niedziela, 26 czerwca 2016

Andrzej Meller - Czołem nie ma hien

Wiele jest teraz reportaży z podróży, bo wielu ludzi podróżuje, wielu też pisze. W zalewie tego typu publikacji, choć kocham je miłością namiętną staram się znaleźć te choć odrobinę inne, nowatorskie, ciekawsze, bo czytanie wciąż tego samego, o tym samym jest nużące. I w tej publikacji znalazłam coś co odróżnia ją od wszystkich innych. Owszem para młodych ludzi, jak wiele par wybiera się w podróż, opisuje swoje życie, doświadczenia i kraj w którym przebywają, ale... No właśnie. To co w tej książce jest wręcz genialne, to podejście do Wietnamu. Nie jest to piękna folklorystyczna widokówka, ani książka kucharska, nie jest to też historia, ani opis zabytków. To zupełnie inna opowieść, tak jakby zagraniczny turysta, zamiast zwiedzać warszawską starówkę zwiedzał warszawską Pragę i to nocą i z tej perspektywy ( o ile by przeżył to ekstremalne doświadczenie) zamierzał pokazywać innym Polskę. Ta książka jest o wiele ciekawsza od innych bo opisuje Wietnam prawdziwy. Brudny, zły, zaćpany, codzienny, głodny, pełen prostytutek i złodziei, miejsce, gdzie można stracić zęby i życie, ale też gdzie można zyskać przyjaciół. Nieco może psychopatycznych, ciągle pijanych, naćpanych, wciąż zakochanych w związku sowieckim i mocno dziwacznych, ale przyjaźnie nastawionych do świata, a czasami i wszechświata. To nie jest laurka ani książka dla grzecznych dzieci, a, zapewniam, te niegrzeczne też wcale się nie znudzą.
Świetnie napisana, inteligentna, miejscami zabawna, miejscami okrutna. Polecam, bo dobry reportaż, to nie mdła laurka, a opowieść, która chwyta za gardło i za serce, a taka właśnie jest ta książka.