wtorek, 13 marca 2018

Zupna wojna wielkanocna.

Jakiś czas temu, jakoś tak przed dziesięcioma dniami (chyba) wybuchła szesnasta zupna wojna światowa ( jakbyście nie zauważyli - donoszę) na jednej z grup dotyczących gotowania. 

Uwaga. Ludzie rzucają mięchem, bleh-ami, rzygami i fujcami - do tego walą w siebie benzoesanem sodu, śmieciożercami ( nie mylić ze śmierciożercami) mordercami dzieci ( tym razem tych narodzonych, które karmi się nieodpowiednim jedzeniem), „utytłaczkami” – do kobiet, które tuczą mężów ( biednych, niewinnych i wołających o ratunek) i „tuszonkami” – to o kobietach, które tuczą same siebie i wszystkim wtedy szkoda ich mężów (biednych, niewinnych i wołających o ratunek) – niestety to tak zawsze działa. 

W końcu jedzenie tego co jedzą świnie nie jest żywieniem się, a tuczeniem... A czasami nawet morderstwem, oraz zgrozą... wołającą o pomstę do nieba! 

Przecież jako obywatele mamy nie tylko prawo, ale i obowiązek zaglądać sąsiadom i znajomym do garnków. Robimy to dla ich własnego dobra!

Piękno całej sprawy polega na tym, że wojna wybuchła z powodu … żurku!

Wiem, istnieją przeróżne odmiany tego: przysmaku, popłuczyn, bidozupy, chamskiego żarcia dla polaczków, dania tradycyjnego, gównianej polewki, pomyj - wybierzcie własną opcję nazwy.

Jeżeli wybierzecie wersję „na bogato” z jajkiem, boczkiem i kiełbasą zostajecie automatycznie mordercami – wiadomo zjadacze niewinnych zarodków i mordercy świnek to po prostu mordercy życia wszelakiego, jeżeli wybierzecie wersję na „bidoka” - jesteście nic niewartymi zasiłkowcami, których nie stać nawet na porządne żarcie.
W zasadzie nikomu dogodzić się nie da.

Poważnym problemem, godnym bomb atomowych dalekiego zasięgu są kostki rosołowe, których używać nie wolno. No, nie wolno! Każdy to wie i każdy używa, ale nie wolno.

Podobno zaraz po zakazie handlu w niedziele politycy mieli zająć się kostkami rosołowymi, to znaczy zakazem ich używania, ale lobby kostkowe ich przekupiło.
To samo jest z napalmem... to znaczy z octem spirytusowym. Zauważcie SPIRYTUSOWTM! Zakaz używania go jest już w sejmie, ale .. no tak, lobby spirytusowe...
I jak tu żyć?

Żurek bez jajka, boczku, śmietany i kiełbasy, bez kostek rosołowych jest dopuszczalny nawet w Wielkanoc.
Podaję więc przepis na biały barszcz wielkanocny, gdzieniegdzie zwany żurkiem, choć podobno to nie to samo. Proszę bardzo. 

Wziąć dwa litry wody...
Nie dodawać ziemianka (!!!), zawiera solaninę.
Nie gotować, gaz jest niebezpieczny.
Nie dodawać czosnku - śmierdzi!
Smacznego.

Pochodzę z rodziny, która w Wielkanoc jada białą zupę, ale podobno są i takie, które jadają zupy w innych kolorach.

Jeżeli tak - zastosować barwnik do jajek.

2 komentarze:

  1. No tak, grupy kulinarne rządzą się swoimi prawami, zdążyłam już też to zauważyć ;) I nawet admini czasem nie dają rady okiełznać towarzystwa. Co do meritum, czyli żurku - śląski żur robi się na żytnim zakwasie i dodaje te takie tam dodatki (oczywiście bez kostki rosołowej natomiast z boczusiem). Zupa wychodzi oczywiście szara jak pomyje. Biały barszcz widziałam u teściowej- gotowany na golonce, zabielany pszenną mąką i zakwaszany octem spirytusowym. Czyli zdecydowanie dwie różne zupy. No. I biały barszcz wychodzi biały. Mniej pomyjowaty. Ale ja wolę mój zdrowy, śląski żur.

    OdpowiedzUsuń
  2. A, to dziękuję za uściślenie. Ja jakoś nigdy nie umiałam tego rozróżnić bo jadałam też biały barszcz na zakwasie, ze śmietaną... może to była pomyłka w nazwie, może jakaś barszczożurkowa hybryda?

    OdpowiedzUsuń