środa, 10 stycznia 2018

Cip, cip szczęście, no, cip, cip!

 
Dziś znów nie obudziłam się szczęśliwa! Nie to, że byłam jakaś szczególnie nieszczęśliwa, załamana czy coś w tym rodzaju, nie, ale szczęśliwa nie byłam. Żadnych orgazmicznych uniesień, westchnień, poruszeń serca ani motyli w brzuchu.

Co do motyli to w sumie żaden problem. Wzięłam tabletkę i w chwile potem w brzuchu miałam nie tylko motyle, ale stado ryczących bawołów, jednak mojego poczucia szczęścia wcale to nie zwiększyło.

Poczłapałam do łazienki – tak, tak, mam łazienkę, wiem, że to powinno mnie uszczęśliwiać, ale jakoś nie chce, cieszy, tak, ale nie uszczęśliwia – i spojrzałam w lustro. Zdecydowanie nie jestem piękna, płatki z aloe-czegoś tam nie sprawiły przez noc, że moja skóra stała się młodsza o dziesięć lat i nie odczuwam beztroski z powodu działania maszynki do depilacji. A miało być aż osiem tygodni beztroski.... Wiecie takiej prawdziwej, a tu nic, maszynka do depilacji nie spłaciła debetu na karcie, nie umyła okien, nie wytrzepała dywanu, więc co to za beztroska?

Na FB trzydziestu dwóch znajomych napisało o wakacjach. Jakieś Toskanie, Malediwy, Kuby. Znienawidziłam ich. Wszystkim powstawiałam serduszka i takie inne... Niech sobie nie myślą, że im zazdroszczę.

Postanowiłam, że nie wezmę darmowego kredytu, którego RRSO wynosi tylko 222.3% choć usłyszałam radiowe zapewnienie, że „Tylko tego potrzeba mi do szczęścia”.

W kuchni zastałam bałagan, jak zawsze. Wiem, że według niektórych mądrości powinnam się nim cieszyć, bo to znaczy, że mam kuchnię i te wszystkie rzeczy, które tworzą ten bałagan, ale jakoś nie umiem. Nie lubię sprzątać.

Znów wróciłam do Facebooka. Zołzanna Kupść schudła 16 kilo w ciągu dwóch dni. Mnie się to nigdy nie udało. Wiem, powinnam być szczęśliwa, że mam co jeść, ale nie jestem. To znaczy jestem, ale to szczęście jest jakieś nie takie!

Nie czuję tego gwiazdkowego proszku wokół mnie, różowych chmurek, rozkwitających pąków wyimaginowanych kwiatów i ani pół jednorożca i jego tęczowych hmmm … odchodów.

Nigdzie nie latają błękitne ptaszki i różowe serduszka. Kawa nie chce mnie rozpieszczać, płyn do płukania nie tańczy, parówki nie prowadzą damsko-męskich konwersacji tuż przed kąpielą we wrzątku...

No koszmar. Zastanawiam się czy to szczęście innych mnie unieszczęśliwia i jestem tylko odrobinę wredna, czy unieszczęśliwiają mnie moje oczekiwania i jestem po prostu strasznie głupia...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz