czwartek, 28 grudnia 2017

Tak inne, tak podobne...


Książka Racheli



Tłumaczenie: Katarzyna Tunkiel

Seria: Gorzka Czekolada Wydawnictwo: Media Rodzina

„Książka Racheli” to tytuł, który sam w sobie wiele o książce mówi, bo imię jednej z głównych bohaterek ( i wcale nie wiadomo czy nie najważniejszej), od razu przywodzi na myśl pewne skojarzenia.

O prześladowaniu żydów* wiemy i dużo i mało zarazem, bo nasza wiedza ogranicza się do kręgów historycznych czy kulturowych, w których się obracamy, a przecież to co się działo tuż przed wojną i w jej czasie dotyczyło wielu, bardzo wielu państw i miało wiele różnych aspektów.
Dzieje społeczności żydowskiej w Bratysławie, jak i losy żydowskich dzieci wysłanych na tułaczkę do Norwegii, a potem Szwecji nie są specjalnie znane, a stanowią jednak interesującą i bardzo tragiczną część wojennej historii.

Kiedy historia rozrywa losy rodzin na strzępy wszystko się wali. Nieważne z jakich powodów.

Historie przesiedlonych dzieci, które zostały wysłane w świat z dala od rodziców i bliskich to też odrębna sprawa, bo nie zawsze były to losy godne pozazdroszczenia. Co prawda dzieci zyskały być może życie ( być może, bo i to nie było pewne), ale utraciły rodziny, bliskich, punkty odniesienia i tożsamość.

Nie każdy potrafi poradzić sobie z taką stratą.

Bohaterka powieści, Ella młoda dziennikarka mieszkająca w Nowym Jorku wraca do Norwegii. Jej rodzice zginęli w tragicznym wypadku samochodowym i mimo, iż dziewczyna nie była od dawna z nimi zżyta to jednak bardzo odczuwa tę tragedię.

Dziewczyna w spadku dostaje między innymi dom wraz z lokatorką. 

To nie jest dobry układ jednak kobiety zaczynają ze sobą rozmawiać. 

Poznajemy Rachelę, dziewczynkę zmuszoną do wyjazdu do obcego kraju z powodu prześladowań, nastolatkę, która usiłuje poradzić sobie w trudnym, obcym świecie, kobietę...

Poznajemy dwie samotności. Każda z nich jest inna, każda odrębna, a jednak coś je łączy.
Ta książka to przejmująca opowieść o dążeniu do miłości, o wyobcowaniu i o sile jaką obdarzone bywają kobiety w ciężkich czasach i o cenie jaką za tę silę płacą. 

Inspiracją tej historii były pewne prawdziwe przesłanki, jak choćby opowieści znajomych autorki, czy historyczne fakty związane z pomocą nansenowską, ale nawet gdyby całą tę historii wymyśliła to i tak byłaby ona prawdziwa, bo w tej opowieści jest i prawda historyczna i czysto ludzka i literacka ( a taka też istnieje).

To bardzo ciekawa opowieść. Poruszająca. Inspirująca i warta przeczytania, tym bardziej, że pokazuje zupełnie inne aspekty wojny i dziecięcych losów, czy prześladowań. Inne bo dotyczące innej kultury, innych krajów, zwyczajów. Świetna powieść. Nie jest to lekkie czytadło, ale też nie jest to książka okrutna, czy ponura. To po prostu piękna opowieść o życiu.

* Gramatyka polska podpowiada mi, iż pisze się „Żyd”, gdy chodzi o narodowość, a „żyd”, gdy chodzi o wyznanie - tu, w tej powieści wydawało mi się ż chodziło jednak o wyznanie, a nie o narodowość.

sobota, 16 grudnia 2017

Nie moja bajka...


Jak to zwykle ostatnio znów zmieniły się przepisy. Niby nic istotnego, a jednak trzeba było to jakoś ogarnąć.
Siedzieli na leśnej polance, inspektor podsunął jej pod nos papiery. Wilka jeszcze nie było. Pewnie krył się w krzakach i czekał na lepszy moment. Na kocyku już piętrzyły się kanapki z szynką i piklami, które zawsze mu przynosiła. Popijała wino i przeglądała karty rekrutacyjne.
- Ale czy to konieczne? - zapytała dziwiąc się jak można do porządnej bajki dodawać kogoś obcego.
- Tak, musimy być konkurencyjni! Teraz wszystko takie udziwnione, pokemony, didżimony, szaleństwo...a u nas co... wciąż to samo, kapturek wilk i babcia, nudy! Dlatego trzeba kogoś dołożyć.
Westchnęła ciężko i przeglądała dalej. Nie było wielkiego wyboru.
Facet w meloniku, jakaś królewna. Ale po co jej tutaj królewna. Smok? Nie, no jeszcze by coś podpalił. Przełożyła kolejną kartę.
Jakiś facet w moro...
- Tylko trzeba dobrze wybierać – westchnął inspektor - bo wiesz... Potem strasznie trudno to odkręcić. I nie zawsze w ogóle się da, jak pójdzie w świat.
- A co może pójść nie tak? - zdziwiła się całkiem szczerze.
- Wszystko! Wierz mi, wszystko! Taki Jaś i Małgosia zupełnie zgłupieli i zażądali starszej siostry. I co? I wszystko szlag trafił, nie tylko pomogła im znaleźć drogę do domu, to jeszcze macosze rękę złamała i wygoniła tę krowę z domu.
- Czyli w sumie wszystko dobrze?
- Niby tak, ale czarownica podała nas do sądu o niedotrzymanie umowy. A ta no, śpiąca królewna.... Kota sobie zażyczyła, bo niby koty cieplutkie, a jej było w nogi zimno, a potem poszła sobie spać. Smród był na całą okolice, trzeba ją było budzić, bo sąsiedzi się skarżyli. Wokoło setki kotów, a dookoła... hmmm. Kuweta!
Kapturek westchnęła i jeszcze raz przejrzała karty rekrutacyjne.
- Ten – wskazała miłego, jasnowłosego młodzieńca w ubranku moro, wilka nie miała zamiaru pytać o zdanie, a babcia, jak to babcia, znów zabawiała się z myśliwym.
I sprawa została załatwiona. Tak jakby.
Nazajutrz obudziła się w zupełnie innym miejscu. Las niby był ten sam, ale jakoś inny. Wszędzie stały ogromne tablice...
„Las zielony – teren chroniony”, „Nie deptać igliwia” i tak dalej.
Na polance, gdzie zazwyczaj się spotykali kolejny zakaz: „Nie dokarmiać wilka” Na ścieżce, przypięty łańcuchem do krzaka siedział nowy bohater bajki i głośno krzyczał.
- Wynocha z lasu, to tereny zagrożone! Nie wolno zbierać malin ani szyszek.
- Powinnam była wziąć smoka - westchnęła Kapturek podając ukradkiem wilkowi kanapkę z jajkiem na twardo - On tu zupełnie nie pasuje....
No właśnie. Jeżeli czujesz, że miejsce, w którym się znalazłeś to nie twoja bajka, nie utrudniaj życia sobie i innym.
Wyjdź i poszukaj lepszego miejsca.
Zresztą co ja tam wiem? Od wczoraj usiłuję namówić Kopciuszka na wizytę u ortopedy. Ona naprawdę musi mieć coś z tymi nogami! No, bo żeby tak buty gubić?