Trafiłam wczoraj przypadkiem na dyskusję o pewnym ZNANYM pisarzu. Nie powiem jak się nazywa, bo w zasadzie nie ma to znaczenia.
Pisarz ten jest poczytny, zdolny, młody i zamożny.
Zamożny, zauważcie!
Wydał sporo książek, ale właściwie nie sporo, a bardzo dużo i radzi sobie doskonale na rynku pisarskim i czytelniczym, oceny ma wysokie, ludzie chcą go czytać, a nawet są jego fanami w ilościach hurtowych.
Wydawcy pewnie aż się trzęsą żeby go wydawać (piszę pewnie, bo nie znam go ani osobiście, ani nawet zdalnie, a o jego wydawcach wiem tyle ile mogę sobie wyobrazić, ale kto by nie chciał tak dobrze sprzedającego się pisarza?). No może gdyby był „awanturny”, „konfliktowy” i „niesłowny”, ale Internet już by o tym wiedział, więc jednak nie jest.
Dowiedziałam się za to, że jest grafomanem, który łoi kasę na naiwniakach. Miernym pisarzyną, który nie umie sklecić zdania złożonego.
Ortografię tego wywodu o „miernym pisarzynie” podałabym do sądu o morderczy zamach, ewentualnie usiłowanie zabójstwa języka polskiego, ale ortografii przed sąd pozwać nie można nawet jak jest szkodliwa dla zdrowia, a człowieka, który jej używa nie mogę, bo polityczna poprawność mówi mi, że dostałabym bana za znieważenie dyslektyka.
A dyslektycy TEŻ MAJĄ prawa.
Ciekawe, że dobrze zarabiający pisarze PRAW NIE MAJĄ.
I to tylko dlatego, że zarabiają ciężkie pieniądze, a przecież to zgroza!
I tak dalej dyskusja się toczyła wyławiając wszelkie teorie spiskowe, że pisarz ten nie pisze sam, że używa AI, że ma wyrobników, którym nic nie płaci, że NIKT GO NIE CZYTA!
No chyba, że idioci, oraz, że jego powiesić to gnioty i żaden porządny czytelnik ich nie tknie.
Porządni czytelnicy omijają je szerokim łukiem.
Ciekawe skąd ci dyskutanci wiedzą, że to gnioty?
Może jednak nie są aż tacy porządni? Bo albo nie maja prawa się wypowiadać, bo nie czytali, albo jednak czytali, czyli według siebie samych porządnymi czytelnikami nie są.
Najważniejszym jednak zarzutem, poza brakiem zdań szesnastokrotnie złożonych było to, że „facet łoi kasę”, a przecież tak nie wolno! Gdyby jeszcze kradł, no, to można by mu wybaczyć, ale zarabiać? Pracując po dziesięć godzin dziennie? No we łbie mu się poprzewracało! Za darmo powinien swoje książki oddawać, a i tak nikt by ich nie czytał, a nie tak, że to... Nie, no… NIE WYPADA!
A PRZYMIERAĆ GŁODEM TO NIE ŁASKA?! O wiele więksi od niego przymierali i jakoś żyli! krótko, ale uczciwie! Takie zachowanie to zdrada narodowa!
Klepanie biedy to pisarska POWINNOŚĆ!
Tradycja rzecz święta!
A on ośmiela się żyć z pisania i jeszcze mu to wychodzi na zdrowie!
Nie, wiecie, świat się kończy! Naprawdę! Co to za Polska?!
Dobrze chociaż, że generuje zawiść, bez bez zawiści zwykły prostak by nie przetrwał, a może nawet nauczyłby się czytać, a tego by nie przeżył.

