czwartek, 10 czerwca 2021

O czym pisarz powinien mieć pojęcie?

"Zawsze wszystko sprowadza się do pieniędzy, jeżeli myślisz, że jest inaczej to się mylisz” tak kiedyś powiedziała moja znajoma i ja jej wierzę, choć oczywiście to „sprowadzanie się”, może mieć za każdym razem inną intensywność.

A pisanie?

Książki?

Pewnie też, wiadomo.

Tylko debiutanci patrzą na to inaczej myśląc sobie, że, „a tam, ważne, że książka wyjdzie”, że się ukaże, a potem to już się „jakoś poradzi”, książka jest tak dobra, że sama bez niczyjej pomocy wespnie się na najwyższe półki księgarskie skąd jej blask roztaczał się będzie na wszystkich i wszystko.

Podbije świat.

Piękne choć nierealistyczne (i nierealne) marzenia idealistów, którzy nie maja pojęcia o rynku.

A czy autor powinien mieć pojęcie o rynku?

Czy wystarczy pojęcie o literaturze?

No i tu są schody, bo jeżeli to „pojęcie o rynku” zadziała w trakcie pisania, to przesłoni całkowicie literaturę i napisana pod publiczkę książka ma szanse zaistnieć w bardzo negatywnym sensie, ale wcale nie szkodzi, jeżeli pojawia się po jej napisaniu.

Zapobiega wysyłaniu fantasy do wydawcy publikującego romanse, albo sprawia, ze umowę wydawniczą czyta się trzy razy, aż przeczyta się ze zrozumieniem (to lepsze czasami niż horror).

Z drugiej strony wszyscy marudzą na „przereklamowane książki”, na promowanie „gniotów” na popularyzację badziewia.

I określenie „dobra książka sama się obroni” wciąż robi wodę z mózgu i autorom i czytelnikom bo to tak nie działa.

Oczywiście jak zawsze „punkt widzenia zależy od punku leżenia”.

Jeżeli książka leży na stole Empiku jej autor mniej się wścieka na promocję „gniotów”, bo jednak…

Otóż autor powinien mieć pojęcie o:

- O ortografii, bo zawsze „każę związane jest z karać” czyli nie wszystko komputer potrafi poprawić... „On mnie karze bo mi każe to czytać” – też bywa poprawne.

- O pisaniu, bo imiesłowy potrafią zabijać (czynne) „Idąc po sok zabił go samochód” „Czytając te brednie zabił go zawał” – jako żywo, tylko kto czytał? Zawał?

- O marketingu bo jeżeli twój bohater ma sześciopak i na imię ma Massimo, to powinien pracować dla mafii, a nie wykładać towar w markecie, a pisząc słowo „ptak” dodaj nazwę gatunkową, na wszelki wypadek… „Nad tarasem przeleciał ptak, budzi złe skojarzenia

- O researchu, bo ofiara ZADŹGANA sernikiem może się zdarzyć tylko w komedii kryminalnej, a i to nie na pewno. (U mnie się zdarzyła)

- O odbieraniu recenzji na luzie mimo że wołają o miotacz płomieni, albo o dobrze zaostrzony kołek, bo ich autorzy wysysają z pisarzy radość życia jak wampiry krew.

- O poczuciu humoru – którego żądają zawłaszcza ci, którzy go nie mają, „nie no, to nie jest śmieszne jak ona wierzga nogami” – jest, bo czym innym miałaby wierzgać? Cycami?

- O „political correctness” bo zawsze znajdą się tacy, którzy nawet w słowie „macierz” znajdą obrazę kobiety, obrazę uczuć religijnych, zły stosunek do polskości i rodziny, mimo że książka traktuje o matematyce.

- O jedzeniu, mimo, że zapleśniała pizza sprzed tygodnia, nie kusi… (Ale jeść trzeba bo ukradli ci tyle książek na chomiku, że na kolejną pizzę będzie cię  stać dopiero za tydzień, ale co tam, może ci zaszkodzi i zabiorą cię do szpitala, tam wreszcie cię nakarmią i jeszcze dadzą papier toaletowy)

- O piciu, wiadomo, pisarz to pijak, inaczej się nie da, chcesz być wielki, pij. Nie stać cię? Nie zrobisz kariery.

- I w ogóle, o mózgu, czasami się przydaje kiedy rzeczywistość nawet nie skrzeczy, a wyje, piszczy i daje w kość, a na półkach Empików wciąż nie ty, a koleżanka.

O czym jeszcze autor powinien  mieć pojęcie?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz