środa, 1 lutego 2017

Obozy się "nie przeterminowały"

Nie ma w Polsce rodziny, której nie dotknęłaby w jakiś sposób sprawa obozów koncentracyjnych. Mojej także to nie ominęło, dwie z sióstr mojej babci były w tych samych obozach co autorka książki, toteż odbieram ten wywiad rzekę bardzo osobiście i wierzę, ze wszelkich sił mojej wiary, że o obozach trzeba mówić, nadal, wciąż i jeszcze raz od nowa. One nie odeszły, one są, trwają jeszcze w pamięci rodzin, w snach ofiar, we wspomnieniach. One się „nie przeterminowały” niestety, taka jest natura człowieka, nadal istnieją gdzieś w Korei, gdzieś w Chinach, może w innych nieznanych zakątkach globu i będą tam nadal. Powstaną nowe, tak toczy się świat i tego uczy historia, zapominanie tylko jej ułatwia zadanie.

Ta książka, ten niesamowity wywiad to bardzo ciekawa opowieść o tym, że można mimo pamięci żyć nadal, nie wszystkim się to udało, wielu więźniów wybrało samobójstwo nie mogąc uporać się z przeszłością, bo tę przeszłość, to królestwo za mgłą zabrali ze sobą zamiast z niego wyjść.

Autorka opowiada o tym co w obozie było życiem, o ciągłym, nieustającym trwaniu. O tym jak bardzo istniało tylko tu i teraz, o teraźniejszości bez przeszłości, bo za bardzo boli i bez przyszłości bo może jej nie być.

Mówi o obozowych katach trochę inaczej, nie całkiem i nie zawsze źle, co wzbudza niechęć innych byłych więźniów obozu. Robi tak w imię prawdy, bo taka właśnie była ta jej prawda, której nie chce się zaprzeć. Jej niezgoda na generalizowanie, na utożsamianie każdego Niemca z bestią bardzo ją rożni od innych więźniów, mimo tego co przeżyła, nieludzkie warunki, koszmarnie ciężką pracę, wszechobecny głód, bestialstwo, rewir, brak leków i wiele chorób. Przeszła przez karną kompanię i medyczne eksperymenty, a mimo to, potrafi dostrzec też dobre chwile, jakie jej zdarzały się w Auschwitz. Pamięta o dobroci, której doznała, o ulotnych mgnieniach radości…

Bardzo pięknie napisana książka, poetycka choć tragiczna, w żadnym razie nie roszczeniowa, co często się zdarza u ofiar takich tragedii, pozytywna w swojej okrutnej wymowie, książka, którą czyta się jak tragiczną baśń, ale też przeczytać trzeba.


Wywiad, dodajmy że świetnie przeprowadzony, kulturalny i pozbawiony współczesnej nam nachalności, za pomocą której dziennikarze często wyciskają ze swoich rozmówców „ciekawe kąski” dotyczy nie tylko obozów, ale i czasów powojennych. Życia, śmierci, trwania, pisania i tworzenia, a także tego jak akt twórczy terapeutycznie może wpływać na zranioną dusze i pomóc jej uciec zza mgły, z królestwa za mgłą, z imperium strzeżonego przez rycerzy w czarnych mundurach. Warto przeczytać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz