wtorek, 10 lipca 2018

Odgryzie ci głowę, ale nie wbije noża w plecy...


SALLY FRANSON

JAK UPOLOWAĆ PISARZA

ZNAK Literavova

Ta książka to nie jest poradnik, ani, mimo klimatu okładki, lekkie czytadło. Jest lekka, owszem, ale zupełnie nie w taki sposób w jaki moglibyśmy się tego spodziewać.


To książka z gatunku „zadziornych” raczej niż „uduchowionych”, niezbyt przeintelektualizowanych, choć bohaterowie do tępych nie należą na pewno, to także książka zmysłowa, ale bardziej w kierunku mocnego odczuwania codzienności i życia w ogóle, a nie rozczulania się nad zapachem fiołków.

Drażni, trochę wkurza, ale równocześnie łapie za kark i każe przyjrzeć się opisanemu światu, który, owszem z daleka wygląda cudnie, zjawiskowo i bogato, ale od wewnątrz jest przede wszystkim bezwzględny i polegający na pozorach.

Główna bohaterka po studiach z literatury podejmując decyzję życiową dotyczącą pracy nie kieruje się młodzieńczymi ideałami i marzeniami o poezji, (te wszak nie zapłacą za nią rachunków), ale zostaje dyrektorką kreatywną w People’s Republic, świetnie prosperującej agencji reklamowej.

To nie jest praca dla grzecznych panienek, ale Casey jest bardzo dobra w tym co robi. Trochę z niej wyłazi „plastikowa średniolatka” jadąca na forsie, instagramie i alkoholu, trochę wredna „sucz”.

Sama mówi o sobie, że jest jak buldożer, ma ambiwalentny stosunek do matki, która jest „najbielszą anglosaską protestantką spośród białych anglosaskich protestantek w kraju”(s.38), ale ma też Susan, najlepsza przyjaciółkę, która jest jej sumieniem, a właściwie wyrzutem sumienia. Gigantycznym…
Polowanie na pisarza nie jest w powieści miłym zauroczeniem, ale celem marketingowym, co nie wyklucza też oczywiście pewnych konsekwencji intymnych.

I jest też środowisko, które, powiedzmy uczciwie traktuje kobietę jak rzecz. Zresztą, może nie środowisko, a tylko niektórzy jego przedstawiciele? Ich diagnoza kobiecości objawia się jednym zdaniem: „Uwielbiasz fiuta”(s.157) i często na tym właśnie się kończy.

Cała sprawa jest jednak o wiele bardziej skomplikowana i ociera się o wielki świat celebrytów, o wredne zagrywki, nieuczciwość… I o to, że nie ten winny, kto winny, ale ten, kto mniej ważny. Nie jest to amerykańskie odkrycie, działa na całym świecie, niemniej jednak jest przykre…

Na dodatek ta książka napisana jest w dość niezwykły, dla lekkich powieści sposób.
Nie liczcie na to, że da się przerzucić kilka kartek, lub przeczytać je pobieżnie, nic z tych rzeczy, ten styl narracji wymaga uwagi i odwagi by zagłębić się w dywagacje na temat życia bohaterów, dywagacje dające nam pojęcie o tym co dzieje się naprawdę i od zewnątrz i od środka.


Książka jest gęsta od strumienia wspomnień, znaczeń, aluzji do kultury i popkultury. Sama akcja ma o wiele mniejsze znaczenie, choć jest dynamiczna, miejscami zabawna, miejscami nawet dość gorzka.

Wszyscy twierdzą, że głównej bohaterki nie da się polubić, ale nie mają racji.

To kobieta walcząca o siebie, pełna sprzeczności, ale i wiary w swoje możliwości, kobieta sukcesu, która ten sukces potrafi uzewnętrznić. Owszem, bezczelna, wkurzająca, złośliwa, ale i uczciwa. Ktoś, kto prędzej odgryzie ci głowę patrząc ci prosto w oczy niż wbije nóż w plecy i za to należy ją szanować.

A ja polecam.

Pewnie nie jest to książka dla każdego, i może nie na każdy moment, ale daje dużo dobrej energii i stawia do pionu, a to też warte jest polecenia.

2 komentarze:

  1. Ja także jestem już po lekturze. I miałam zupełnie inne odczucia. Może będę w mniejszości, ale ta książka zupełnie mnie nie porwała, a wręcz czasem zanudziła na śmierć. Owszem, miejscami była zabawna, ale nie na tyle bym mogła dać jej wysoką ocenę. Niestety, ale nie polubiłyśmy się i nikomu nie będę polecać tej książki, niech czyta na własną odpowiedzialność ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A mnie w sumie spodobała sie, może nie sama akcja, ale narracja. Ciężka, zagmatwana, wieloznaczeniowa, takie lubię, ale wiadomo, każdy odbiera literaturę inaczej.

    OdpowiedzUsuń