sobota, 27 października 2018

Grupy fanowskie... Zło z łapanki!

Och, jakże trudno mi to pisać, ale szanowni koledzy ( choć bardziej koleżanki) po piórze, klawiaturze, laptopie, kompie i wszelkich nowoczesnych maszynach do pisania… PRZESTAŃCIE! 

Ja wiem, że grupy fanowskie to fajna sprawa. Wiem, że dobrze je mieć, choć ja takiej właściwie nie mam, była jedna, założona nawet bez mojej wiedzy, ale umarła śmiercią naturalną kilka lat temu, co na FB zdarza się nader często, ale…. 

Mogę być fanem tego, czy innego pisarza, ale wolałabym nie być fanem z łapanki! Mam wolną wolę… Tak jakby…. Choć czasami wydaje się to iluzją. 

Mogę być fanem, tej czy innej pisarki, ale zanim nim zostanę powinnam coś danego autora przeczytać! Cokolwiek, choć JEDNĄ książkę! Nie chce być fanem w ciemno i ciemnym jak tabaka w rogu i będąc w takiej grupie zaświadczać ( bo przecież tak jest), że autor, autorka pisze świetnie. Zaświadczę to jeżeli to prawda, ale żeby tego się dowiedzieć… MAM OBOWIĄZEK coś przeczytać. Dziwne? Moim zdanie logiczne, nie dziwne! 

Że przeceniam wartość grup fanowskich? 

Wcale nie! W kilku jestem z własnej woli i czuję się w nich świetnie. Do kilku mnie wrzucono jak śmiecia do kosza, bez pytania, bez powiadomienia, bez refleksji i jestem wściekła…. 

Jaka jest wartość takiego fana z łapanki? 

Liczbowa… 

Jest statystyką. 

Robi tłum, a czasem stanowi coś w rodzaju słupa ogłoszeniowego. Mnie się to nie podoba. Nie lubię być tak traktowana. 

Wiem, że pewnie, nie robią tego sami autorzy, a administratorzy w ferworze zachwytu, ale…. Drodzy administratorzy NIE IDŹCIE TĄ DROGĄ! 

To ślepy zaułek… 

Więcej to autorowi robi szkody niż pożytku. 

Gdyby ktoś napisał do mnie w stylu: 

- Jeżeli czytałaś coś mojego i podobało ci się, zapraszam do grupy fanowskiej. 

Nie byłoby to jakieś super inteligentne, ale do przyjęcia… 

Ale robienie z innych autorów swoich własnych fanów, bez ich wiedzy i zgody, a czasami wbrew logice ( skoro nie przeczytali nawet zakładki promującej książkę) jest mocno niefajne. 

A teraz drodzy, koledzy i koleżanki, możecie się na mnie obrazić, ale będę fanem tego autora którego pisarstwo pokocham, ( autor może być gruby, siwy, bezzębny i garbaty - nie będę fanem CZŁOWIEKA, ale jego pisarstwa), a grupy fanowskie będę sobie wybierać sama…

7 komentarzy:

  1. Nie do końca się zgadzam, lub może prawie wcale. Budowanie takiej grupy dla mnie ma sens. Nie traktowałbym samego "polubienia" jako świadectwa czytania autora, ale raczej jako świadectwo symaptii i być może zainteresowanie na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie mówimy o polubieniu, ale o byciu w grupie "fanowskiej" - dla mnie też to ma sens, nigdzie nie napisałam, że to jest złe, napisałam, że wciąganie "na siłę" nie ma sensu. Lubię stronę autorska, O.K, autora mam w znajomych, O.K, ale grupa fanowska? Dla mnie to za dużo, o ile nie czytałam ani jednej książki. Fanem być można jedynie, kiedy coś się kocha, jak kochać skoro nawet się nie czytało?

      Usuń
  2. Masz rację, Iwonka. Nic na siłę. To jest po prostu chamstwo, gdy ktoś mnie wciska tam, gdzie nie chcę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wciskanie na siłę jest koszmarem, uciekałam już nawet z grupy miłośników pilarek spalinowych ( to niestety nie żart)...

      Usuń
    2. Suuuuuuuuuper! Wiesz, że Twój tekst zmotywował mnie do odmowy mojej fajnej koleżance? Wkręciła mnie w opisywanie siedmiu ulubionych książek i do... wciągania w ten koszmar kolejnych biedaków. Odmówiłam publicznie na FB. Nie obraziła się. :-) Dzięki, Iwonka. Przekonałam się, że nie jestem sama jedyna,JAKAS TAKA DZIWNA
      ASPOŁECZNA.

      Usuń
    3. No właśnie... Czasami trzeba! :)

      Usuń
  3. Też nie podoba mi się ta opcja na facebooku że jak cię ktoś zaprasza do jakiejś grupy to od razu jesteś w niej, miałam tak parę razy od razu z owej grupy się ewakuowałam bo zwyczajnie mnie to nie interesowało. I też uważam że fanem autora zwykle może być ktoś kto przeczytał i polubił choć 1 książkę owego autora.

    OdpowiedzUsuń