poniedziałek, 19 lutego 2018

O profesorze słów kilka...

 Julia Kalęba

PREZES SEKCJI GENIUSZY

Bardzo trudno recenzuje się – czy też jak kto woli pisze się opinię o książkach, które są zbiorami anegdot, bo, co oczywiste, choć mają treść i to bardzo ciekawą, nie posiadają akcji jako takiej, bo akcja w zamknięta jest w każdej anegdocie jak w mydlanej bańce, a przecież nie jest zadaniem recenzenta streszczanie( a wręcz przeciwnie, nie jest w recenzji ani dobre, ani mile widziane) czegokolwiek, a już tym bardziej opowiadanie, czy przytaczanie zawartych w publikacji anegdot.

Nie. To już dziedzina, w którą czytelnik wkroczyć musi sam. Nie można mu tej przyjemności odbierać.

Ponieważ jednak książka mimo, iż zatytułowana jest „Prezes Sekcji Geniuszy” ma też drugi tytuł, lub jak kto woli podtytuł,: „Portret Jerzego Vetulaniego”, trzeba odrobinę przybliżyć jej bohatera. Publikacja ta dotyczy anegdot zaczerpniętych z życia wspaniałego człowieka i genialnego neurobiologa oraz jednego z największych polskich uczonych naszych czasów, ale też człowieka, w którym był więcej niż obraz świata, więcej niż jeden geniusz, a także więcej niż jeden talent. Nie był ponurym, smętnym, nudnym naukowcem, Wyraźnie pokazywał, że można być naukowcem bez bycia smętnym i nudnym. Interesował się światem, a nie tylko swoją dziedziną, czuł się człowiekiem kultury, myślicielem, ale też zwykłym zjadaczem chleba i przyjacielem.

Tył okładki określa go takimi słowami jak: PROFESOR, ŁOBUZ, MĘDRZEC, BŁAZEN, GENIUSZ.

Prawda, że trudno sobie wyobrazić te wszystkie określenia razem i znaleźć kogoś do kogo by pasowały?

Tytuł zbioru anegdot, o którym mowa odnosi się do jednej z przytoczonych tu dowcipnych historyjek. Kiedy to od Piotra Skrzyneckiego w Piwnicy pod Baranami, gdzie jak twierdzą niektórzy w tym Wikipedia Vetulani bardzo się udzielał, w połowie lat 50 władza zażądała by podzielić pracujących tam artystów na sekcje, powstała wówczas między innymi Sekcja Zwłok i Sekcja Geniuszy, do której Vetulani wpisał także i siebie, twierdząc, że jest geniuszem, co rzeczywiście było prawdą.

Z książki dowiemy się jak profesor ratował koty, które były kupowane po to by na nich potem prowadzone były doświadczenia, jak potrafił bawić wszystkich, ale też równie często wszystkich wkurzać. Cenił ludzi nieposłusznych, ale myślących bardziej niż grzecznych i potulnych. Uważał, że w Polsce uczenie typu szkolnego w bardzo niewielkim stopniu ( o ile w ogóle) rozwija mózg, bo szkoła uczy posłuszeństwa i rozwiązywania testów, a życie w ogóle na tym nie polega.
 
Jego podejście do marihuany ukazane w książce „A w konopiach strach” książce – wywiadzie przeprowadzonym z profesorem Vetulanim przez Marię Mazurek zawsze było szczególne i wiele anegdot tego podejścia dotyczy, tak jak i samego wywiadu.

Profesor jako jedyny wspierał swoim nazwiskiem i autorytetem legalizację marihuany i działania stowarzyszenia Wolne Konopie.

Był bezkompromisowy i odważny.

Mówił, że nosi legginsy zamiast kalesonów, bo woli „wyglądać jak podstarzały paź niż umierający starzec”.( n 139)

Był osobą bardzo pozytywnie nastawioną do ludzi, dlatego też jak sądził odniósł sukces był też bardzo pracowity i ciekawy świata.

Zbiór anegdot poświęconych profesorowi Jerzemu Vetulaniemu opracowany został na podstawie wielu publikacji, których spis znajdziemy na ostatnich stronach książki.

W opowieściach o profesorze przewijają się wielcy naukowcy, ale też wielcy artyści, ludzie z pierwszych stron gazet, jak choćby papież Jan Paweł II, ale też pieśniarze jak Leszek Długosz oraz ludzie nauki.

1 komentarz:

  1. O! Zainteresowałaś mnie! Muszę sobie to zapisać.

    OdpowiedzUsuń