czwartek, 31 grudnia 2020

Jak Kuba Bogu tak autor recenzentowi....


Ten rok nie był, zły, to znaczy był, ale nie najgorszy, choć to co się stało tuż przed świętami naprawdę mi dowaliło.

Nie, nie będzie o pandemii, ale o recenzjach książkowych.

Otóż dostałam złą recenzję. Zdarza się, coraz mniej się nimi przejmuję, ale czasami czytam, bo kto wie? Konstruktywna krytyka bywa pomocna...

Blogerka stwierdziła braki w moim wykształceniu, koszmarne braki warsztatowe, nieudolność w tworzeniu tekstu, pisanie jakbym nie umiała sklecić dwóch zadań i w ogóle pisanie mi odradziła.

Ponieważ nie wchodzę w konflikty słowne pod postami recenzentów, ale też nie chciałam być niegrzeczna, napisałam tylko „Szkoda, ale dziękuję bardzo za opinię”. 

I temat skończyłam.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy w chwilę potem na priv dostałam wiadomość.

Jak pani śmie tak się do mnie zwracać, ja jestem wykształcona! Mam studia, nie jakieś tam kursy czy coś, licencjat mam! Wypraszam to sobie! I w ogóle jak się nie umie znieść krytyki to się nie pisze i nie publikuje! Ja tego tak nie zostawię! Wydawnictwa się dowiedzą jaka pani jest niezrównoważona psychicznie i jak szkaluje pani recenzentów.

W sumie padłam (żeby nie napisać je… łam), a kiedy zebrałam swoją nieszczęsną szczękę z podłogi przeczytałam wiadomość jeszcze raz.

Że co?

O co jej do cholery chodzi?! Nie wolno się odezwać?

Przecież byłam grzeczna. Nawet przesadnie. NIC, absolutnie NIC nie wspomniałam o recenzji, ani o blogerce, nie szkalowałam, nie wytykałam błędów (a były) i nie podważałam wszechwiedzy recenzentki, a ta mi tak odpłaca? Co ja jej zrobiłam?!

Poszłam sprawdzić.

No i okazało się, że jednak coś jej zrobiłam. W czasie robienia wpisu pod jej tekstem, pisałam też podziękowania na życzenia bożonarodzeniowe u koleżanki blogerki kulinarnej. Pomyliłam strony. Zamiast wpisać „Szkoda, ale dziękuję bardzo za opinię” wpisałam: „Kochana, wzajemnie”.

Teraz zrozumiałam, ale…

Skoro blogerka odczytała moje słowa jako aluzję do swojego wpisu, (swoją drogą musi być trochę przewrażliwiona) to teraz ja czegoś nie rozumiem.1

To jak? Ja, jako autor mam OBOWIĄZEK przyjmować krytykę na klatę i trwać z podniesionym czołem w deszczu (ewentualnego) jadu, a recenzent nie?

Przecież to też twórczość… Własna.

No i mnie nie ma prawa boleć, a recenzenta może? I on ma prawo walczyć, gryźć i kopać, a autor tylko ma podkulić ogon? I może jeszcze przepraszać?

No sama już nie wiem.

Muszę naprawdę dokładnie sprawdzać co, gdzie i komu wpisuję bo jak znam siebie, to skończy się to katastrofą.









17 komentarzy:

  1. Absolutnie nie przejęłabym się taką wiadomością. Przecież od razu widać, że to zagubiona osoba o niskiej samoocenie. Chwalić się licencjatem w dzisiejszych czasach? A gdyby nawet ktoś nie miał wykształcenia wyższego, to też nie powód, aby mu to wypominać. Nie każdy miał szansę, mimo inteligencji i wiedzy, uczyć się dalej.
    Iwona, rób dalej swoje i "trzymaj" się zdrowo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się wydaje, że dziewczyna czuła się absolutnie "bezpieczna" i liczyła, że może pozwolić sobie na wszystko (nawet nie sprawdziła choćby mojego wykształcenia) przypadek sprawił, że dostała rykoszetem.

      Usuń
  2. Ty to jesteś naprawdę nieprzewidywalna ;) ale być może to było życzenie prorocze. Poczekamy, zobaczymy... A tak w ogóle, to Ty się nie przejmuj, bo tu widać nie tylko niską samoocenę, ale także brak poczucia humoru i dystansu tak do siebie, jak i do uprawianej twórczości recenzenckiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koszmarnie. Ostatnio niby wszystko sprawdzam, ale ponieważ Internet mi "muli", to mam tak, że ja pisze NF a to pojawia się np na stronie pisanej właśnie książki, to pryszcz, gorzej, jak się nie pojawia, wtedy to nie wiem gdzie posłałam :)

      Usuń
  3. Wiem o jakiej recenzentce mowa. I wiem, że z "wypowiedzi merytorycznej" szybko przechodzi do ataku osobistego na autora. I bynajmniej nie jest to atak uzasadniony. Nigdy. Pani sygnuje stwierdzeniu "przerost formy nad treścią". Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Niektórzy karmią się krytyką, uważając, że mają do tego prawo. Tylko nie zdają sobie sprawy, że publukując swój tekst, też stają się autorami, których można recenzować :) Czy to zatem naiwność, czy głupota, by tego nie rozumieć?

    OdpowiedzUsuń
  5. Niektórzy karmią się krytyką, uważając, że mają do tego prawo. Tylko nie zdają sobie sprawy, że publukując swój tekst, też stają się autorami, których można recenzować :) Czy to zatem naiwność, czy głupota, by tego nie rozumieć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, ani jedno, ani drugie. Il cię wydaje, że jako czytelnicy/recenzenci mają prawo do "głoszenia co jest dobre, a co złe" i pozostają jakby poza krytyką.

      Usuń
  6. Straszna postać, jak tu już słusznie zostało zauważone: przerost formy nad treścią, rozbuchane ego, a w środku pewnie kupa kompleksów. No, ale nie znam kobiety, więc może nie powinnam się wypowiadać, bo też mi się dostanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, ja też nie krytykuję w tym tekście tej konkretnej osoby, a zjawisko, bo w sumie wielu jest takich niestety.

      Usuń
  7. Ja niepisząca-ani książek,ani recenzji nie popełniam,ale dużo czytam i to bardzo różne gatunki,tematy i autorów.Myślę jednak,że nawet nie będąc specjalnie oczytanym,można szybko się zorientować,że język powieści Iwony Banach jest WYJĄTKOWO BOGATY i UROZMAICONY.Nawet każde mniej eleganckie słowo ma swoje mocne uzasadnienie. Czytając każdą,kolejną książkę Iwony B.jestem pod wrażeniem jak doskonale charakteryzuje-także przez język-swoich bohaterów,chociaż zazwyczaj są to osoby mentalnie bardzo autorce odległe.
    Gdyby szanowna recenentka zerknęła na okładkę którejkolwiek książki IB to dowiedziałaby się coś i o wyksztalceniu,i o osiągnięciach autorki.
    A gdyby posiadany licencjat i talent krytyczny pozwoliły jej porównać z oryginałem tłumaczenia Iwony Banach,to mialaby szansę zauważyć,że tłumaczenie bywa lepsze od oryginału-właśnie dzięki niesamowicie bogatemu językowi tłumaczki.
    Podsumowując jednym zdaniem -durnymi,NIEMERYTORYCZNYMI pseudorecenzjami pseudorecenzentów przejmować się nie należy.
    Pozdrawiam cieplutko.
    Czekam na kolejne Twoje książki.
    Do siego roku🎆,Moja Ulubiona Autorko.😍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to jest, jak się usiłuje wypłynąć na negatywnych tekstach, bo one, wiadomo klikane są bardziej.

      Usuń
  8. Ja również zrecenzowałam Pani książkę i niestety również mi ona nie przypadła do gustu, jednak nie twierdzę, że nie sięgnę po inne Pani książki, albo że ma Pani przestać pisać, bo nie podoba mi się Pani dzieło. Ile jest ludzi, tyle jest różnych gustów. Nie lubię recenzować polskich książek, ponieważ przez lata tego hobby, spotkało mnie kilka niemiłych sytuacji, np. szantażowanie bym usunęła niepochlebną recenzję. Kiedyś pochwaliłam jedną autorkę, że stylem przypomina mi Chmielewską, a ta na mnie naskoczyła i mnie zwyzywała. Jedna autorka przez lata zostawiała mi anonimowe komentarze, nie miałam pojęcia, że to ona, ale jak się znudziła, to się przyznała. Jak widać, wszystko działa w dwie strony. Zarówno recenzent, jak i pisarz może się zachować, jak cham, ponieważ cham pozostanie chamem bez względu na wykształcenie i stanowisko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, to prawda, znam wielu pisarzy, którzy bardzo do serca biorą sobie negatywne oceny i wysyłają "szwadrony śmierci" do walki. Dla mnie jeżeli tekst jest o książce nie mam do recenzji żadnych "ale", jeżeli jednak jest o autorze (czyli o mnie) w stylu "ta baba to kretynka" (i takie czytałam) to trochę się wkurzam, ale... Nie mam grupy fanów, którzy by za mną poszli w ogień i robili jakiś szum, nie skarżę się, nie dyskutuję. Jasne, że wolałabym, żeby książka się podobała, ale nie jestem "ze złota i brylantów" i zdaję sobie z tego sprawę. "Drugim szansom" zwłaszcza z moimi tekstami nie dowierzam, są z góry skazane na porażkę :) Ja piszę specyficznie i robię to celowo, albo się lubi, albo nie...

      Usuń
  9. Przepraszam, ale mnie ta sytuacja ubawiła :] Szkoda, że to wydarzyło się naprawdę

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę, że cokolwiek byś napisała to by się ta baba wnerwiła. Swoją drogą - to chyba jak się pisze recenzje książki to się pisze recenzje książki a nie wyżywa się na autorce ? Można mieć wiele studiów, wielkie wykształcania a można nie mieć w sobie grama kultury i rozumu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyzywanie się na autorze jest wygodniejsze. Nie trzeba go czytać, wystarczy kilka insynuacji i jest.

      Usuń