piątek, 2 marca 2018

Niedouki, kucharki i takie inne...

Jutro Międzynarodowy Dzień Pisarza, więc, żeby w jutrzejszym zalewie życzeń nie zniknąć postanowiłam złożyć życzenia już dziś i nagle zdałam sobie sprawę, że nie wiem komu mam je składać.

Pisarz pisarzowi nie równy i nie każdy pisarz to naprawdę pisarz. Czyli należałoby się zastanowić kto tym pisarzem jest. Bo po co życzenia w pustkę słać?

Oczywiście zaraz wyjdzie proste stwierdzenie, że pisarz to ktoś, kto pisze książki. Widzieliście instrukcję obsługi pierwszej lepszej pralki? 360 stron maczkiem... I tu ktoś powie NIE POZWALAM i nie będzie miał racji! 

Czytaliście te cudne zdania wielokrotnie i bez sensu złożone w stylu „gdy on zadusić klawisza B łatwy wylew zlewu do otwór gębowy ściany? Albo „przypiąć gniazdka zawierającego bolec łatwy dostęp i otwarty czynnikiem wtórnym biegu”? Toż to kryminał czystej wody, a może i nawet pościeli. To poezja!

A taki poeta, co wydał książkę to pisarzem jest, czy może jednak nie, bo skoro jest poetą, to mu wystarczy? Przecież nie można tak podwójnie... Nikt mu na to nie pozwoli. W końcu w życiu proza nie jest niczym fajnym, ale w literaturze to dobro najwyższe. Proza, nie życie.

Wróćmy jednak do bycia pisarzem...

Czy ten pisarski „aspirant” książkę musi wydać żeby zostać pisarzem, czy wystarczy, że ją napisze? Bo to przecież nie zawsze to samo. No i czy liczy się wydawnictwo? Już kiedyś o tym pisałam. Niektórzy uważają, że pisarzem jest tylko ten, kto nigdy, przenigdy nie dołożył grosza do wydania swojej powieści, co prawda skreślają wówczas kilka znanych ( i uznanych) osobistości świata literackiego, ale w skreślaniu jesteśmy piekielnie zacięci, więc nikomu to nie przeszkadza. 

W oczach niektórych, jeżeli ktoś wydał powieść za własne pieniądze to przekreślił się już na zawsze i może sto książek wydać w renomowanych wydawnictwach, a i tak nic mu to nie pomoże.
- No co ty? Czytasz go/ją?
- Przecież zaczynała za własne pieniądze!
( określenie „własne pieniądze” brzmi tu mocno negatywnie i nawet „kradzione pieniądze” w tym układzie wyglądają dużo lepiej)

Są tacy, którzy idą dalej. Otóż wydanie książki w renomowanym wydawnictwie pisarzem nikogo nie czyni, jeżeli książka jest kiepska. Słyszałam takie teksty...
- Ona uważa się za pisarkę? Co za czasy!
- No, ale wydała dziesięć powieści!
- Dziesięć powieści? Też mi coś? To gnioty! I kto to czyta?

Niby to czytelnik powinien decydować co mu się podoba, a co nie, ale nikt nie ma zamiaru mu na to pozwolić. Toż to byłaby anarchia.
- Ona sprzedała miliony egzemplarzy!
- To nawet nie są gnioty, to się nie liczy!
- Ludzie ją kochają!
- Jacy ludzie? Jacy ludzie... To niedouki, kucharki i inne takie...

Czyli nie wystarczy napisać, nie wystarczy wydać, nie wystarczy mieć czytelników i gigantyczną sprzedaż, trzeba jeszcze... zostać uznanym za pisarza, ale przez kogo? Kto ma tę moc sprawczą? Jak widać, nie mogą to być „ niedouki, kucharki i inne takie”. ( ja co prawda kwalifikuję się do „takie inne”, ale jednak się kwalifikuję), więc oceniać mi nie wolno.

Wkrótce sytuacja może się jednak zmienić.

Otóż podobno niedawno przy jednym ze znanych uniwersytetów powołano do życia wydział „Gniotologii stosowanej”, który będzie kształcił zawodowych gniotologów, będą wydawać opinie „gniototwórcze” i będą decydować, o byciu pisarzem, a wszelkie podszywanie się lub jakaś pisarska samowolka karana będzie wykreśleniem z planów wydawniczych na co najmniej pięć lat.
Jak znam życie, na pewno się przyjmie.

Ja jednak chyba znalazłam złoty środek! Wszystkiego najlepszego dla każdego, kto uważa się za pisarza! 
Mnie taka rekomendacja wystarczy.

2 komentarze:

  1. Teraz książek się nie czyta, bo się je pisze. Każdy sobie taką, jaką chce mieć na półce. Inne są zbędne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja jakaś nienormalna jestem, i czytam, i piszę i tłumaczę... Niestety ja za dużo czytam, co wieczór jedna, czasem dwie, nie nadążyłabym z pisaniem, ale pomysł genialny :)

      Usuń