piątek, 14 marca 2025

Morderczy SMS

Z jednej strony jako skrajna introwertyczna wolę pisać SMS-y niż rozmawiać przez telefon z drugiej codziennie coraz bardziej przekonuję się, że SMS-to diabelski wynalazek.

Niestety.

Ze względów życiowych telefonu na noc nie wyłączam, po prostu muszę jakby co mieć możliwość zadzwonić choćby po pogotowie dlatego telefon leży sobie na stoliku koło łóżka i wzbudza moje coraz gorsze nocne lęki.

A dosłownie mówiąc po prostu mnie terroryzuje.

Jak?

Zwyczajnie wczoraj słodko sobie zasypiam po ciężkim dniu, kiedy naprawdę paskudnie się narobiłam, umęczyłam nie tylko fizycznie ale i umysłowo. Sen nadchodzi, czuję te słodką mgiełkę tuż przed momentem zapadnięcia się w słodki niebyt (wiecie o co mi chodzi) i nagle budzę się przerażona.

Pitp! Esemes wyrywa mnie z objęć Morfeusza. Jest dwudziesta czwarta, ciekawe co to za ważna informacja, że piszą o tej porze? Biedronka zawiadamia mnie, że obniżyli cenę oleju.

Rzucam mięsem na olej, aż pryska.

Wściekła, usiłują zasnąć ponownie, przykrywam telefon poduszką, żeby nie słyszeć. Słyszę.

Pitp! SMS. Tym rzem to MIASTO, zapraszają mnie na jakąś modlitwę. O drugiej w nocy?! Rzucam wiązanką.

Pitp. Z mojego konta za prowadzenie pobrano sześć złotych, tylko dlaczego informują mnie o tym nad ranem? Jest trzecia piętnaście.

O trzeciej trzydzieści dostaje zniżkę na buty zimowe. O czwartej Biedronka dziękuje mi, że robię u nich zakupy. Czwarta dwadzieścia Empik zawiadamia mnie, że coś mi wygaśnie. Pół godziny potem sklep rybny o wdzięcznej nazwie ”seksi pirania” wysyła mi bon zniżkowy.

Ciekawe jakie maja ryby.

Zaraz?!  Moment?!  „Seksi Pirania” to jest sklep rybny, prawda?

Nie mogę zasnąć przekonana, że jak tylko zmrużę oczy oczy usłyszę ten przerażający dźwięk.

O szóstej rano znowu go słyszę.

Miasto zawiadamia mnie, że drogi będą oblodzone i, że mam uważać prowadząc samochów.

Ja nawet prawa jazdy nie mam.

Dostaje za to białej gorączki…

A wy jak?

Wam też SMS-y spędzają sen z powiek?




piątek, 7 marca 2025

INWAZJA UZDRAWIACZY CIAŁ

 

INWAZJA UZDRAWIACZY CIAŁ

Matthew Hongold-Hetling




Człowiek się leczy kiedy musi, a kiedy nie musi leczy innych podając im wszystkie swoje lekarstwa jak panacea.

- Weź sobie połknij tę jaszczurkę, mi na łysienie pomogła to tobie na kaszel pewnie też pomoże.

A potem pół świata zamienia się w Goździkową.

- Weź to żółte z apteki mi sąsiadka dała na wątrobę, ale na haluksy też pomoże.

A spróbujcie tylko komuś powiedzieć, że nie wolno jeść muchomorów na żylaki. To ho, ho, zaraz ci wyskoczy z wolnością!

I to jaką?!

niedziela, 23 lutego 2025

Hejt i kiełbasa. Zwykła, nie wyborcza.



Nasze czasy są mocno schizofreniczne.

Chociażby kulinarnie. Produkuje się tony, (gdzie tam tony), miliony ton jedzenia, po czym wszystkie nagłówki i czerwone napisy krzyczą, że nie należy go jeść bo szkodzi. Gdyż to właśnie wyprodukowane jedzenie jest NIEZDROWE.

Szkodzi na to, uszkadza to, zawiera tamto i ogólnie nikt nie powinien tego jeść.

Pod opisami tego jedzonka wypisane są wszelkie raki i inne paskudne choroby, które może spowodować.

Przepraszam, czy ktoś tu myśli? Nie? Tak podejrzewałam.

środa, 1 stycznia 2025

Czy minione lata to MINIONKI?


Dziś zaczął się nowy rok, dla mnie po wielokroć, bo jutro moje urodziny (paskudnie bo 2 nikt już nawet nie ma siły wypić za zdrowie) dziś urodziny 90 mojej mamy, która choć ciężko chora i pod tlenem jakoś żyje.

Niby jest jakoś lepiej, pandemia odeszła, wojna spowszedniała, to czym straszą nas dziennikarze coraz mniej nas przeraża (i coraz mniej obchodzi) aż w końcu obudzimy się z ręką w nocniku, ale tak właśnie jest, to norma, jak to mówią co za dużo to i świnia nie zje.

Zeszły rok był dla mnie trudny choć owocny.


Choroba mamy przykuła mnie do miejsca zamieszkania tak, że nawet wyjście do sklepu stało się wyprawą, ale coś za coś. Dużo pisałam.

W 2024 roku wydałam dziewięć powieści, cztery wznowienia i sześć bajek audio dla maluchów. Moim zdaniem to dobry, a nawet świetny wynik. Nie chodzi o to oczywiście, żeby robić to na akord, ale każdy autor się cieszy jak chcą go wydawać.

Podpisałam kilka świetnych umów.


Zaczęłam współpracę z obiecującym wydawnictwem i mam nadzieje, że będzie to fajna współpraca, a już widać, że nie są to płonne nadzieje.

No i piszę, bo pisanie mnie uspokaja i daje wytchnienie od choroby w rodzinie, a poza tym kocham się śmiać i rozśmieszać. Świat jest ponury, śmiech to cenne lekarstwo.

Nawet wy, którzy uważacie, że komedie to „takie głupotki” powinniście to docenić i zrozumieć.

A poza tym w przyszłym roku powinno być kilka nowych powieści.


Tak między 6-a 9, ale chyba bliżej 6. Pewnych rzeczy nie da się przewidzieć.

No i tadam!

Nie palę już od 4 miesięcy.

To dopiero sukces, który nieco mnie „upapuśnił”, to znaczy znów jestem gruba, to co pandemia i wojna w Ukrainie wydusiła ze mnie stresem wróciło, ale co tam...

Mam nadzieje na niezły rok, choć wiem, że będzie trudny, inny nie będzie to pewne, nieuniknione nadejdzie, ale musimy żyć dalej.

Żyć i pisać, tylko to się liczy.


A poza tym wszystkiego najlepszego, wrogom, bo bez nich przysiadłabym na laurach, przyjaciołom, bo bez nich nie podniosłabym się po porażkach, znajomym znajomym i nieznajomym znajomym, oraz czytelnikom!


 

piątek, 11 października 2024

NORMALNA NIE JESTEM, nie jestem i nie zamierzam być!

 

Poczucie humoru to sprawa prywatna, żeby nie powiedzieć intymna, bo śmiejemy się z rożnych rzeczy, z jednych mniej, innych bardziej. Mnie śmieszą memy, gagi i gry słów, kogoś innego seksizm, albo jeszcze inne rzeczy i to nie tak, że z tego powinno się śmiać, a z tego nie, bo to że się śmiejemy nie zależy od naszej woli. Spróbujcie się pośmiać z czegoś na siłę, wyjdzie żałość nad żałościami a każdy i tak zauważy, bo szczery śmiech jest czymś niezwykłym, inna sprawa, że to co nas śmieszy też o czymś świadczy.

Dlatego dla autora komedii kryminalnych (wszystkich chyba zresztą komedii) tak ważne jest znalezienie takich czytelników, których poczucie humoru pasuje do tego jakie posiada autor. Często zdarza się, że ktoś kocha komedie jednego autora, a nienawidzi komedii innego. I nie ma chyba kogoś kto kochałby WSZYSTKICH autorów komediowych, no nie, jesteśmy bardzo różni, ale jedno jest pewne.

poniedziałek, 7 października 2024

Jestem "łachudrą bez serca"

 

Udostępnianie starych postów nie ma sensu w ogóle, ale czasami ma go jeszcze mniej. To po prostu najzwyklejsza masakra. Wczoraj zobaczyłam post z wychudłym koniem i podpisem „Jutro Zosia idzie na rzeź pomocy, udostępniajcie”.

Problem był taki, że post był sprzed 5 lat i ta sprawa została już jakoś zakończona, albo dobrze, albo źle, ale jednak definitywnie.

Pomyślałam, że może te kilka osób, które udostępniły wiadomość w sumie niezbyt miłą po prostu się zagapiło, tak jak niektórzy z nas przy sprawdzaniu daty ważności soli himalajskiej, albo fasoli mung, Nieopatrznie więc zwróciłam im uwagę, że post jest nieco przeterminowany.

Po czym okazało się, że jestem „łachudrą bez serca”.

„ Biedny koń cierpi, a ty czepiasz się głupot” – fakt, czepiam się bo to głupota, ale mam na swoje usprawiedliwienie to, że daty bywają ważne, zwłaszcza w takich sytuacjach, a pomoc wstecznie nie działa.

„łachudrę bez serca” jeszcze bym znosiła mam mózg i dystans do swoich wad, niestety dalej było tylko gorzej.

- Wynocha z mojej ściany, mam prawo publikować co chcę” – tu się zgodziłam z (prawie) całą stanowczością, ma prawo, ale wyjaśniłam, że lepiej by było, żeby posty były aktualne, to pomoc  mogłaby być skuteczna.

- Skąd wiesz, że nie będzie? - zapytała osoba facebookowa z groźnym warczeniem w ikonce.

- Minęło pięć lat. Pomoc nie działa wstecz! - zauważyłam nieśmiało.

Osoba się zagotowała i rzuciła w mnie argumentem nie do odparcia.

- Bóg wszystko może!

W takiej sytuacji znikam, bo jeżeli już dochodzi do czegoś takiego, to w chwilę potem lecą łzy i groźby karalne.

Wciąganie Boga do kłótni ba Facebooku jest słabe.

Następny, tym razem to był facet, od razu usadził mnie politycznie.

- Kolejna wywłoka! Serca nie masz, mózgu też, na pewno głosowałaś… (tu postawił swoją diagnozę polityczną, której nie przytoczę).

Ze zgrozą zauważyłam, że zwrócenie uwagi stało się przestępstwem polityczno religijnym. Jak, kto i dlaczego jest w stanie połączyć konia czekającego przed kilku laty na rzeź z polityką? Chyba tylko Polak na Facebooku.

I tak sobie pomyślałam, ze nie ma sensu z tym koniem się kopać.

Nie zwrócę więcej nikomu uwagi na przeterminowane posty, na durne wciąż powielane zawiadomienia sprzed trzech lat o możliwości adoptowania psa, o szczeniaczkach czekających na dom od pięciu lat, które może nadal na dom czekają, ale szczeniaczkami już nie są.

(Nie bijcie! Pięcioletni pis nie jest szczeniaczkiem.)

Nic nikomu już nie powiem, nie zwrócę uwagi, nie narażę się na awanturę, ale ludzi, którzy udostępniają takie badziewie bez czytania wolę nie mieć w znajomych.

W ten sposób nie będę „łachudrą bez serca”