, że jest zaskakująca, mądra, choć nie moralizatorska, ciepła, ale bez "ekstrawaganckich" porywów serca... taka trochę jak świat wokół nas. Dobry, zły, smutny, szalony, pełen nadziei mimo wszystko. Napiszę więcej jak dokończę :)
Ktoś czeka na recenzję?
I w ogóle...
O! Cieszę się, że książka dotarła. W "Na dnie duszy" na szczęście nie ma szminek, rajstop i romansów, mam nadzieję, że będą tylko takie emocje, które warto przeżyć. :) :) Co oczywiście nie znaczy, że mam coś przeciw romansom, przyznam, że od czasu do czasu lubię jak on i ona paplają o miłości. :)
OdpowiedzUsuń"Szepty dzieciństwa"czytałam, podobały mi się, a jak wiesz też nie trawię tego emocjonalnego sosu, i on kocha, ona kocha, oni kochają, a potem taka piękna katastrofa. Albo odwrotnie ;)
OdpowiedzUsuń