wtorek, 5 czerwca 2018

Reklama prawdę ci powie - czyli jak zostałam łysym facetem....


Wczoraj znowu dostałam mailową reklamę środków na powiększenie penisa. Nic nowego, pewnie większość z was tak ma, ale mnie to tym razem zaintrygowało, choć to nie pierwsza taka reklama w mojej skrzynce.

Zaraz, zaraz, skoro internet mnie śledzi, zapisuje wszystkie miejsca, w których byłam, strony, które odwiedziłam, sprawdza co mnie interesuje i podsuwa mi reklamy tego co chwilę wcześniej wyszukiwałam, to z czym na litość związana jest ta reklama? Ja nawet nie jestem facetem! 

Pobiegłam do lustra. Penisa nie mam… Może chodzi o te kilka marnych włosków nad górną wargą? Że niby…

Rzuciłam się do szczypczyków i zaczęłam je wyrywać z takim samozaparciem, że spuchłam ( nie w przenośni, dosłownie). Nic nie pomogło, kolejna penisowa reklama pojawiła się w mojej skrzynce, tym razem na innym koncie pocztowym.

W chwilę potem dostałam reklamę szamponu w czarnej tubie, oraz pożyczki w najbardziej znanej firmie pożyczkowej, dla ludzi bez zdolności kredytowych.
Że niby łysieję?

Zaraz, zaraz, z zakresu tych reklam wynika, że internet postrzega mnie jako łysego biedaka z bardzo małym interesem? Wstyd jak cholera!

A więc to tak? - zakrzyknęłam w duchu i postanowiłam zacząć odwiedzać jakieś typowo kobiece strony, choć modą się zupełnie nie interesuję.

Niby dotychczas nie oglądałam ani samochodów, ani porno, ani reklam piwa, więc co jest? Może trzeba jakieś AGD obejrzeć? Fatałaszki? Szminki?

Trochę mnie to zaintrygowało. Wlazłam szybciutko na stronę jakichś szalenie niebotycznych szpilek, potem pozwiedzałam sklepy z ciuchami i czekałam na reakcję…

Chwilę to trwało, ale dostałam w końcu reklamę typowo dla kobiet. „Sekret skutecznego odchudzania” „Wymarzona figura”, „Odchudzanie niezależne od reżymu” ( z tym „reżymem” to chyba jakaś polityczna zagrywka, ale ja w politykę nie wchodzę z zasady – skasowałam.) „Jak być szczęśliwą” - no tak, internet zaklasyfikował mnie do kategorii „nieszczęśliwa grubaska”, ale choć płci mi nie zmienił.

Pobiegłam do lustra, penisa nadal nie miałam, ale nie jestem gruba ani jakoś specjalnie nieszczęśliwa, choć może odrobinę wściekła.

Wróciłam do komputera zafascynowana możliwościami tego medium. Toż to lepsze niż wróż Maciej i wróżka Anuszka razem wzięci!

Po chwili otrzymałam wiadomość zatytułowaną: „Najlepszy środek na grzybicę pochwy”. Teraz byłam już na dobrej drodze do uściślenia wiedzy na swój własny temat, ale że grzybica pochwy?
Kolejna wiadomość dość szybko pojawiła się na moim koncie pocztowym. Tym razem „ Zaloguj się na gorącym portalu randkowym” .

Tu już naprawdę się wściekłam.

Kto rozsądny poszedłby na randkę z grzybicą pochwy?
Patrzcie, jednak ten internet jest nieodpowiedzialny…

I wiecie do jakiego wniosku doszłam? Internet jest SEKSISTOWSKI do szpiku… kabelka! ( no bo przecież nie kości). Wystarczy, że obejrzysz reklamę piwa, a już przyprawi ci „interes”. Obejrzysz szpilki, a już powinny cię zainteresować choroby przenoszone drogą płciową…

Po tym wszystkim najgorsza emocjonalnie okazała się reklama obroży, ponieważ ustalone już zostało, że jestem rodzaju żeńskiego, to czy internet uważa mnie za sukę?

Nie, zresztą nie, przepraszam, to nie była obroża dla psów...

2 komentarze:

  1. Brawo, Iwona!
    Ale fakt jest faktem: człowiek się boi okazać w internecie jakieś ludzkie odruchy i inne potrzeby, bo zaraz to wyłazi z każdego kąta. Za to RODO na pokaz działa niezawodnie. Wydusiło to g...o ze mnie dziś 35 złotych i pół dnia jazdy do powiatu, z powrotem i wizyty w USC.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko nie wspominaj o RODO... Błagam, tylko nie to!A reszta wiesz jak jest. Internet robi z nas plastikowe ludki :(

      Usuń