czwartek, 17 września 2026

A PRZYMIERAĆ GŁODEM TO NIE ŁASKA?!


Trafiłam wczoraj przypadkiem na dyskusję o pewnym ZNANYM pisarzu. Nie powiem jak się nazywa, bo w zasadzie nie ma to znaczenia.

Pisarz ten jest poczytny, zdolny, młody i zamożny.
Zamożny, zauważcie!

Wydał sporo książek, ale właściwie nie sporo, a bardzo dużo i radzi sobie doskonale na rynku pisarskim i czytelniczym, oceny ma wysokie, ludzie chcą go czytać, a nawet są jego fanami w ilościach hurtowych. 
Wydawcy pewnie aż się trzęsą żeby go wydawać (piszę pewnie, bo nie znam go ani osobiście, ani nawet zdalnie, a o jego wydawcach wiem tyle ile mogę sobie wyobrazić, ale kto by nie chciał tak dobrze sprzedającego się pisarza?). No może gdyby był „awanturny”, „konfliktowy” i „niesłowny”, ale Internet już by o tym wiedział, więc jednak nie jest.

Dowiedziałam się za to, że jest grafomanem, który łoi kasę na naiwniakach. Miernym pisarzyną, który nie umie sklecić zdania złożonego.

Ortografię tego wywodu o „miernym pisarzynie” podałabym do sądu o morderczy zamach, ewentualnie usiłowanie zabójstwa języka polskiego, ale ortografii przed sąd pozwać nie można nawet jak jest szkodliwa dla zdrowia, a człowieka, który jej używa nie mogę, bo polityczna poprawność mówi mi, że dostałabym bana za znieważenie dyslektyka.

A dyslektycy TEŻ MAJĄ prawa.

Ciekawe, że dobrze zarabiający pisarze PRAW NIE MAJĄ.

I to tylko dlatego, że zarabiają ciężkie pieniądze, a przecież to zgroza!

I tak dalej dyskusja się toczyła wyławiając wszelkie teorie spiskowe, że pisarz ten nie pisze sam, że używa AI, że ma wyrobników, którym nic nie płaci, że NIKT GO NIE CZYTA!

No chyba, że idioci, oraz, że jego powiesić to gnioty i żaden porządny czytelnik ich nie tknie.

Porządni czytelnicy omijają je szerokim łukiem.

Ciekawe skąd ci dyskutanci wiedzą, że to gnioty?

Może jednak nie są aż tacy porządni? Bo albo nie maja prawa się wypowiadać, bo nie czytali, albo jednak czytali, czyli według siebie samych porządnymi czytelnikami nie są.

Najważniejszym jednak zarzutem, poza brakiem zdań szesnastokrotnie złożonych było to, że „facet łoi kasę”, a przecież tak nie wolno! Gdyby jeszcze kradł, no, to można by mu wybaczyć, ale zarabiać? Pracując po dziesięć godzin dziennie? No we łbie mu się poprzewracało! Za darmo powinien swoje książki oddawać, a i tak nikt by ich nie czytał, a nie tak, że to... Nie, no… NIE WYPADA!

A PRZYMIERAĆ GŁODEM TO NIE ŁASKA?! O wiele więksi od niego przymierali i jakoś żyli! krótko, ale uczciwie! Takie zachowanie to zdrada narodowa!
Klepanie biedy to pisarska POWINNOŚĆ!
Tradycja rzecz święta!

A on ośmiela się żyć z pisania i jeszcze mu to wychodzi na zdrowie! 

Nie, wiecie, świat się kończy! Naprawdę! Co to za Polska?!

Dobrze chociaż, że generuje zawiść, bez bez zawiści zwykły prostak by nie przetrwał, a może nawet nauczyłby się czytać, a tego by nie przeżył.

środa, 16 września 2026

Skąd u mnie tylu znajomych?



Właśnie odrzuciłam sześćdziesiąt zaproszeń do znajomych. SZEŚĆDZIESIĄT!

Od wczoraj tyle ich się nazbierało.

Nie miały zdjęć, ani nawet kreatywnie pokazanych kotów, nie miałam z nimi wspólnych znajomych, nie miałam pomysłu skąd tego aż tyle, kto to, czego ode mnie chce (a czegoś chce na pewno) i dlaczego.

Rozumiem, że mnie jako autorkę książek, które ktoś czyta może spotkać coś takiego, że ktoś zupełnie mi nieznajomy chciałby być w moich znajomych bo coś mu się w moich książkach spodobało, ale sześćdziesiąt w jeden dzień?

Aż taka dobra nie jestem!

No i wydawało mi się, że boty nie czytają książek!

No, ale to jeszcze by przeszło, są i gorsze rzeczy, elektroniczne nawracanie na jakąś amerykańską duchowość, albo na modły nie z tej i nie z tamtej ziemi, jakieś litanie, jakieś święte obrazki, jakieś cuda wszelakie. DUCHOWOŚĆ BOTÓW mnie nie interesuje.

Nie, nie interesuje mnie czyjaś wiara NA POKAZ i wzajemności w tym pragnę. Moja osobista wiara nie jest na sprzedaż i nie zamierzam się z niej tłumaczyć.

NIKOMU.

Botom, nie botom, ale to MOJA PRYWATNA sprawa. Koniec, kropka.

Polityka to też nie dla mnie, nie zamierzam ziać nienawiścią, ani tego ziania popierać.

Nie posiadam też samochodu, to tak dla wszystkich, którzy chcą mnie do znajomych pod szuldem samochodowym, autonaprawa, albo wymiana opon odpada.

Nie mieszkam tam gdzie nie mieszkam, toteż wszelkie zaproszenia od lokalnych polityków (z innych miast) wywalam do kosza.

Nie zamierzam też wspierać, popierać, podnosić na duchu, od tego pisze książki.

Mam w domu lustro i metrykę urodzenia toteż ZAKOCHIWAĆ się albo internetowych „zakochań” nie zamierzam tolerować.

Amerykańskim generałom (choć są już przeżytkiem)  mówię nie! Lekarzom też! Szczególnie tym z Afganistanu.
Jestem w wieku, kiedy „HEJ” nie jest najlepszą opcją na rozpoczęcie rozmowy.

Nic nie jest, bo praktycznie nie mam czasu na gadki z obcymi, ze znajomymi też nie mam.

Jedyne co mnie na Facebooku interesuje to KSIĄŻKI, nie ma sensu mnie zaczepiać, żeby pogadać o ciuchach, szamponach, diecie, kosmetykach, polityce i pożyczkach.

Z takimi sprawami proszę iść gdzieś indziej.

No i ostatnia sprawa, nie pożyczam pieniędzy, nie daję blików i nie kupuje nic na FB.

Czasami raz na sto tat daję książki, ale to bardziej na konkursy, a i tak w połowie przypadków osoby wygrywające się nie zgłaszają.

Tak, że ten…

U was też taki napływ nowych zaproszeń?

Mnie pociesza tylko to, że rozwijają moja kreatywna wredotę i nadają się do książek. Czasami.

wtorek, 25 sierpnia 2026

Towarzystwo wzajemnej adoracji!

 




Towarzystwo wzajemnej adoracji. TAK, TO JEST TO.

Waśnie postanowiłam założyć TOWARZYSTWO WZAJEMNEJ ADORACJI gdyż jest mi potrzebne, a wręcz niezębne do życia!

A że wszyscy mnie podejrzewają o to, że do niego należę, z braku tegoż, założę własne.

Otóż, jak tylko polecę jakąś książkę, ze względu na to, że sama też piszę, ktoś mi zarzuca właśnie coś takiego. Nie ważne, czy tę osobę znam, czy jej nie znam, zraz jestem w tym towarzystwie, Normalnie Illuminati jakieś pisarskie, czy coś.

Teorie spiskowe na poziomie najwyższym, jeżeli pani X poleciła książkę pana Y to świat się kończy, depopulacja albo ewentualnie chodzi o kasę. I to nie o jakąś tam głupią kasę w Biedronce (gdzie pisarze powinni siedzieć, a nie marudzić, ze ich nikt nie wydaje, czy nie kupuje), chodzi o kasę wielką, że można by masło chociażby kupić.

I wszystko staje się złe, a to co polecane najbardziej.

Jeżeli jakiś inny pisarz poleci moją książkę to też z automatu moja książka staje się bublem, bo pisarz ją polecił.

Nie szewc! Nie cukiernik, ale pisarz. NIE DO-PO-MY-SLE-NIA!

I choć każdy pisarz poza byciem pisarzem jest jeszcze ojcem, matką, kierowcą, piekarzem albo farmaceutą to NIE MA ZNACZENIA! Jak pisarz polecił to jest do dooopy.

Bo?

Bo jak wyżej.

Ja „na ten przykład” jestem nauczycielka, tez nie za dobrze….

Dlatego potrzebne mi jest właśnie Towarzystwo wzajemnej adoracji!

Nie wykluczam, że ono gdzieś istnieje, ale nie mam do niego dostępu! Przy okazji przepraszam koleżanki i kolegów po piórze (tudzież klawiaturze), że polecam ich książki, z całego serca się kajam, nie wiedziałam jaki będzie tego skutek!

Ale wracając do tematu.

Zadziałam na prostej zasadzie.

Skoro już wszyscy podejrzewają mnie o dom z basenem, to walnę sobie ten basen choć w piwnicy. Nawet sanitarny! A co, na ten na pewno będzie mnie stać!

To znaczy założę własne Towarzystwo Wzajemnej Adoracji.

Zbieram zapisy.

I jakby co to wreszcie będę wiedziała za co zbieram cięgi.

Tylko nie wiem jak to jest. To towarzystwo tak znienawidzone przez ludzi, czy ono jest przypadkiem jakieś nielegalne bo jeżeli jest legalne to czego się ludzie czepiają?

I byłoby miło, żeby wreszcie znaleźć towarzystwo sympatyczne, miłe, takie do pogadania o książkach bez tego ciągłego hejtu, że dialogi za długie, opisy za drętwe, bohaterki się nie pieprzą jak królice, że mafii za mało, że trudnych słów pełno i stron za dużo.

Zapraszam.


poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Czy Internet zabija zarazki po siedemnastej?



Nie twierdzę, że rozumiem Internet, ba, jestem jak najdalsza o tego, bo albo Internet jest kobietą i nie da się go zrozumieć, albo za zrozumienie go ktoś dostanie Nobla i na sto procent nie będę to ja, a mimo to po tych kilkunastu latach w sieci zaczęłam zauważać pewne zależności, które coraz częściej rzucają się ludziom w oczy, choćby te pytania retoryczne w nagłówkach, na które odpowiedź ZAWSZE jest jedna. NIE! A pytania są durne jak mało co. Na przykład: 

„Czy świat skończy się w niedzielę?” „Czy arbuz jest trujący”, „Czy paragony z Biedronki zabijają”…

No, ale o ile pytania już są „obcykane”, to idźmy dalej. Internet to właściwie nagłówki, clickbajty też, które zapowiadają seks „Dlaczego Anna Iksińska myła się we wtorek?” (bo myje się codziennie) , katastrofy „znany wróż kupił masło, to co zobaczył przeraża” (cena) , wyznania „Ewa Igrekowska. Wyznaje, że go kocha” (swojego kota) i poprzerywane milczenie.

Tak to ostatnie najbardziej mi się podoba, bo teraz co drugi człowiek „przerywa milczenie”, niektórzy dwa razy dziennie.

Ostatnio „Ekspedientka Biedronki przerywa milczenie”. (mówi, że woli płatności kartą).

Są też inne cuda, zdjęcie od czapy, nagłówek od czapy teść … tak, to samo. Zdjęcie, kobieta płacze, nagłówek „nigdy nie rób tego w łazience, to może cię zabić”, tekst, nie czytaj książek w łazience, bo zbierają się na nich zarazki.

Czy zauważyliście, że to wszystko to ściema, która bardzo ociera się o kłamstwo?

Niektóre żerują na najniższych instynktach tańcując wręcz na trumnach.

„Rozpacz w domu Iksickich, pożegnali ukochanego członka rodziny” (chomika)

Ale to jest coś tak normalnego (JUŻ NORMALNEGO NIESTETY), że nie ma o czym mówić.

Pojawiły się inne debilizmy.

To paranaukowe pomysły leczniczo zdrowotne.

Każdy się z tym spotkał.

Na przykład ktoś twierdzi, że banany są trujące po siedemnastej. Po szesnastej nie należy myć nóg. Do południa nie pije się kawy, bo powoduje martwicę włosów. Wody nie należy pić na czczo! Wodę należy pić tylko gorącą. Zielone warzywa są czerwone nocą. Herbata z cytryną zabija. Herbata bez cytryny jest trująca.

I tak dalej…

Ja kolekcjonuję pomysły tego typu do książek, niech się Internet na coś przyda.

Czytanie romansów szkodzi rodzinie.

Porządne kobiety nie czytują kryminałów, bo tam są przekleństwa.

Książki obyczajowe to instruktaż do zdrad małżeńskich.

Horrory mogą spowodować choroby psychiczne.

Fantasy to bajki, dorośli nie czytają bajek.

Erotyki powinny być zakazane dla kobiet zamężnych bo są forma zdrady.

O komediach nic nie zmalałam, a szkoda, ale i tak uważam że jest całkiem nieźle.

Trafiliście już na coś takiego?


wtorek, 4 sierpnia 2026

Odrobinę KULTURY poproszę!

To co mnie dziś spotkało jest idealnym przykładem tego, że AI się do czegoś jednak przydaje.

 Mnie dziś UCZYŁO KULTURY!


Tak. Naprawdę, ale żeby to wyjaśnić muszę opisać pokrótce całe wydarzenie, inaczej moja lekcja kultury. Zamówiłam do paczkomatu jedzonko. Dobre, takie, że mniam!

I co zrobił paczkomat? Nie chciał otworzyć mi skrytki, to znaczy chciał, ale nie mógł.

Upał, że się leje z nieba, mojr jedzonko piecze się w paczkomacie, a szkoda, bo nie miało być pieczone.

Słońce wali, rozgrzewa mnie do czerwoności, oczy wyłażą mi z orbit głowa paruje, pocę się jak świnka Pepa na ruszcie, ale nic.

Dzwonię.

Jak paczkomat nie może to trzeba dzwonić. No cóż.

Coś lub ktos odbiera telefon i stwierdza, że moim konsultantem będzie AI.

Nie mam wyboru.

Konsultant oświadcza, ze mnie nagrywa i zaczyna mi tłumaczyć jak chłopu na między jak otworzyć skrytkę gdzie wpisac kod, jak pobrać aplikacje, w skrócie, zaczyna od dinozaurów. Przeczekuję.

AI pyta mnie, czy już jestem zadowolona.

Odpowiadam, że nie i ponawiam prośbę o otwarcie skrytki.

AI (i tu już wymiękłam) znów zaczyna pod dinozaurów, czyli po raz kolejny zaczyna mi wyliczać sposoby na otwarcie skrytki. To trwa. Z nieba leją się stopnie Celsjusza.

Nie wytrzymałam!

- DEBIL– krzyknęłam czym zastopowałam słowotok maszyny.

I nagle ona odpowiedziała.

PROSZĘ ZACHOWAĆ ODROBINĘ KULTURY!

I tak właśnie się stało bo zaniemówiłam.

Żeby mnie? Jakaś maszyna? No piiiip (tu wstaw przekleństwo) tak potraktowała? To piiiip (tu wstaw przekleństwo), piiiip (tu wstaw przekleństwo)… Mnie?

W końcu otworzył mi skrytkę.

Więcej się do niego nie odezwałam, ale jka ktos mi powie, że AI do niczego się nie nadaje, to jednak nie będzie miał racji.

Inna sprawa, gdybym była napakowanym osiłkiem, to nie wiem jak by teraz wyglądał paczkomat...

sobota, 1 sierpnia 2026

Ktoś pisze żeby czytać mógł ktoś?



Od jakiegoś czasu kupuję abonament na Empik GO i płacąc jakieś 50 PLN miesięcznie (około) czytam sobie co chcę. Albo czytałam, bo teraz to już nie mam żadnych szans.

Zazwyczaj robiłam tak, wchodziłam w reportaże, przeglądałam nowości, albo to co się pojawiło właśnie w abonamencie i mój głód na reportaż zostawał satysfakcjonująco zaspokojony.


Kiedy miała ochotę na jakąś komedię kryminalną wchodziłam w kategorie „kryminał”, i tam omijając te poważne, na które w danym momencie nie miałam ochoty wyszukiwałam sobie coś fajnego.

Tak było.

Niestety już nie jest,


Nagle zaczął mnie prześladować Bruno Błoński. To znaczy nie tak, wcześniej był Max Paradox i kilku innych, ale Bruno daje mi do wiwatu szczególnie, dlaczego?

Bo facet, (chyba facet, bo jest to raczej twór niż osoba), ostatnio zalał katalogi Empik GO swoją twórczością. Napisał (choć raczej stworzył) ponad osiemset pozycji, a liczyłam pobieżnie (piszę "pozycji" bo tu też nie wiedziałam co napisać, naprawdę trudno to nazwać książkami), które wytworzone za pomocą AI, albo nawet przez samo AI mają po 12 stron, w porywach do 24, dziwaczne tytuły, sztuczne okładki i zabierają miejsce oraz spokój ludziom takim jak ja. On sam pewnie coś zarabia, ale czy to w ogóle tak powinno wyglądać?

No dobra, reportaże to jeszcze, jeszcze. Co prawda autor pisze o wszystkim, a dokładnie o czym popadnie, o piwie, kuchni portugalskiej, snach, historii jazzu… Niestety zaczął pisać kryminały i fantastykę, nie sprawdzałam co jeszcze, ale przy tej płodności chyba można się spodziewać wszystkiego.

A wszystko po kilka, kilkanaście stron tekstu z bezsensem i błędami.

Trafiłam nawet na pozycję która ma jedną stronę (nie zapisałam tytułu,wtedy jeszcze nie byłam dostatecznie wkurzona) I teraz tak. Na tej platformie jest podobno 240 000 pozycji. Niedługo większość będzie wytworzona przez AI i naprawdę nie będzie się nadawać do czytania.

Chyba trzeba się pożegnać z Empik GO, bo nie chcę płacić za dostęp do czegoś takiego.

niedziela, 26 lipca 2026

Pisarze, piszecie dla IDEI, czy dla PIENIĘDZY?


Wczoraj wieczorem grzebiąc się w jednej z platform czytelniczych (legalnych) w poszukiwaniu czegoś do czytania wpadłam na książkę jednego z bardziej znanych i poczytnych pisarzy. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie opinia pod tą książką. Nie podam tytułu, ani nazwiska autora, bo nie o jednostkową opinię tu chodzi, ale o całokształt.

Opinia, która uderzyła we mnie jak grom z jasnego nieba (tudzież wszystkie inne gromy) była zaskakująca.

A brzmiała ona.

„Książka średnia, widać, że napisana, żeby zarobić pieniądze”

I nagle dotarło do mnie, że osoba pisząca tę opinię naprawdę niewiele wie o świecie i wcale nie o pisarski świat chodzi.

Jak coś jest zrobione „dla zarobienia pieniędzy” musi być dobre, bo inaczej nikt tego nie kupi, pisanie dla idei jest skazane na porażkę, ideą się człowiek nie naje toteż ideowcy wymarli lata temu.

Z głodu, choć i gruźlica też się do tego przyczyniła.

Ludzie! Czytelnicy kochani!

Książki pisze się po to żeby zarobić pieniądze! TO JEST PRACA!

Pisarze też muszą jeść!

Pokutująca w Internecie opinia, że autor żywi się weną jest naprawdę błędna. Autor za każdą książkę dostaje pieniądze, (niestety nie tyle co na okładce), dostaje czasami złotówkę, czasami nawet mniej, ale czasami też więcej. Często pozwala mu to na kupienie chleba, masła, a nawet salcesonu, choć ludzie uważają, że pisarzom salcesonu jeść nie wolno, ani kaszanki, ani nawet wędzonych uszu! Autor powinien jeść szynkę (parmeńską de preference z truflami bo to eleganckie), a kiełbasę tylko w sytuacjach ogniskowych i z niechęcią, żeby podkreślić, że jest wielki, ale z ludem się brata, kiedy mus.

Trzeba przyznać, że słyszałam o pisarzach, którzy lubią być okradani, bo uważają, że to dobrze o nich świadczy.

Ja jednak wtedy czuję taki dysonans, jeden pisarz chwali się, że sprzedał cały nakład powieści i zarobi za to może z pół najniższej krajowej, (o ile nie jest wielki i bardzo znany) a więc bez luksusów, ale ktoś to kupił i zagłosował portfelem, że książka jest dobra, a drugi chwali się, że na gryzoniu ukradziono mu już kilka tysięcy plików i TO DOPIERO jest wielkość.

Mnie to przeraża.

Nie lubię być okradana i naprawdę lubię, kiedy ludzie kupują moje książki.

A jak wy?

Kochani znajomi pisarze, piszecie dla pieniędzy, czy tylko dla idei?