wtorek, 12 lutego 2019

Czarcie słowa...


GRZEGORZ WIELGUS

CZARCIE SŁOWA

INITIUM

Po przeczytaniu pierwszej powieści Grzegorza Wielgusa, „Pęknięta korona”, która bardzo mi się podobała, dowiedziałam się, (czego nie zauważyłam czytając książkę), że powieść w niektórych miejscach nie całkowicie jest zgodna z historią, ale raczej nie chodziło tu o fakty, czy zdarzenia, a raczej o tło, czyli o historie kultury materialnej oraz o stylizację językową. 
Tak więc kiedy czytałam „Czarcie słowa” specjalnie zwracałam uwagę na takie możliwe „nieścisłości” i… oczywiście ich nie znalazłam, nie znaczy to, że ich nie ma, a jedynie, że ja ich nie widzę. To dość logiczne, nie mam potrzebnej do tego wiedzy, tak samo jak połowa, albo nawet trzy czwarte czytelników i wcale mi to nie przeszkadza. 

Co to zmienia? Nic, po prostu czytając tę książkę czytałam ją jak powieść i inspirację, a nie jako źródło wiedzy, choć dotyczy ona wydarzeń, które naprawdę miały miejsce. 

Austria XIII wiek, Rudolf Habsburg po zakończeniu wojny o koronę Królestwa Niemiec każe zorganizować turniej rycerski, ale taki turniej z udziałem wielkiej liczby rycerzy z różnych krajów i sprzyjających różnym, tym mniejszym i tym większym władcom może być wielce niebezpieczny bo może stać się zarzewiem konfliktu zbrojnego, albo dać okazję do usunięcia tego, czy innego rywala. 

Dodatkowo w okolicy pojawiają się „rycerze rozbójnicy” - uzbrojone bandy rycerzy, (którzy z rabunku uczynili sobie intratny zawód) napadające na kupców i podróżnych. Takie bandy były w tamtym okresie plagą ( autor używa tu nazwy „raubritter”, ale ta nazwa pojawiła się w użyciu dopiero w XVIII wieku - ha, poszukałam znalazłam, niewiele to zmieniło!) 

Nie mniejszą zagadką są dziwne litery pojawiające się na pniach drzew ( choć nie tylko) i jakiś stwór - duch, człowiek, czy„ożywieniec”, który je na nich zostawia. Ludzie są niepiśmienni, a litery kojarzą  się z demonem słów  - Titivillusem. 
Słowa zwłaszcza te zapisane zawsze budziły lęk, te zapisane przez demona - przerażenie.

Z jednej strony mamy więc aferę polityczną i mocno sensacyjną choć w średniowiecznym klimacie, z drugiej polowanie na istotę magiczna i bardzo niebezpieczną. 

Czy te dwie sprawy się łączą? 

Powieść jest świetnie mroczna, odrobinę „przaśna”, czasami magicznie tajemnicza i momentami zabawna. Autor powoli odkrywa spiski i tajemnice, powoli pokazuje znaczenie różnych zdarzeń niejednokrotnie okrutnych, wszak to jednak średniowiecze i cena życia ludzkiego jest niewielka, a krwawe potyczki, bitwy i bijatyki są na porządku dziennym. 

Reasumując powieść podobała mi się bardzo. 

Polecam tym, którzy lubią mroczne klimaty, rycerskie turnieje i spiski osadzone w realiach historycznych i średniowieczny folklor. 

A Jaksa i Lambert oraz brat Gotfryd naprawdę potrafią być i ciekawi i zabawni i odważni. 

5 komentarzy:

  1. Kiedy potrzebuję zagłębić się w historię, szukam wydawnictw popularnonaukowych. Tym razem na pewno wystarczy mi powieść nieperfekcyjna. Dziękuję za ciekawą propozycję i pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lucia właśnie mi podrzuciła link. Recenzja bardzo zachęcająca jak dla mnie; kocham średniowiecze i mroczne klimaty. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, i miło mi, że zachęciłam :)

      Usuń
  3. Czuję, że to może być coś dla mnie, bo mroczne klimaty i średniowieczny folklor to ja biorę w ciemno.

    OdpowiedzUsuń